intuicja
"Z punktu widzenia polityki prawda ma charakter despotyczny. Jest zatem znienawidzona przez despotów, słusznie obawiających się konkurencji ze strony siły przymusu, której nie mogą sobie podporządkować." Hannah Arendt
126 obserwujących
413 notek
732k odsłony
642 odsłony

Istota chrześcijaństwa, czyli kto jest jego rzeczywistym przeciwnikiem

Wykop Skomentuj103

Notka nie dla tych, którzy czytają po łebkach;)

W ostatnim czasie przeczytałam dwie książki, które uporządkowały niemal wszystkie moje dotychczasowe intuicje dotyczące istoty chrześcijaństwa. To „Apokalipsa tu i teraz” Rene Girarda oraz „Skandaliczna miłość Boga” Enzo Bianchi.

O tej pierwszej pisałam niejednokrotnie w moich komentarzach. Streszczenie jej jest trudne, ponieważ myśl Rene Girarda można poznać i zrozumieć tylko wtedy, gdy śledzi się jego wnioskowanie i związane z nim refleksje. Sedno i siła przekazu tkwią więc w bezpośrednim towarzyszeniu temu procesowi. Oczywiście można pokusić się o proste podsumowanie (ze szkodą dla logiki i licznych inspiracji płynących z książki) w postaci zdania, że podstawą relacji ziemskich jest przemoc, a chrześcijaństwo jest zaprzeczeniem przemocy, jej antytezą. Wniosek więc tożsamy z tym, jaki jeszcze przed przeczytaniem tej książki, intuicyjnie sformułowałam w notce „Polacy i Żydzi, czyli rzecz o Bożym Narodzeniu”: „chrześcijaństwo jest radykalne. Jest też dla radykałów, tzn. dla ludzi, którzy z pełną świadomością godzą się na ziemskie przegrywanie” (ziemskie, tzn. w rozumieniu ludzkim). Chrześcijanin nie walczy z ludźmi, walczy o ludzi. Jak w więc może być zwycięzcą w rozumieniu ziemskim? To po prostu poza wszelką logiką. Chcąc wygrywać (w rozumieniu ludzkim) nie postępujemy zgodnie z nauką Chrystusa, stosujemy bowiem przemoc (werbalną, cielesną), bo tylko ona jest w stanie przynieść nam zwycięstwo nad innymi (ktoś musi okazać się lepszy, skuteczniejszy, silniejszy). Trzeba to sobie jasno uświadomić. Kto z nas postępuje więc jak chrześcijanin lub przynajmniej stara się tak postępować? Nikt. Może nieliczni Święci. Reszta walczy i chce tę walkę wygrać. I jest to zawsze walka przeciw ludziom. Znajdujemy się więc daleko od istoty chrześcijaństwa. To niezwykle trudna do zaakceptowania Prawda. Jeśli ktoś twierdzi, że to fałsz – z chęcią przeczytam argumenty.

Treść drugiej książki równie trudna do zaakceptowania, zwłaszcza dla ludzi wierzących, chrześcijan, a książka o Miłosierdziu. Mamy oczywiście usta pełne regułek dot. Miłosierdzia, rozczulamy się nad Św. Siostrą Faustyną, a każdy chrześcijanin doskonale zna Koronkę do Miłosierdzia Bożego. W teorii jesteśmy więc mocni. A jak z praktyką? Cytat z książki „Boże miłosierdzie staje się dziś zgorszeniem i głupstwem dla wielu chrześcijan, tak jak kiedyś zgorszeniem i głupstwem był dla Żydów i pogan Ukrzyżowany” (obserwując własne podwórko, chociażby s24, mogę tylko napisać: „świento prowda”). Enzo Bianchi doskonale wyjaśnia mechanizm tego zgorszenia. Z przedmowy Michała Rychtera: „Gorszą się miłosierdziem ci, którzy przypisując sobie zasługi, wymagają doskonałości od innych, ZAPOMINAJĄC, komu sami ją zawdzięczają. Gorszą się miłosierdziem (również -> mój dopisek) ci, którzy będąc do niego niezdolni, potępiają je jako przejaw taniego sentymentalizmu i w logice resentymentu sprawiedliwość i legalizm czynią fundamentem swojej wiary”. Genialne! Papież Franciszek dodaje „Wiara, która nie potrafi być miłosierna, nie jest wiarą lecz ideologią”. Czy przypadkiem zdecydowana większość tzw. przeciwników wartości chrześcijańskich tak naprawdę nie jest przeciwnikiem wiary chrześcijańskiej, a właśnie ideologii? Bo jak można być przeciwnikiem Miłosierdzia i Miłości? A to one są ISTOTĄ wiary chrześcijańskiej. Jeżeli trudno je dostrzec to znaczy, że zideologizowaliśmy wiarę w Chrystusa.

To oczywiście delikatny zarys problemu, ale na notkę i tak już przydługi:)

Na koniec tak krótka intuicja, żyjemy w czasach miłosierdzia i to dla nas wielka szansa, bo kto teraz będzie miłosierny dla innych, nie będzie ich osądzał, będzie błogosławił swoim wrogom, sam osądzony nie zostanie, wszystkie jego słabości i grzechy przykryje Miłosierdzie. WSZYSTKIE „wybielone zostaną nad śnieg”. Pozostali, a więc ci, którzy uważają się za sprawiedliwych będą sądzeni sprawiedliwie. Jak dla mnie – gęsia skórka i nogi z waty. Osobiście wolę być sądzona miłosiernie, bo bym się nie ostała. Ot, egoizm Intuicji, która zna swoje grzechy:)


Wykop Skomentuj103
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo