Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele!
Zapraszam na streszczenie drugiego odcinka mojego podcastu „Okiem Libickiego”, w którym omówię trzy, moim zdaniem, najistotniejsze wydarzenia polityczne mijającego tygodnia.
Zanim jednak przejdziemy do tych tematów, chciałbym Was poprosić o subskrybowanie mojego kanału, udostępnianie go znajomym i przyjaciołom oraz zostawianie kciuków w górę, czyli lajków. Zachęcam również do pisania komentarzy dłuższych niż siedem słów. To bardzo pomoże w promocji mojego kanału i podcastu „Okiem Libickiego”. Bardzo na to liczę!
1. Baba z wozu koniom lżej
Kilka tygodni temu, w programie „Poranny ring” w Super Expressie, zapowiedziałem, że jeśli Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz odejdzie z rządu, nagram rolkę z hasłem: „Baba z wozu koniom lżej”. I tak właśnie zrobiłem.
Cieszę się, że Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz nie ma już w rządzie. Nie twierdzę, że w niektórych sprawach nie miała racji. Problem polegał jednak na sposobie, w jaki tę rację przedstawiała. Jej styl działania, nieustanna krytyka własnego rządu i sposób prowadzenia sporów były, moim zdaniem, absolutnie toksyczne. Z kimś takim trudno współpracować.
Jakie będą dalsze losy byłej minister? Niektórzy komentatorzy przewidują, że jeszcze wróci do polityki. Moim zdaniem jej szanse na odegranie znaczącej roli są niewielkie. Jeśli miałaby szukać nowego politycznego miejsca, przychodzą mi do głowy dwie możliwości: partia Razem albo projekt Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego.
Jeżeli któraś z tych formacji zdecyduje się na współpracę z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, będzie to jej własna odpowiedzialność. Nie chciałbym być na miejscu tych, którzy przekonają się później, jak taka współpraca wygląda w praktyce.
Nie jest to zresztą wyłącznie moja opinia. Wystarczyło obserwować jej publiczne wystąpienia i porozmawiać z osobami, które przez lata pracowały w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, zwłaszcza w Departamencie Wschodnim. Można było usłyszeć podobne oceny do tych, które pojawiały się wśród jej kolegów z rządu.
Dlatego cieszę się, że ten etap dobiegł końca. Mam nadzieję, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz na dobre pożegnała się z polityką.
2. Donald Trump szykuje nam nową Jałtę?
Król chaosu, Donald Trump, znów dał o sobie znać. Najpierw stwierdził, że światowy kryzys paliwowy jest skutkiem ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie, a następnie z zainteresowaniem przyjął propozycję Władimira Putina dotyczącą spotkania w trójkącie Chiny–Rosja–Stany Zjednoczone.
Do niespójnych wypowiedzi amerykańskiego prezydenta zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Dla Polaków, którzy pamiętają Jałtę i jej konsekwencje, jego polityka powinna jednak budzić szczególny niepokój.
Mam wrażenie, że Donald Trump może próbować doprowadzić do nowego porozumienia mocarstw ponad głowami państw, których bezpośrednio dotyczą podejmowane decyzje. To niebezpieczna perspektywa zarówno dla Ukrainy, jak i dla Polski.
Zastanawiam się, kiedy Prawo i Sprawiedliwość, które od dawna bezkrytycznie wspiera amerykańskiego prezydenta, zdecyduje się zdystansować od jego najbardziej niepokojących wypowiedzi. Na razie niewiele na to wskazuje.
Przypomnijmy sobie reakcje części mediów przychylnych PiS na marcową wizytę Władysława Kosiniaka-Kamysza w Waszyngtonie. Pojawiały się informacje, że Donald Trump miał przekonywać polskiego wicepremiera do zmiany koalicji rządowej w Polsce. Jeśli rzeczywiście tak było, mielibyśmy do czynienia z czymś skandalicznym.
Przez osiem lat Prawo i Sprawiedliwość piętnowało zjawisko określane hasłem „ulica i zagranica”. Tymczasem ewentualne nakłanianie zagranicznego przywódcy do ingerowania w polski układ polityczny byłoby dokładnie tym, co PiS samo wcześniej krytykowało.
Stany Zjednoczone są naszym kluczowym partnerem, ale partnerstwo nie oznacza podległości. Możemy być słabszą stroną tego układu, lecz nie jesteśmy wasalem.
Niepokoi mnie również podejście Trumpa do Ukrainy. Proponowanie rozmów o pokoju w gronie wielkich mocarstw, z pominięciem Wołodymyra Zełenskiego, byłoby brutalną ingerencją w sprawy suwerennego państwa.
Od dawna obawiam się obecności biznesmenów w polityce. Często mają oni skłonność do traktowania stosunków międzynarodowych jak transakcji handlowych. Donald Trump nieustannie opowiada o wielkich porozumieniach, które mają przynieść spektakularne rezultaty, ale rzeczywistość nie zawsze potwierdza te deklaracje.
Podobnie jest z wojną z Iranem. Amerykański prezydent regularnie ogłasza kolejne sukcesy militarne, tymczasem kryzys paliwowy nie znika, a sytuacja w regionie pozostaje napięta. Problemy z przepływem tankowców przez cieśninę Ormuz pokazują, że konsekwencje takich działań mogą być znacznie poważniejsze, niż sugerują triumfalne komunikaty z Waszyngtonu.
Amerykanom życzę powrotu do bardziej przewidywalnej polityki. Mam nadzieję, że wybory do Kongresu 3 listopada zmuszą Donalda Trumpa do większego zajęcia się krajowymi problemami. A jeśli nie, pozostaje mieć nadzieję, że jego działania wobec Ukrainy zakończą się podobnym niepowodzeniem jak jego dotychczasowe próby podporządkowania sobie sytuacji w Iranie.
3. Aborcja znów w Sejmie
W mijającym tygodniu Sejm ponownie zajął się dwoma projektami ustaw dotyczącymi aborcji.
Pierwszy przewidywał dekryminalizację pomocy w przeprowadzeniu aborcji, a więc ograniczenie odpowiedzialności karnej za takie działania. Drugi zakładał przywrócenie przesłanki eugenicznej jako podstawy do przeprowadzenia aborcji.
Oba projekty uzyskały w Sejmie większość, choć nieznaczną. Jest mi przykro, że poparli je również niektórzy moi koledzy z PSL. W naszej partii obowiązuje jednak wolność głosowania w tych sprawach. Mogę się z ich decyzjami nie zgadzać, ale nie zamierzam podważać samej zasady.
Chcę jasno powiedzieć, że aborcję uważam za zło. Nie zgadzam się z określaniem jej jako prawa. Oczywiście można rozważać sytuacje szczególne, w których prawo dopuszcza takie rozwiązanie, na przykład w celu ratowania życia lub zdrowia kobiety. Nie zmienia to jednak mojego zasadniczego stanowiska.
Jeśli te projekty trafią do Senatu, będę głosował przeciwko obu.
Nie powinno to nikogo dziwić. W 2018 roku odszedłem z Platformy Obywatelskiej właśnie dlatego, że z partii usunięto Joannę Fabisiak, Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka. Powodem było ich dążenie do usunięcia z polskiego prawa przesłanki eugenicznej umożliwiającej przeprowadzenie aborcji.
W geście solidarności z nimi również opuściłem Platformę i przeszedłem do PSL. Władysław Kosiniak-Kamysz osobiście zagwarantował mi wówczas wolność głosowania w tych kwestiach.
Nie widzę więc żadnego powodu, aby dziś zmieniać stanowisko, które konsekwentnie zajmuję od lat.
Nie wiem, jak w tej sprawie zachowa się prezydent Karol Nawrocki. Zwykle podchodzę sceptycznie do jego decyzji o wetowaniu ustaw, ale tym razem liczę na weto, jeśli ustawy trafią na jego biurko.
Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele!
To były trzy najważniejsze, moim zdaniem, wydarzenia mijającego tygodnia politycznego.
Dziękuję za oglądanie drugiego odcinka podcastu „Okiem Libickiego”. Proszę Was o subskrybowanie kanału, zostawianie kciuków w górę, czyli lajków, oraz pisanie komentarzy dłuższych niż siedem słów. Zachęcam również do udostępniania podcastu znajomym i przyjaciołom.
W ten sposób pomożecie mi dotrzeć do nowych odbiorców i rozwijać „Okiem Libickiego”.
Bardzo na Was liczę!
Tutaj można obejrzeć cały odcinek:
https://www.youtube.com/watch?v=WEzBg8sXgk4&t=459s


Komentarze
Pokaż komentarze (5)