Czy w takim razie naprawdę warto wykrzywiać wizerunek instytucji, która – jako jedna z niewielu – ma dla tego świata naprawdę sprawdzoną ofertę? Do kogo Jarosław Kurski to mówi? Może warto by uznał te słowa także za skierowane do własnej Gazety?
Mój ulubiony portal miesza z błotem Rzeczpospolitą i Wyborczą. W ramach wiernej służby PiSowi i PiSoidom gromi oba dzienniki za ostrą krytykę Marszu Niepodległości. Gromi zarówno Bogusława Chrabotę jak i Jarosława Kurskiego (http://wpolityce.pl/artykuly/67287-rzeczpospolita-dzielnie-goni-wyborcza-w-histerii-wokol-marszu-niepodleglosci-przeszli-przez-miasto-jak-burza-niszczac-dewastujac-budzac-przerazenie).
Nie te gromy są jednak motywem przewodnim mojej dzisiejszej notki. Dziś chodzi mi o pewne zdanie, z tekstu Kurskiego, które portal ten przytacza. Kurski, charakteryzując dzisiejszy wzrost popularności Narodowców, pisze bowiem tak: „W demokratycznym i gnuśnym świecie konsumpcji oferują powabną ideologię wielkiej Polski, dla której warto żyć, walczyć i ginąć. To ich doświadczenie generacyjne, wspólnota, w której czują się lepsi od "pedałów", "lewaków", "czarnuchów". To ich rewolucja narodowa”.
Aż samo nasuwa mi się tu pod klawiaturę znane, lwowskie, przedwojenne pytanie: do kogo mówi? Do samej! Czy nie jest bowiem tak, a pytanie to stawiam pod rozwagę wice naczelnemu Wyborczej, że to właśnie jego gazeta, w jakimś stopniu, przykłada rękę do powstania tego zjawiska? W jaki sposób?
Otóż chociażby publikując teksty o życiu Kościoła o przeważającym, określonym profilu. Kościół w tekstach Wyborczej to głównie organizacja nie potrafiąca walczyć z pedofilią we własnych szeregach. Głównie organizacja, której hierarchia nie tylko żyje w zbytku, ale też dławi społeczną wolność mieszając się do polityki i próbując narzucić wszystkim jakiś przestarzały sposób życia. Jakoś naprawdę rzadko, na łamach gazety Jarosława Kurskiego znaleźć można teksty pokazujące tę prawdziwie chrześcijańską twarz polskiego Kościoła. Twarz będącą – moim zdaniem – twarzą dominującą.
A skoro tak jest, to trudno się dziwić, że znajdują się nagle samozwańczy „obrońcy Kościoła”. W tym wypadku najczęściej zakapturzeni i krótko ogoleni. Kurski pisze o Narodowcach: „W demokratycznym i gnuśnym świecie konsumpcji oferują powabną ideologię wielkiej Polski”. Czy w takim razie naprawdę warto wykrzywiać wizerunek instytucji, która – jako jedna z niewielu – ma dla tego świata naprawdę sprawdzoną ofertę? Do kogo Jarosław Kurski to mówi? Może warto by uznał te słowa także za skierowane do własnej Gazety?
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl





Komentarze
Pokaż komentarze (64)