Dziś przypada rocznica zbrodni wołyńskiej. To oczywiste, że jej ofiary należy godnie upamiętnić, zapewnić im godny pochówek i modlić się za nich. Słusznie więc wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz był dziś na Wołyniu, aby oddać hołd pomordowanym. Słusznie również prezydent Karol Nawrocki jasno mówi, że kwestia pamięci o ofiarach Wołynia nie podlega negocjacjom w relacjach z Ukrainą.
Ja chciałbym jednak zwrócić uwagę na inną sprawę. Chciałbym zastanowić się, dlaczego prezydent Ukrainy postanowił upamiętnić UPA.
Moim zdaniem można wskazać trzy przyczyny.
Po pierwsze – i to jest akurat aspekt pozytywny – Ukraina skutecznie broni się przed rosyjską agresją i pokazała, że walczy także o bezpieczeństwo Europy. Być może właśnie to doprowadziło do przekonania, że może dziś dyktować warunki swoim partnerom w Europie, również państwom Europy Środkowej. Zwyczajnie prezydentowi Ukrainy przewróciło się w głowie. Smutne, ale tak bywa.
Po drugie. W związku z tym, prezydent Ukrainy postanowił przeprowadzić w swoim kraju wybory prezydenckie. A jeśli rzeczywiście zbliża się czas wyborów prezydenckich na Ukrainie, to Wołodymyr Zełenski może uznawać, że potrzebuje zmobilizować elektorat. W kraju jego notowania są dla niego dużo bardziej negatywne niż w wielu państwach Zachodu. Chce więc, przez odwoływanie się do symboliki UPA dokonać konsolidacji części wyborców wokół haseł narodowych.
Po trzecie, coraz częściej można usłyszeć opinię, że choć społeczeństwo ukraińskie w większości chce przystąpienia do Unii Europejskiej, to część elit politycznych i gospodarczych nie jest już do tego równie przekonana. Członkostwo w Unii oznacza bowiem konieczność przestrzegania wysokich standardów praworządności, przejrzystości życia publicznego i skutecznej walki z korupcją. Można więc odnieść wrażenie, że obecny stan rzeczy odpowiada części elit bardziej niż pełna integracja europejska. Publicznie deklarują one poparcie dla członkostwa w UE, ale ich rzeczywiste działania nie prowadzą w tym kierunku.
Trzeba jednak własnej opinii publicznej wskazać kogoś winnego tego stanu rzeczy. Odwrócić uwagę od własnych działań. Najlepiej więc wskazać na sąsiadów, którzy uniemożliwiają Ukrainie wstąpienie do UE. A żeby na tych sąsiadów wskazać, trzeba z nimi wszcząć awanturę. I właśnie dlatego ją wszczęto, bo uznano, że Polska nadaje się do tego idealnie.
Jeżeli tak jest, to jest to bardzo smutne. Smutne jest również to, że prezydent Ukrainy przedkłada doraźny interes polityczny nad długofalowy interes geopolityczny własnego państwa oraz całej Europy Środkowej. Takie działania nie sprzyjają ani pojednaniu polsko-ukraińskiemu, ani budowaniu wzajemnego zaufania, które jest dziś potrzebne bardziej niż kiedykolwiek.
Na koniec. Przy wszystkich tych krytycznych słowach trzeba pamiętać, że każdego dnia ukraińska armia zużywa Federację Rosyjską, która była, jest i będzie dla nas głównym zagrożeniem. I o tym trzeba pamiętać. Żeby twardo walcząc o pamięć wołyńską, nie stracić z oczu prostego faktu, że każdy dzień oporu Ukraińców przeciw Rosji, to jeden dzień mniej potencjalnego niebezpieczeństwa dla Polski.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)