Kiedy jednak słyszę jak Jarosław Kaczyński mówi, że to jedynie pierwszy z całej serii pomników, to się zastanawiam czy ten quasi religijny, pisowski kult polityczny, aby nie zaszkodzi postaci byłego prezydenta? I kiedy patrzę jak podczas radomskiej uroczystości rolę mistrza ceremonii odgrywa nieoceniony poseł Suski, to się zastanawiam, czy zmarły prezydent chciałby mieć aby takich „promotorów”? Czy aby nie zaszkodzą oni tej jego pamięci?
Dziś, przy ulicy Królowej Jadwigi w Poznaniu, zobaczyłem duży, reklamowy bilboard. Wydawnictwo Zyski i Ska promuje na nim Sławomira Cenckiewicza oraz wydaną pod jego redakcją biografię polityczną Lecha Kaczyńskiego. Hasło reklamowe tego towaru mówi coś o prawdzie i faktach przeciw przemysłowi pogardy.
Oczywiście, każdy wydawca ma prawo reklamować swój produkt w sposób dowolny. I używać w tej reklamie dowolnego języka. Problem tkwi jednak w czymś innym. Otóż promocja tej książki jest moim zdaniem sprzężona z politycznymi kampaniami PiSu. To PiSowi też wolno. W końcu był to najbardziej „jego” prezydent. Problem tkwi tylko w tym, czy aby taka kampania dobrze robi wizerunkowi zmarłego prezydenta?
Mamy tu bowiem do czynienia z analogiczną sytuacją co z radomskim pomnikiem prezydenckiej pary. Żeby była jasność – uważam, że dobrze, że powstał, tak jak dobrze, że mamy w Polsce kilkadziesiąt pomników i ulic również tragicznie zmarłego prezydenta Gabriela Narutowicza. I w Warszawie mieście, w którym Lech Kaczyński był prezydentem, też powinien stanąć jego pomnik. Kiedy jednak słyszę jak Jarosław Kaczyński mówi, że to jedynie pierwszy z całej serii pomników, to się zastanawiam czy ten quasi religijny, pisowski kult polityczny, aby nie zaszkodzi postaci byłego prezydenta? I kiedy patrzę jak podczas radomskiej uroczystości rolę mistrza ceremonii odgrywa nieoceniony poseł Suski, to się zastanawiam, czy zmarły prezydent chciałby mieć aby takich „promotorów”? Czy aby nie zaszkodzą oni tej jego pamięci? Moim zdaniem tak. PiS zaszkodzi pamięci śp. Lecha Kaczyńskiego.
Na koniec zaś, wracając do pracy profesora Cenckiewicza – skoro tak bardzo o prawdę w niej idzie – to jedna kwestia mnie jednak nieco nurtuje. Jak to w końcu było z tym powoływaniem się na Lenina w owym słynnym doktoracie z prawa pracy?
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (47)