Wraz z wielkopolskim i lubuskimi parlamentarzystami PO spotkałem się 1 sierpnia z premierem. I to właśnie Donald Tusk zadeklarował tam jasno, że Platforma jest w wyborach samorządowych otwarta na sojusze wyborcze z lokalnymi komitetami wszędzie tam, gdzie tylko taki sojusz jest realny i możliwy. I wówczas, ze strony wielkopolskich władz partii padały jasne deklaracje, że w Poznaniu taki sojusz jest realny. Jest bliski.
Wczoraj, kilku znanych wielkopolskich polityków PO, wsparło Rafała Grupińskiego w jego staraniach o reelekcję na stanowisko szefa partyjnych struktur regionalnych. Mają do tego pełne prawo. To normalna praktyka przed każdymi wyborami, że kandydaci mobilizują swoich zwolenników. Pewnie niebawem zaprezentują się i ci, którzy w tym wyścigu stoją po stronie założyciela wielkopolskiej Platformy, posła Waldy Dzikowskiego.
Nie o wyborach regionalnych chcę tutaj jednak pisać, ale o innym stwierdzeniu, które padło podczas konferencji prasowej, na której to wsparcie dla przewodniczącego Grupińskiego ogłoszono. Padło mianowicie na niej stwierdzenie, że poznańska PO raczej wyklucza poparcie w wyborach samorządowych, na prezydenta miasta Ryszarda Grobelnego (http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,14541437,Szefowie_Platformy_w_Poznaniu_robia__lubu_dubu___Dla.html#LokPozTxt). Szczerze mówiąc, to jestem tym zdziwiony. Dlaczego?
Bo po pierwsze - każdy Poznaniak wie, że Ryszard Grobelny – jeśli tylko zechce – to najbliższe wybory samorządowe wygra. Ogłaszanie, więc iż jego wsparcie przez PO jest wykluczone staje się równoznaczne z zadeklarowaniem wyborczej, samorządowej porażki partii.
Po drugie. O ile na arenie ogólnokrajowej brak konkurencji w sporze z PiS sprzyja Platformie, to w wymiarze lokalnym już tak nie jest. Tu każdy, mocny, lokalny, samorządowy komitet jest realną alternatywą dla dużych partii. Alternatywą dla nas jeszcze poważniejszą niż w poprzednich wyborach, bo i notowania PO są dziś niższe. I tak, jak przed czterema laty Komitet Ryszarda Grobelnego zdobył po jednym mandacie w każdym poznańskim okręgu, to dziś jego rajcy liczą na podwojenie wyniku. I naprawdę, to nie są rachuby nierealne. Deklaracja taka oznacza, więc, że bardzo znaczna część poznańskich, miejskich radnych Platformy może już dziś obawiać się czy utrzyma swoje mandaty.
Wreszcie po trzecie. Wraz z wielkopolskim i lubuskimi parlamentarzystami PO spotkałem się 1 sierpnia z premierem. I to właśnie Donald Tusk zadeklarował tam jasno, że Platforma jest w wyborach samorządowych otwarta na sojusze wyborcze z lokalnymi komitetami wszędzie tam, gdzie tylko taki sojusz jest realny i możliwy. I wówczas, ze strony wielkopolskich władz partii padały jasne deklaracje, że w Poznaniu taki sojusz jest realny. Jest bliski. Nie zdradzam tu żadnej tajemnicy. Słyszało to bowiem prawie sto osób, w większości lokalnych działaczy z obu województw.. Ludzi z tego zadowolonych, bo realnie znających siłę lokalnych komitetów w różnych prowincjonalnych miasteczkach i powiatach. Zdających sobie sprawę, że sukces bardziej tkwi w łączeniu i wciąganiu na listę wyborczą niezależnych kandydatów nie zaś w kreowaniu czysto partyjnych pretendentów.
Z tych wszystkich powodów, wczorajsza deklaracja części wielkopolskich parlamentarzystów PO pod adresem Ryszarda Grobelnego bardzo mnie dziwi. Bo przecież chyba nie jest tak, że wielkopolska PO chce abdykować z poznańskich wyborów samorządowych?
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (28)