fot. Piotr Łysakowski
fot. Piotr Łysakowski
Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
711
BLOG

Poznań jak Sopot, Berlin jak Kaliningrad?

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Gospodarka Obserwuj notkę 30

 Moim zdaniem warto nad tym pomysłem pracować. Bo może się okazać, że Berlin to po prostu szansa dla borykających się z kłopotami poznańskich centrów handlowych. Szansa dla Poznania. Taka sama, jaką – niespodziewanie na przykład dla Sopotu – okazał się Kaliningrad…

 
W Poznaniu wzrasta ilość centrów handlowych, a ubywa klientów. I to zarówno najemców jak i kupujących. Napisała o tym wczoraj poznańska Gazeta Wyborcza (http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36036,14670645,Galerie_handlowe_walcza_o_najemcow_i_klientow__Na.html#LokPozTxt).
 
Przyznam szczerze, że pokrywa się to z moimi przemyśleniami. Wielokrotnie, mijając zespolony z centrum handlowym, właśnie budowany, poznański dworzec PKP zastanawiałem się, kto będzie w nim kupował? Liczba Poznaniaków spada, a planowane są przecież kolejne centra handlowe. Słynna Łacina to tylko pierwszy przykład z brzegu. I naprawdę nie widać „zewnętrznego” zasilenia strumieniem potencjalnych osób kupujących, który przecież, dla rozwoju miasta – skoro jego specyfiką mają być centra handlowe – bardzo by się przydał.
 
W tym kontekście pomyślałem sobie o moich doświadczeniach i kontaktach z Obwodem Kaliningradzkim. Obwodem, z którym niektóre powiaty pomorskie i warmińsko – mazurskie obowiązuje Mały Ruch Graniczny. I dziś samorządowcy i parlamentarzyści z tych powiatów mówią nam wprost: to właśnie Królewianie przez ostatni rok, w poważnej mierze, utrzymali tamtejszych mieszkańców. Każdy tamtejszy – nie tylko sopocki hotel – ma dziś w recepcji kogoś, kto mówi po rosyjsku. Każda restauracja ma kartę dań w tym języku, a kolejne, okoliczne powiaty domagają się włączenia, także i ich do obszaru objętego MRG.
 
Pytanie jest więc proste, dlaczego my sami, Poznaniacy – skoro zaczyna brakować u nas kupujących – nie zwrócimy się na Zachód? Nie uświadomimy Berlińczykom, że dobrą drogą, w ciągu 2 godzin dojadą do dużego miasta? Miasta, w którym znajdą dobry hotel – i mówiącego w ich języku hotelarza – Aquapark, taniego fryzjera, gdzie zrobią tanie zakupy? Oczywiście. Nie wszystko u nas będzie pewnie dla nich cenowo atrakcyjne, ale z całą pewnością znajdą się towary i usługi – choćby spa – które takimi będą?
 
Pytanie jest proste, czy miasto Poznań, dysponujące przecież niemałym, marketingowym budżetem nie powinno go w znacznie większym stopniu przeznaczyć właśnie na takie działania? Na wysłanie do każdego berlińskiego mieszkania prostej, niemieckojęzycznej ulotki, która pokaże – na kilku przykładach – że przysłowiowe spa czy fryzjer jest u nas tańszy? Że może oferuje swoją usługę również po niemiecku. Że to wszystko jest w zasięgu 2 godzinnej, samochodowej jazdy autostradą?
 
Co więcej, być może poznański budżet wcale nie będzie musiał za to zapłacić. Może wystarczy, że miasto weźmie tylko na siebie trud zespolenia wspólnego wysiłku różnych podmiotów gospodarczych? Może warto zrobić to razem? Na pierwszy rzut oka, skoro Sopocianie świetnie żyją z uboższych Królewian, czemu Poznaniacy nie mieliby żyć z zamożniejszych Berlińczyków?
 
Pałeczka jest po stronie miasta. Po stronie prezydenta Grobelnego. Liczę na to, że jeśli jest to pomysł dobry to powoła grupę polityków, samorządowców i przedsiębiorców, która społecznie, będzie chciała wprowadzić go w życie. Chętnie wejdę w skład takiej grupy. A może wejdzie też do niej były Ambasador RP w Berlinie, dziś prezes MTP Andrzej Byrt? Ze swoją wiedzą i niemieckimi kontaktami z pewnością by się przydał.
 
Moim zdaniem warto nad tym pomysłem pracować. Bo może się okazać, że Berlin to po prostu szansa dla borykających się z kłopotami poznańskich centrów handlowych. Szansa dla Poznania. Taka sama, jaką – niespodziewanie na przykład dla Sopotu – okazał się Kaliningrad…
 
 
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Gospodarka