Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski
424
BLOG

Rola sekretarek w polityce

Grzegorz Świderski Grzegorz Świderski Polityka Obserwuj notkę 6
Już kolejny raz nacinam się na sekretarkę, która jest femme fatale. W partii Wolnościowcy była to Małgorzata Tylus, która teraz obsługuje posła Witolda Tumanowicza, a w Nowej Nadziei mamy Magdę Niewiadomą dyrektorkę Klubu Poselskiego Konfeeracji. A wcześniej wiele takich dziewczyn otaczało Janusza Korwin-Mikke (aż jednej zrobił dziecko i się z nią ożenił) i ich destrukcyjna rola jest świetnie opisana. Oto historia pani Agaty Banasik:

"Podczas kampanii prezydenckiej Korwin wymyślił, że pokażemy własny projekt konstytucji. Zrzucił to na mnie, no to biorę prawników, robimy narady, napisali w kilka miesięcy, nawet preambuła była. (...) Korwin dzwoni 2 maja wieczorem i mówi: „Panno Agato, ten wasz projekt jest do dupy, ale wsiadam w pociąg ze Szczecina i w nocy napiszę nowy”. A u nas panika. Przysłał, ale nie czytałam, bo się bałam, co tam jest. Sądzę, że prezes do dzisiaj nie wie o tym, co później zaszło. Otóż… Gdy przyjechał rano do Krakowa, poszliśmy do restauracji, dziennikarze już czekali i daliśmy wszystkim projekt, ale nasz, a tylko prezes dostał wydrukowany swój i siedział tak ze swoim podczas czytania preambuły, bo ją w tekście akurat zostawił. Potem hymn, pompa, notatka prasowa dla dziennikarzy. Uff. Wychodzę przed restaurację, dzwonię do swoich i mówię: „Udało się!”. Ale problem był, bo prezes nie rozstaje się z laptopem, w którym ma dostęp do internetu, i za chwilę telefon do mnie: „Leć do niego na górę, bo właśnie wrzucił na profil ten swój projekt”. Lecę, widzę, że siedzi i stuka. Siadam obok, wchodzę na jego profil, bo mam dostęp, kasuję jego posta i mówię: „Panie prezesie, jakaś awaria, w złym formacie plik pan wrzucił, potem to poprawię”, a on, że: „Dobrze, dobrze, panno Agato, wspaniale!”. Na szczęście spieszyliśmy się na samolot, było zamieszanie, sprawdzałam, czy znów nie wchodzi na profil, ale zapomniał, udało się. Znowu. Choć bałam się cały czas, że to wyjdzie. Dziennikarze? Było jak zawsze: dostali, przekleili, nie wnikali. Ale wtedy znowu nie spałam, wiele było takich nocy… Boże, ile tego było…"

  To naturalne, bo sekretarki znają wszystkie sekrety swojego szefa i w ogóle wszystkich w biurze, w którym pracują. Więc są bardzo łakomym kąskiem dla służb. Nie tylko takim, że służby werbują sekretarki, ale też tak, że je szkolą i podstawiają.

  Polska ma tu przykład spektakularny: Barbarę Skrzypek. Przez lata funkcjonowała w cieniu Jarosława Kaczyńskiego jako osoba skrajnie zaufana, dyskretna, niewidoczna dla masowego odbiorcy, a jednocześnie niezwykle ważna. Wcześniej pracowała w aparacie państwowym PRL. Przez dziewięć kolejnych lat pracowała tam u boku czterech premierów PRL: Józefa Pińkowskiego, Wojciecha Jaruzelskiego, Zbigniewa Messnera i Mieczysława Rakowskiego. Pełniła funkcje starszego referenta i starszego statystyka w kancelarii tajnej, w gabinecie premiera oraz w gabinecie szefa URM gen. Michała Janiszewskiego.

  Ona jest symbolem ciągłości PRL i III RP. Dzięki takim ludziom, Kaczyński nic w Polsce nie zmienił, jak mieliśmy socjalizm, tak mamy. Polska jest kobietą i u nas rządzą sekretarki.

  Sekretarka w polityce to nie jest osoba od kawy, tylko interfejs wodza ze światem: kalendarz, dokumenty, telefony, dostęp, nastroje, plotki, konflikty, korespondencja, filtrowanie ludzi i informacji. Formalnie nikt. Faktycznie — bramka do systemu nerwowego organizacji.

  Na scenie politycznej są przemówienia, deklaracje, kongresy, uchwały i konferencje prasowe. Na zapleczu są telefony, notatki, terminy, pretensje, prośby, listy, ostrzeżenia, donosy, przecieki i kasowane wiadomości. Na scenie polityk mówi, że podejmuje decyzje samodzielnie. Na zapleczu ktoś wcześniej zdecydował, jakie informacje do niego dopłyną.

  Nie inaczej jest w Konfederacji i Nowej Nadziei. Sławomir Mentzen słynie z tego, że nie da się z nim skontaktować i porozmawiać. Dostęp do niego mają tylko najbliższe, najbardziej zaufane osoby. To, że po spotkaniach wita się z wieloma, robi sobie zdjęcie i czasem przyprowadza krótki small talk nic nie zmienia. Mam kolegów w Nowej Nadziei, którzy są członkami partii od lat, nawet jeden jest członkiem Rady Głównej (która już została podmieniona nowo mianowaną przez prezesa "Imperium Kontratakuje") i próbowali dobić się do prezesa z cholernie ważnymi informacjami, pomysłami, raportami i im się to nie udaje.

  Mentzen jest jak ta babcia z piosenki Młynarskiego: Lecz choć u nas trwa od rana z sodomką gomorka, babci o tym się nie mówi, by była w humorku. (...) Ale fakt ten się nie stanie dla babci udręką, bowiem się drukuje dla niej osobne pisemko. (...) Informować babci nikt nie śpieszy, po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy.

  Jednak wróćmy do sekretarek. Najwięcej ciekawych przykładów mamy z Niemiec, Wielkiej Brytanii czy USA. Tam sekretarki, asystenci i zaufani urzędnicy zaplecza wielokrotnie okazywali się nie tylko świadkami wielkiej polityki, ale jej ukrytymi zwrotniczymi. Czasem byli agentami obcych służb. Czasem tylko uczestnikami afer. Czasem osobami, które niszczyły dokumenty, filtrowały dostęp, przenosiły informacje poza formalny obieg albo uruchamiały katastrofę wizerunkową szefa.

  Najbardziej klasyczny przykład to Günter Guillaume. Nie był kobietą, ale był dokładnie tym samym typem figury: człowiekiem sekretariatu, zaufanym osobistym współpracownikiem przywódcy. Guillaume był agentem Stasi ulokowanym w otoczeniu kanclerza RFN Willy’ego Brandta. Kiedy został zdemaskowany i aresztowany w 1974 roku, Brandt podał się do dymisji.

  Drugi niemiecki przykład to Johanna Olbrich, działająca pod nazwiskiem Sonja Lüneburg. Została przerzucona przez NRD do RFN, weszła w środowisko liberalnej FDP i pracowała jako sekretarka polityków, między innymi przy Martinie Bangemannie. Jej siła polegała nie na publicznym wpływie, lecz na codziennym dostępie do dokumentów, spotkań, notatek i organizacyjnego zaplecza. Robiła kopie, notowała, fotografowała materiały i przekazywała je na Wschód.

  Margarete Hoeke pokazuje ten sam mechanizm na poziomie urzędu państwowego. Była sekretarką w biurze prezydenta RFN i została skazana w 1987 roku za szpiegostwo oraz zdradę tajemnic służbowych. Według doniesień pracowała dla sowieckiego agenta przez około piętnaście lat i miała obsługiwać zaplecze aż pięciu prezydentów RFN.

  Elli Barczatis to przypadek jeszcze bardziej dramatyczny, bo z wnętrza samego bloku komunistycznego. Była główną sekretarką premiera NRD Ottona Grotewohla. Została skazana za szpiegostwo i stracona w 1955 roku razem ze swoim partnerem Karlem Laurenzem.

  Wielka Brytania ma przykład Melity Norwood. Formalnie była urzędniczką i sekretarką w instytucji badawczej, a nie polityczną gwiazdą. Faktycznie przez dekady przekazywała sowietom informacje dotyczące brytyjskiego programu atomowego. To jest przypadek szczególnie pouczający, bo pokazuje, że niska pozycja formalna może dawać bardzo wysoką wartość wywiadowczą.

  Podobny brytyjski mechanizm widać w sprawie Ethel Gee z tak zwanego Portland Spy Ring. Gee była urzędniczką dokumentacyjną w ośrodku związanym z Admiralicją i miała dostęp do materiałów o wysokiej klauzuli dotyczących podwodnych technologii wojskowych. MI5 opisuje, że Harry Houghton korzystał z jej dostępu do materiałów wyższej klasy tajności, a oboje zostali zatrzymani z tajnymi dokumentami.

  W Stanach Zjednoczonych ciekawy jest przypadek Rose Mary Woods, osobistej sekretarki Richarda Nixona. Nie była agentką obcego państwa. Jej znaczenie polegało na lojalności wobec szefa w chwili katastrofy. To ona tłumaczyła, że przypadkowo skasowała część taśmy Watergate. Jej słynna gimnastyczna demonstracja, nazwana później „Rose Mary Stretch”, stała się symbolem kryzysu wiarygodności Nixona.

  Jeszcze mocniejszy jest przypadek Fawn Hall, sekretarki Olivera Northa z czasów afery Iran-Contra. Raport niezależnego prokuratora opisuje wprost, że Hall uczestniczyła z Northem i innymi osobami w utrudnianiu dochodzeń, zmienianiu, niszczeniu i wynoszeniu oficjalnych dokumentów związanych z aferą. Była sekretarką, czyli osobą technicznie obsługującą dokumenty.

  W Korei Południowej analogiczny mechanizm pojawił się przy aferze Park Geun-hye. Jeong Ho-seong, osobisty sekretarz prezydent, został oskarżony o przekazywanie poufnych dokumentów Choi Soon-sil, nieformalnej powierniczce prezydent, która nie pełniła urzędowej funkcji państwowej. Ta afera doprowadziła do impeachmentu Park.

  Współczesny przykład europejski to Jian Guo, były asystent niemieckiego polityka AfD Maximiliana Kraha w Parlamencie Europejskim. W 2025 roku został skazany w Niemczech na prawie pięć lat więzienia za szpiegostwo na rzecz Chin, w tym za przekazywanie informacji z Parlamentu Europejskiego i inwigilowanie chińskich dysydentów.

  Katia Zatuliveter jest przykładem, który trzeba opisywać uczciwie i ostrożnie. Była rosyjską asystentką brytyjskiego posła Mike’a Hancocka, który zasiadał w komisji obrony. MI5 podejrzewało ją o szpiegostwo i była objęta próbą deportacji, ale specjalny trybunał odrzucił zarzuty i pozwolił jej zostać w Wielkiej Brytanii.

  Huma Abedin, wieloletnia bliska współpracowniczka Hillary Clinton, również nie jest przykładem agentury. Jest przykładem ryzyka obiegu informacji. W 2016 roku FBI odkryło ogromny zbiór e-maili na laptopie Anthony’ego Weinera, ówczesnego męża Abedin, co stało się elementem kryzysu mailowego Clinton tuż przed wyborami prezydenckimi.

  Mary Price to przykład z pogranicza polityki, mediów i wywiadu. Była sekretarką wpływowego amerykańskiego publicysty Waltera Lippmanna. Według materiałów opisywanych na podstawie Venony i archiwów sowieckich miała przekazywać sowietom informacje z jego plików i kontaktów. To ważne, bo Lippmann nie był prezydentem ani ministrem. Był człowiekiem wpływu.

  Wspólny mianownik tych historii jest prosty: sekretarka, asystent, kancelista czy człowiek od dokumentów może być słabszy formalnie od ministra, ale silniejszy informacyjnie od posła. Nie decyduje, lecz wie. Nie rozkazuje, lecz przepuszcza. Nie występuje publicznie, lecz obsługuje kanały, przez które publiczna decyzja dopiero powstaje. Dlatego w polityce sekretariat jest czymś więcej niż biurem. Jest filtrem rzeczywistości. A kto kontroluje filtr, ten bardzo często kontroluje obraz świata w głowie wodza.

  Na szczęście niedawno weszły LLM-y i agenci AI. Teraz już możemy mieć wirtualnego sekretarza na własnym, prywatnym serwerze. Z nim się nikt nie prześpi, on humorów nie będzie miał, jego nikt nie zwerbuje. Grozi tylko włam hackerski, na ten serwer, ale to technologicznie ochrona przed tym jest tysiąckroć lepiej rozwinięta niż psychologia kobiet.

  Więc radzę wszystkim politykom: wywalcie na zbity pysk wszystkie swoje sekretarki, nawet jak są idealne i najrzetelniej wykonują swą pracą (a takie perfekcyjne są najbardziej podejrzane) i nauczcie się korzystać z agentów AI.

Grzegorz GPS Świderski

__________________

Obowiązkowy pobór z perspektywy libertarianina <- poprzednia notka

na­stęp­na not­ka -> Jak wyginą ріzԁսѕіе?

__________________

Tagi: GPS65

Starszy Filozof Sztabowy. Paleolibertarianin. Futurysta AI. Bloger. Koder wibracyjny. Polemizuję, argumentuję, filozofuję, dyskutuję, prowokuję.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka