Jarosław Banaś
Nie ma tekstów bez podtekstów. /własne/
7 obserwujących
78 notek
38k odsłon
  254   0

Oto po tragicznej śmierci Edypa i obu jego synów, tron tebański przypada Kreonowi.

Jarosław Banaś fot. Jarosław Banaś
Jarosław Banaś fot. Jarosław Banaś
Poruszający fragment w historii odnaleziony w sieci. Poszukiwany Autor.

I w salonach możnych i w poselstwach obcych potencji, i wśród braci -szlachty, i wśród mieszczan warszawskich, a szczególnie między posłami na sejm – kolegami autora - widać wielkie poruszenie.

W każdym niemal kafenhausie – mówi się o największej sensacji dnia – o komedii politycznej, pierwszej w Polsce.

Niemal każdy wybiera się do teatru.

Już na kilka dni przed przedstawieniem, przedsionek teatru ciasnego i niewygodnego, pomimo, że niedawno go postawiono kosztem 500 000 złp., jest przepełniony publicznością, pragnącą nabyć bilety. W sam dzień spektaklu a zwłaszcza przed rozpoczęciem przedstawienia, nie można już nawet marzyć o ich nabyciu.

W dniu premiery, przed godziną siódmą, publiczność płynie ze wszystkich stron.

Dygnitarze i magnaci w saniach zaprzężonych we wspaniałe konie, inni skromniej, ale w myśl zasady „zastaw się, a postaw się”, szara brać szlachecka często pieszo, rzemieślnicy, kupcy, gawiedź z reguły „per pedes apostolorum. Każdy opięty z wciągniętym mocno na uszy kołpakiem, czamarą czy baranicą, jako że mróz tęgi.

Od Miodowej, od Długiej, od Starego Miasta, wzdłuż parkanów, niskich dworków, z żadka dwupiętrowych co najwyżej kamienic – ciągną grupki ludzi ku teatrowi.

Przed wejściem widno, rojno i gwarno. Tłum wciska się do środka. Śmiechy, powitania, okrzyki. Tu i ówdzie grupki ludzi opowiadają sobie szeptem w obawie przed szpiegami – sensacje polityczne z doby bieżącej – nie brak więc tematu zniesienia wolnej elekcji czy awantur sejmowych dotyczących praw obywatelskich dla mieszczan.

Niewidzialna ręka Kołłątaja z klubu w pałacu Radziwiłowskim – szerzy po Warszawie, po ogrodach, promenadach, kafenhausach – paszkwile i satyry, złośliwe bajki i docinki o opozycji - o Branickim, Suchorzewskim i innych.

I tu w przedsionku działa taż sama ręka, szepty i rozmowy – to jej dzieło.

Toteż każde zajeżdżające przed teatr sanie, są witane w rozmaity sposób: przychylnie, z entuzjazmem, niekiedy jednak sykami czy wrogimi okrzykami.

Nagle wśród tętentu końskiego i hałaśliwego brzęku dzwonków, wśród nawoływań oficjerów zajeżdżają wspaniałe, zamknięte sanie, zaprzęgnięte w sześć białych rumaków z kosztownymi rzędami.

To przybywa sam król Jmość Stanisław August.

Rozstępują się szeregi. Król wyskakuje z sań, za nim biskup Krasicki.

Publiczność rozstępuje się.

W przedsionku czekają dygnitarze i gospodarz teatru – Wojciech Bogusławski.

Król przechodzi przez westybul, wita się i udaje do loży królewskiej.

Sala jasno oświetlona.

Jest tu zgromadzony w lożach i w pierwszych rzędach krzeseł sam kwiat świata politycznego i towarzyskiego.

Jest to jakby wielka demonstracja.

A więc całe niemal stronnictwo reformy: marszałek Stanisław Małachowski,

wicemarszałek – Kazimierz Nestor Sapieha,

ksiądz – Hugo kołłątaj,

Stanisław i Ignacy Potoccy, książe Adam Czartoryski, książę Józef Poniatowski,

poseł Korsak, nieustępliwie nawołujący na każdym posiedzeniu sejmowym o powiększenie skarbu wojska,

stary konfederat barski, biskup barski – biskup Adam Krasiński,

i wielu wielu innych duchownych i świeckich

Jest świat literacki:

biskup Krasicki, Naruszewicz, Zabłocki, Kniaźnin, Woronicz, Karpiński;

jest świat malarski – Włoch Bocciarelli, malarz Vogel i inni.

Jest również opozycja, mniej liczna i jakby zakłopotana. Po ostatnich wyborach czuje się niepewnie.

Jest przebiegły i skryty reakcjonista – hetman Ksawery Branicki, są najwięksi gębacze opozycyjni – a więc poseł kaliski – Suchorzewski – komediancki retor, powodzią pustych a gorących mów, marnujący najdroższe tygodnie i miesiące Sejmu Wielkiego -rzekomo naśladujący cnotliwego a obalający najzbawienniejsze dla Rzeczypospolitej wnioski i uchwały, ten przemawiający nieraz po cztery godziny dziennie, a zabierający głos na każdej prawie sesji – przedstawiciel sarmackiego krzykactwa.

A obok niego przyjaciele i współtowarzysze tej zbrodniczej akcji – Suchodolski, Sołtan, Hulewicz, Moszczeński i inni.

Są przedstawiciele państw obcych – Prus, Włoch , Rosji.

Nie brak płci pięknej z księżną zabellą Czartoryską na czele, której salon jest miejscem najżywszej agitacji na rzecz reformatorow.

Damy obsiadły, jak kwiaty, loże i pierwsze miejsca na parterze. To walna pomoc dla patriotów, gdyż popierają oni oscentacyjnie stronnictwo reformy.

Mieszają się obcisłe stroje francuskie mężczyzn, z sarmackimi żupanami i kontuszami, napudrowane peruki z golonymi czy strzyżonymi łbami, błyszczą karabele i szpady.

Wszędzie pozdrowienia, ukłony, rozmowy.

Z chwilą ukazania się króla w loży, wszyscy wstają i składają głęboki ukłon.

Rozlegają się okrzyki - „niech żyje król”. Jest to szczyt sympatii dla Stanisława Augusta;

odzyskał ją, gdy porzucił chwiejne stanowisko w sprawie reform – i przystąpił do stronnictwa patriotycznego, gdzie cieszy się obecnie dużym uznaniem.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale