Z tego, co mówi, Macierewicz się śmieje. Wraca do domu, zakłada kapcie i patrząc na rozedrganych do czerwoności jego wystąpieniami smoleńskich wyznawców, po prostu się śmieje. Śmieje się do rozpuku. Śmieje się do łez!
Oglądam sejmową debatę o kierunkach polskiej polityki zagranicznej w 2013 roku. Przed chwilą przemawiał Antoni Macierewicz. Mówił oczywiście o Smoleńsku. Wyłącznie o Smoleńsku. Tak jakby tylko ten lotniczy wypadek był czymś, co wypełnia zadania Polski w polityce międzynarodowej w roku – powtarzam to raz jeszcze – 2013.
Ale oglądając sejmowe wystąpienie dzielnego szefa Zespołu Smoleńskiego pomyślałem o czymś jeszcze. Nie tylko o tym, co sugerował wczoraj Kazimierz Marcinkiewicz, że nie zdziwiłby się, gdyby – patrząc na działalność byłego likwidatora WSI – wielu po rosyjskiej stronie zacierało ręce…
Pomyślałem także o tym, że tak – niewątpliwie błyskotliwy człowiek – jak Antoni Macierewicz nie wierzy w to, co mówi. Nie. Z tego, co mówi, Macierewicz się śmieje. Wraca do domu, zakłada kapcie i patrząc na rozedrganych do czerwoności jego wystąpieniami smoleńskich wyznawców, po prostu się śmieje. Śmieje się do rozpuku. Śmieje się do łez!
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (19)