Patrząc na marny zasięg dzisiejszych protestów trzeba zapytać: czy o to w nich chodziło? Czy chodziło o roczne premie związkowych bossów? I jak są one wysokie, Panie Duda?
Dziś na Śląsku odbył się strajk. Strajk, który nie świadczy dobrze o sile związków zawodowych. Przyznają to chyba nawet sami związkowcy, skoro w ich retoryce pojawia się specyficzne tłumaczenie tego przedsięwzięcia. Tłumaczenie, że nie chcieli, aby ich akcja była uciążliwa dla obywateli. O co w tym wszystkim więc chodzi?
Nie chodzi w tym przecież o bunt społeczny, bo gdyby chodziło, to śląski strajk miałby bardziej powszechny charakter. Ten nie miał, bo objął chyba raczej grupę notorycznych i zawodowych demonstrantów. Nie chodzi tu także o przejęcie władzy, bo wszem i wobec od takiego planu odżegnuje się mój ulubieniec, szef Solidarności, Piotr Duda. Mówi, że ci, co tak twierdzą chyba próbują lepiej od niego wiedzieć, co tkwi w jego głowie. Mówi, że nie chce być drugim Marianem Krzaklewskim. Tłumaczenie pozostaje więc jedno.
Trzeba pokazać, że coś się robi. Że się działa. Że za coś bierze się pensje siedząc na firmowych, związkowych etatach. Stąd chyba ten ograniczony, etatowy zasięg strajku. Nie wiem czy tak jest, ale tak przypuszczam. I to przypuszczenie chyba nie jest zbyt odległe od prawdy. Ale skoro tak, to warto zapytać o jeszcze jedną sprawę. O sprawę, za którą całymi dniami linczowano prezydia Sejmu i Senatu, a Wandę Nowicką partia Winiarza z Biłgoraja chciała nawet pozbawić w takim prezydium stosownej funkcji. O sprawę rocznych premii. Tym razem premii związkowych.
Tak. Patrząc na marny zasięg dzisiejszych protestów trzeba zapytać: czy o to w nich chodziło? Czy chodziło o roczne premie związkowych bossów? I jak są one wysokie, Panie Duda?
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (78)