Możemy na włoską produkcję narzekać, możemy na jej poziom wylać całe morze krytycznych słów. Zasłużenie krytycznych, ale jedno jest pewne – to jest jedyny kinowy film o polskiej, Wiedeńskiej Wiktorii. I choćby tylko z tego powodu warto pójść na Bitwę pod Wiedniem!
Dziś krótka recenzja. Recenzja głośnego filmu „Bitwa pod Wiedniem”. W zasadzie recenzja składająca się z listy usterek tego filmu. Jakie to usterki? Całe to włoskie dzieło, z historyjką upozowanego na Jana Pawła II franciszkanina wygląda trochę jak dzieło fantasy. Główny bohater żyje czymś, co nie wiadomo czy zdarzyło mu się we śnie czy na jawie.
Dekoracje i produkcja wzbudzają wesołość. Cesarski Pałac w Wiedniu i sułtańska siedziba w Stambule to jeden i ten sam, zrobiony z tektury budynek. To samo wojska tureckie – zmultiplikowane tak widocznymi działaniami komputera, że aż w oczy szczypie. Film zrobiony tanim kosztem, zawierający w sobie tak intensywne, zaczerpnięte z popkultury klisze, że czasem naprawdę budzi to zażenowanie. Generalnie, więc – włoski film, piątej kategorii.
A jednak – mimo wszystko - warto pójść na włoską „Bitwę pod Wiedniem”. Warto pójść bo tymi wszystkimi tandetnymi środkami przekazuje się nieobytemu z historią, młodemu widzowi jedną prawdę. Prawdę, że w 1683 roku polski król i jego wojska naprawdę uratowały Europę przed zalewem islamu. Możemy na włoską produkcję narzekać, możemy na jej poziom wylać całe morze krytycznych słów. Zasłużenie krytycznych, ale jedno jest pewne – to jest jedyny kinowy film o polskiej, Wiedeńskiej Wiktorii. I choćby tylko z tego powodu warto pójść na Bitwę pod Wiedniem!
Dane o filmie dostępne tu: http://www.filmweb.pl/film/Bitwa+pod+Wiedniem-2012-617280
Tu polityka zaczyna swój dzień:



Komentarze
Pokaż komentarze (7)