Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
1920
BLOG

PiSior Ogórkowy

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Polityka Obserwuj notkę 64

  

Gdybym więc ja – a pewnie i każdy innym, wielkopolski parlamentarzysta PO - dowiedział się teraz, że któryś z tych dwóch panów kieruje gabinetem ważnego, konstytucyjnego ministra, to w sposób naturalny oczekiwałby wyjaśnień. Zresztą nie tylko ja. Także przeważająca część wielkopolskiej opinii publicznej.
 
Od wczoraj rozmaite media szarpią premiera. Za co? Bo oto szefa gabinetu jednego z ministrów nazwał PiSiorem. I spekulował, że pewnie osoba ta długo swej funkcji pełnić nie będzie (http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/966206,tusk-o-bylym-prezesie-radia-wroclaw-to-pisior-nie-bedzie-dlugo-dyrektorem,id,t.html). Całe to medialne „wzmożenie”, wyprodukowane przez Newsweeka uznaje – ni mniej ni więcej – tylko za dowód politycznego sezonu ogórkowego. Dlaczego?
 
Otóż po pierwsze – ze względu na charakter tego spotkania. To były luźne pogwarki, jakie często, zwłaszcza o tej porze uskutecznia się w setkach polskich ogródków przy grillu i piwie. Piwa tam nie było, ale to był dokładnie taki grill i taki ogródek. A w tej sprawie naprawdę wiem, co mówię, bo brałem udział w analogicznym spotkaniu, w tym samym miejscu, dzień wcześniej wraz z wielkopolskimi i lubuskimi działaczami PO. Padają setki pytań, sypią się narzekania, mnożą się próby zainteresowania premiera jakimiś lokalnymi sporami. Często zarzuca mi się, że byłem w wielu partiach. To prawda. I dlatego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tak wygląda spotkanie z lokalnymi działaczami każdej partii. Co więcej – nie ma w tym nic nagannego – jeśli z ust premiera nie padają twarde deklaracje. Tutaj nie padły.
 
Po drugie. Że pan Majcher został nazwany PiSiorem? Cóż… Nie jest to może określenie rodem z Wersalu, ale przecież dziennikarze Newsweeka chyba na co dzień obracają się w Sejmie. I chyba słyszeli o PiSiorach, Platfusach, Komuchach, Gumofilcach i Palikociarni? Nie słyszeli? Pierwszy raz? Dlatego są tak wstrząśnięci? Oj… To kiepsko widzę przyszłość politycznego działu tej gazety.
 
Po trzecie. Nikt z osób opisujących to wydarzenie nie patrzy z perspektywy lokalnego działacza. Człowieka, który wiernie przeszedł kilka wyborczych kampanii. Który chce dzięki temu – i ja nie widzę w tym nic zdrożnego – mieć możliwość szybkiego załatwiania spraw istotnych dla swojej lokalnej społeczności (na przykład – jak z sądami – w przypadku MSW otwarcia bądź zamknięcia gdzieś komisariatu) i oto widzi, że na oczach tejże społeczności musi sprawę tę załatwiać ze swym największym politycznym konkurentem. Czy nie ma prawa być rozgoryczony? Nie ma prawa powiedzieć tego na spotkaniu z szefem swojej partii? Czy otrzymanie ogólnej, choć w tonie rozumiejącej jego żal odpowiedzi jest ze strony szefa rządu jakimś nadużyciem? Moim zdaniem nie. To najczystszy absurd.
 
Wreszcie – na koniec – po czwarte. Jak rozumiem pan Majcher był – za czasów PiS – szefem dolnośląskiego radia publicznego. Nie wiem co prawda jak to było we Wrocławiu, ale jako ówczesny szef tej partii w Poznaniu, sytuację naszego publicznego radia znam doskonale. Z dumą też stwierdzam, że dzięki naszym wspólnym z posłem Jackiem Tomczakiem wysiłkom w Poznaniu z początku – mimo planów zamiany ikon tutejszego dziennikarstwa, Piotra Frydryszka i Wojciecha Biedaka na politycznie posłusznych, przypadkowych kandydatów – jako w jedynej rozgłośni nie dokonano tu żadnej zmiany. Później zaś – korzystając z osiągnięcia przez redaktora Frydryszka wieku emerytalnego – medialna koalicja SLD i PiS na jego miejsce natychmiast nominowała dziennikarza Gazety Polskiej, który swą prawą ręką uczynił współpracownika słynnego handlarza smoleńskim raportem, teścia Tomka Sakiewicza, Ryszarda Gitisa. Krótkie rządy obu panów poznańskim radiem pozwolę sobie eufemistycznie nazwać tyleż burzliwymi, co niefortunnymi. Gdybym więc ja – a pewnie i każdy innym, wielkopolski parlamentarzysta PO - dowiedział się teraz, że któryś z tych dwóch panów kieruje gabinetem ważnego, konstytucyjnego ministra, to w sposób naturalny oczekiwałby wyjaśnień. Zresztą nie tylko ja. Także przeważająca część wielkopolskiej opinii publicznej.
 
Takie wyjaśnienia uważałbym za naturalne. Co zaś słyszymy? Słyszymy wyjaśnienia o pogardzie wobec przeciwników politycznych. Może więc – w duchu unikania zarzutów o jej stosowanie – po prostu przyjąć zasadę czynienia szefami ministerialnych gabinetów polityków opozycji?  Że to czysty absurd? Eee tam! Nie takie rzeczy widziały polityka i media w sezonie ogórkowym!
 
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl
 
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (64)

Inne tematy w dziale Polityka