Przyznam szczerze – temat ten mam słabo rozpoznany. Ale jeśli pytacie mnie, czym chciałbym się zająć w następnej kolejności, to odpowiadam: likwidacją Urzędów Pracy właśnie!
Moja praca nad projektem ustawy antyzwiązkowej budzi skrajne emocje. Jedni mnie nienawidzą, drudzy się zachwycają. Mój projekt przedstawię na tym blogu - tak jak pisałem - do 10 sierpnia. Już teraz jednak, ci, którzy się zachwycają pytają mnie, czego podjąłbym się w następnej kolejności? No to odpowiadam: zająłbym się Urzędami Pracy!
Trzeba je zlikwidować. Jestem od 8 lat parlamentarzystą, a wcześniej przez 3 lata byłem radnym. I jak dotąd nie spotkałem nikogo, kto by przez Urząd Pracy znalazł sobie właśnie pracę!
Zarejestrować się, jako bezrobotny – tak. Odebrać zasiłek – tak. Zapewnić sobie przez tę rejestrację ubezpieczenie zdrowotne i łapać dorywcze fuchy – i owszem. Takie przypadki spotykałem często. Nigdy jednak nie spotkałem nikogo, komu taki Urząd znalazłby pracę!
Jeśli szukamy oszczędności, to taka likwidacja takich właśnie Urzędów jest właśnie taką oszczędnością. Ci, którzy pracę znaleźli, znaleźli ją sami, albo przez prywatne agencje. Ktoś powie – ale przez te Urzędy idą też unijne dotacje! Tak. Ale czy nie lepiej dotacje te przesunąć do innych instytucji?
Przyznam szczerze – temat ten mam słabo rozpoznany. Ale jeśli pytacie mnie, czym chciałbym się zająć w następnej kolejności, to odpowiadam: likwidacją Urzędów Pracy właśnie!
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (86)