Tezę tę stawia Jérôme Fourquet, dyrektor departamentu opinii w instytucie IFOP, w wywiadzie dla dziennika Le Figaro. Rozmowę tę omówił Arkadiusz Jordan w artykule „Najpierw zmienia się społeczeństwo. Potem przychodzą wybory”, opublikowanym 23 czerwca 2026 roku na łamach portalu Wszystko Co Najważniejsze.
W swojej głośnej książce L’Archipel français (2019) oraz w najnowszych komentarzach Fourquet opisuje proces, w którym Francja przestała być „jedną i niepodzielną” republiką ze wspólnym, katolicko-republikańskim fundamentem. Zamiast tego stała się archipelagiem, zbiorem wysp, których mieszkańcy żyją obok siebie, ale coraz rzadziej ze sobą.
Fourquet traktuje statystyki urzędowe (INSEE) jako czułe narzędzie socjologiczne. Jeszcze w latach 60. XX wieku imiona takie jak Marie, Jean, Pierre czy Louis absolutnie dominowały. Dziś, zwłaszcza w dużych aglomeracjach i wśród młodszych pokoleń, stanowią wyraźną mniejszość. W ich miejsce eksplodowała różnorodność. Z jednej strony widać popularność imion anglosaskich (oznaka kulturowej autonomii klas ludowych wobec elit), z drugiej imion arabsko-muzułmańskich, których udział w statystykach wzrósł z niespełna 1% do około 20% (a w niektórych regionach nawet więcej).
Ten zwrot to nie tylko efekt migracji z byłych kolonii, ale przede wszystkim rezultat zaniku dawnej tożsamości narodowo-religijnej. Postępująca dekrystianizacja otworzyła przestrzeń na zupełnie nowe matryce kulturowe, wartości i style życia.
Moim zdaniem najbardziej sugestywnym i budzącym emocje przykładem tej ewolucji jest skład reprezentacji Francji w piłce nożnej – dyscypliny, która przez dekady uchodziła za symbol narodowej jedności.
W 1958 roku, gdy „Trójkolorowi” zdobywali trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata, drużyna odzwierciedlała powojenną, europejską strukturę kraju. Kluczowi zawodnicy nosili nazwiska typowe dla wcześniejszych fal imigracji z kontynentu. Grali tam m.in. Raymond Kopa i Maryan Wisnieski (synowie polskich imigrantów), Roger Piantoni (o włoskich korzeniach) oraz Just Fontaine (urodzony w Maroku syn Francuza i Hiszpanki). Całość uzupełniali rdzenni Francuzi, jak Robert Jonquet czy Armand Penverne.
Sześć dekad później krajobraz jest już zupełnie inny. W kadrze mistrzów świata z 2018 roku zdecydowana większość piłkarzy pierwszej linii miała korzenie pozaeuropejskie, głównie z Afryki Północnej (Algieria, Maroko), Subsaharyjskiej (Senegal, Mali, Kamerun, Gwinea, Kongo) oraz z Karaibów (Gwadelupa, Martynika). Przywołanie akurat tego turnieju jest kluczowe. To właśnie ten spektakularny triumf zbiegł się w czasie z pracami Fourqueta nad jego głośną książką, wydaną niedługo później, bo w 2019 roku. Choć obecnie, w czerwcu 2026 roku, uwaga kibiców skupiona jest na trwających właśnie kolejnych Mistrzostwach Świata, to z perspektywy tamtej naukowej diagnozy kluczowy pozostaje moment sprzed lat. Pokazał on bowiem kadrę u progu głębokiej zmiany, w której nazwiska, kultura i pochodzenie drużyny przekształciły się diametralnie w ciągu zaledwie dwóch pokoleń.
Futbol, będący jedną z ostatnich masowych przestrzeni wspólnotowych, pokazuje w pigułce to, co diagnozuje Fourquet: rozpad dawnego spoiwa kulturowego. Poszczególne „wyspy” francuskiego archipelagu mają dziś coraz mniej wspólnych punktów odniesienia i zbiorowych bohaterów.
Fourquet nie przemawia z pozycji nostalgika czy ideologa, jest chłodnym analitykiem twardych danych. Pokazuje głębokie przesunięcia na poziomie antropologicznym (stosunek do ciała, rodziny czy śmierci), geograficznym (podział na kosmopolityczne metropolie i prowincjonalne peryferie) oraz socjologicznym (izolacja elit kontra emancypacja klas ludowych). W tak podzielonym kraju tradycyjne partie i instytucje tracą zdolność budowania trwałych porozumień.
Napięcia wokół tożsamości, problemy z integracją czy rosnące poparcie dla partii narodowych to jedynie spóźnione efekty procesów, które ruszyły dekady temu. Najpierw zmienia się tkanka społeczna, polityka jedynie ten fakt rejestruje.
Francja stała się laboratorium przemian, przed którymi staje cała Europa Zachodnia. Ewolucja narodowej kadry uświadamia, że nie mówimy o błahej ciekawostce sportowej, lecz o widocznym gołym okiem świadectwie demograficznego przełomu. Pytanie, które Fourquet pozostawia otwartym, brzmi: czy z rozproszonego archipelagu da się jeszcze zbudować spójną przyszłość, czy też jego wyspy będą dryfować coraz dalej od siebie?


Komentarze
Pokaż komentarze