A dzisiaj rano koleżanka przesłała mi piosenkę. Nigdy wcześniej jej nie słyszałam. Zatem, premiera w mojej głowie:) I co tu dużo mówić: słowa tak idealnie trafiły w czas...
O Santiago de Compostela myślałam już kiedyś, kiedyś, ale decyzja, że wyruszam to końcówka ubiegłego roku.
Zastanawiałam się nad intencją i miałam taką myśl: "żebyś zabrał ode mnie wszelki lęk".
A dzisiaj słowami piosenki usłyszałam: "Ojcze, nie idę po trochę, idę do Ciebie po wszystko!"
Tak! I to jest to! To jest takie moje. Często powtarzam: "wszystko albo nic" i bynajmniej nie chodzi tu o jakieś szczególarskie sprawy:)
Przy czym wiem, że "wszystko" to nie "cud, miód i powidło".
O, nie... Ale nieważne, bo
to coś istotniejszego - to wolność. Ta prawdziwa.
To co: ktoś był?
I chce się podzielić czymś ważnym albo ciekawym?
Będę szła szlakiem Costa brzegiem oceanu, choć pewnie zahaczę też o Centralny.
A tu moja przewodnia pieśń na ten czas


Komentarze
Pokaż komentarze (23)