Dariusz Ged
Nikt mi nie płaci, czyli notki bezwartościowe?
11 obserwujących
96 notek
67k odsłon
662 odsłony

Czytelny blef i gra na emocjach

Wykop Skomentuj19

Chińskie przysłowie mówi, udawaj silnego, gdy jesteś słaby, a słabego, gdy jesteś silny. W polityce, by coś mogło się udać, nie wystarczy mocno chcieć i pracować na to, ale przede wszystkim trzeba unikać dywersantów i wrogów. Wielokrotnie łatwiej się niszczy, niż buduje, więc dziesięć lat pracowania nad czymś może zostać unicestwione np. w ciągu roku, jeśli tylko przeciwnik podejmie podobny trud. Gdy przeciwników jest więcej, tym bardziej nie będzie to dla nich obciążeniem. To dlatego tak wiele wysiłku wkłada się w pozory, i by jak najdłużej prawdziwe intencje nie zostały odkryte, a potencjalny przeciwnik nie zorientował się, że to działanie wbrew jego interesowi. Udawanie przyjaźni, kreowanie wrogów, by ostatecznie zrobić swoje bez przeszkód.

Przykładem mogą być nam bliskie Niemcy, które udawały przyjaciela przez długie lata, a prowadziły w tym czasie grę z Rosją uniezależnienia się od tranzytowych krajów, grę z żydowskimi środowiskami o wyślizganie się ze złej historii i reputacji, czyli podzielenie się winami z innymi, grę z Brukselą, by równość unijna jak najdłużej dotyczyła tylko tych równiejszych. Gdy opozycja odważyła się kiedyś podać publicznie te fakty, że Niemcy prowadzą antypolską politykę, została bardzo profesjonalnie i w sposób zorganizowany wyśmiana. Kolejne 4 lata rządził ich namiestnik, który realizował wygaszanie polskich kopalni, stoczni, lotnictwa, przemysłu, demografii, a nawet emerytów, czyli faktycznie przyszłych pokoleń pracujących na nich i całej gospodarki.

Plany planami, ale wrogowie i przyjaciele nie są wieczni. Dochodzi do przetasowań, do zmiany sytuacji geopolitycznej, napięć politycznych i nagle naturalny wróg może na wiele lat być sprzymierzeńcem. To dodatkowo sprawia, że warto udawać przyjaciela nawet wobec wrogów, bo łatwiej wtedy z nimi współpracować, gdy pojawi się ważniejszy wspólny wróg. Polska jak i Niemcy mogą stać się tak szybko silnymi sojusznikami, jak stali się wrogami.

Gdzie zatem tytułowy blef? Czy w ostatnich gorących wydarzeniach politycznych nie było ostatnio teatralnych spektakli, pustych gestów, które niby mogą wywrócić polityczny stolik, ale zarazem nic z niego nie spadło? Napięcia między Polską a Izraelem mogą być typowym blefem, który ma uśpić tych, w których projekt współpracy jest skierowany. Dać im nadzieje, że można, potęgując emocje i grając na stereotypach, łatwo rozwalić wrogi alians. Przecież nawet najgłupszy polityk musiał zdawać sobie sprawę z tego, jak nie na miejscu będzie antypolski wrzuty u gospodarza, więc wszystko musiało być dokonane z zimną kalkulacją i świadomością konsekwencji. Okres wyborczy to natomiast fajna wymówka, by usprawiedliwić tak ewidentne błędy w polityce międzynarodowej. Politycy lubią udawać głupszego, niż są, bo wtedy łatwo nam nie docenić ich sprytu, lub im wytłumaczyć się niby pomyłką "z dobrymi intencjami".

Grupa V4 była też niedostrzegana, a gdy zaczęło się jej testowanie,  udawanie silniejszego miało zapewnić jej przetrwanie, czyli zniechęcić do próby rozmontowania. Pojawiła się zatem koncepcja międzymorza. Wystraszeni konkurenci, nie chcąc dolewać oliwy do ognia, pozostawili V4 w spokoju, a nawet zaakceptowali. Gdy grupa z USA i Izraelem staje się już zbyt silna, trzeba teraz grać w drugą stronę, czyli udawać słabego. Konflikty wewnętrzne, rozbieżne interesy, współpraca z krajami spoza grupy może zamydlać oczy, by nikt nie zdołał zjednoczyć reszty do kontrofensywy. Nie ma potrzeby przecież mobilizować się, jeśli nie ma zagrożenia, a ono ma zwyczaj pojawiać się, gdy nikt się jego nie spodziewa, by uderzać jak Hitler w bezbronne i czułe punkty, zanim główni rywale się przygotują i wygaszą własne małe między sobą wojenki. Absurdalne żądania rekompensat od Polski również mogą odgrywać rolę pozornego klina, by inni myśleli, że Polacy chętnie by uwolnili się od swojego protektora, gdyby mieli tylko szansę. W ten sposób układ wydaje się łatwy do rozbicia, a więc niegroźny, ale czy taki faktycznie jest?

Idąc dalej, cała wojna USA z EU również może być takim blefem, dlatego nie rozumiem, czemu tylu ludzi myśli, że coś rozumie z polityki. Jest przecież grana na tak wysokim poziomie, by zmylić najlepszych strategów, takich Putinów, Merkelowe i Kaczyńskich, więc dlaczego Kowalskiemu wydaje się, że coś rozumie? Daje się zmylać ulicznemu iluzjoniście, a jest przekonany, że wie w co gra i z kim prezydent, premier, naczelnik, a nawet jaki jest wynik?


Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka