A co powinien zrobić nieszczęsny poseł? Moim zdaniem – to po pierwsze – przyznać się po prostu, że był pijany. W końcu poseł też człowiek, a i okazja była do tego całkiem na miejscu. A potem pójść do Sejmu, zebrać tych wszystkich dziennikarzy i zamiast rozwodzić się nad stanem swojego krocza, razem z nimi udać się na komendę, na której pracują interweniujący policjanci. Dać każdemu z nich po butelce wina, a uczestniczącej w interwencji policjantce bukiet czerwonych róż. I poprosić by wszyscy razem – poza godzinami pracy – wspólnie wypili za zdrowie jego, mającego się narodzić dziecka.
Lubię Przemysława Wiplera. Nie ma jednak co ukrywać, że znalazł się on w bardzo poważnych wizerunkowych tarapatach. Tarapatach – moim zdaniem – podobnych w skali do kłopotów Gabriela Janowskiego.
Jak pamiętamy, za czasów AWSu, ten były minister rolnictwa zachowywał się naprawdę ekstrawagancko. Na oczach telewizyjnych kamer podskakiwał, krzyczał i namiętnie całował po rękach próbujących opanować go kolegów. Później jednak przeprosił. Twierdził, że czegoś mu dosypano. Wipler tego nie robi. Z poważną miną dalej brnie w to nieszczęście. Jakie będą tego skutki?
Moim zdaniem opłakane. Bo telewizyjne archiwa, gdy będzie mowa o Wiplerze już zawsze podsuwać będą tę jego zacięto – płaczliwą minę, z którą oznajmia jak to – po hucznych obchodach informacji o oczekiwaniu na piąte dziecko - kopano go w krocze.
Jest Wszystkich Świętych. Czas rodzinnych dyskusji przy stole. I Wipler – pewnie nie tylko przy moim – jest jednym z ich bohaterów. Zdążyłem więc już usłyszeć, że z tego kopania w krocze nie wyniknie wielka szkoda, skoro Pan Poseł już i tak oczekuje na piąte dziecko. Że od tej pory miejsce, w które go kopano zwane będzie miejscem Wiplera. Że – tak mówiono w RMFie – stopień upojenia alkoholowego będziemy odtąd mierzyć wiplerami.
A co powinien zrobić nieszczęsny poseł? Moim zdaniem – to po pierwsze – przyznać się po prostu, że był pijany. W końcu poseł też człowiek, a i okazja była do tego całkiem na miejscu. A potem pójść do Sejmu, zebrać tych wszystkich dziennikarzy i zamiast rozwodzić się nad stanem swojego krocza, razem z nimi udać się na komendę, na której pracują interweniujący policjanci. Dać każdemu z nich po butelce wina, a uczestniczącej w interwencji policjantce bukiet czerwonych róż. I poprosić by wszyscy razem – poza godzinami pracy – wspólnie wypili za zdrowie jego, mającego się narodzić dziecka.
Co by się wtedy stało? Zyskałby – moim zdaniem – pozytywny wizerunek. Zdobyłby wiele punktów. Komentowano by to, jako ładny czyn. Że do tego – jak mawiano o Prezydencie Kwaśniewskim - swój chłop. I wypić potrafi, gdy jest po temu okazja i przeprosić jak należy…
Nie zrobił tego. Dlaczego? Bo nie ma do siebie, choć odrobiny dystansu? Pewnie tak. Cóż się więc dziwić, że od kilkudziesięciu godzin raczeni jesteśmy dywagacjami – istną balladą – o stanie jego krocza. Cóż… Szkoda faceta, ale sam sobie winien…
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (59)