Jeśli więc profesor Krasnodębski pyta, czemu Polacy zobojętnieli na Smoleńsk, to moim zdaniem odpowiedź jest prosta. Jest to niechęć do permanentnej żałoby po PiSie. Po ludziach, którzy permanentnie i na różne sposoby uprzykrzają im życie. Współczuć, przejąć się dramatem, próbować pomóc w najcięższych dniach? I owszem. Ale kto z nas latami żyłby w smutku po naprawdę upierdliwym sąsiedzie?
Oj… Dziś od rana na prawicowych portalach będzie się działo! Dlaczego? Bo tygodnik „Do Rzeczy” opublikował kolejne zdjęcia „ze Smoleńska” Donalda Tuska i Władimira Putina. Zdjęcia, które mają – jak rozumiem „wstrząsnąć Polską”. No i wstrząsną. Tymi właśnie portalami. Portalami, które w tych sprawach wstrząsają się już zawodowo. Na zawołanie. I pewno też – za niezłą gratyfikację.
Wszystkie te wstrząsy na nic się jednak zdają. I nawet osoby bliskie tymże portalom wydają się to dostrzegać. Mój tekst wrzucam do sieci po północy, więc nie mam możliwości znać całej zawartości tego tygodnika, ale z tego co się wczoraj doczytałem, musi to dostrzegać nawet sam profesor Krasnodębski. We fragmencie przytoczonego artykułu pisze bowiem tak: „Dlaczego Polacy z taką obojętnością przyjmują postępowanie władz w tak dramatycznej sprawie, która przecież dotyczy także ich – ich bezpieczeństwa, suwerenności, godności? Dlaczego nie tylko nie domagali się ustąpienia Tuska i jego rządu, ale także ponownie powierzyli mu władzę w 2011 r. i wybrali na prezydenta Bronisława Komorowskiego?” (http://dorzeczy.pl/44-co-ujawnilo-zdjecie-ze-smolenska). No właśnie. To jest – jak odpowiadał Lesław Maleszka w film „Trzech kumpli”, na problem dlaczego donosił – doskonałe pytanie.
Otóż odpowiedzi może być tutaj kilka. Bo części z tych ludzi podoba się po prostu PO i jej program. Bo inna część uznaje opowieści Antoniego Macierewicza w sprawie Smoleńska za czysty nonsens. Ale moim zdaniem jest jeszcze – na pytanie, czemu ludziom smoleński dramat spowszedniał – odpowiedź inna. Otóż spora część opinii publicznej – dzięki usilnym zabiegom samego PiSu – postrzega tę katastrofę nie, jako tragedię narodową, a jako dramat PiSu. I jako takich – pisowskich ofiar – zwyczajnie ich nie lubi.
To trochę tak, jakby mieć do kogoś pretensje za to, że po trzech latach nie porusza go fakt, iż nie lubiany sąsiad, wraz z całą rodziną, otruł się tlenkiem węgla. Sąsiad, który –dodajmy – przez 30 lat wszczynał sąsiedzkie awantury z byle powodu, podrzucał nam przez płot sterty śmieci i obmawiał za plecami.
Co jest w przypadku PiSu tymi śmieciami? Otóż ciągłe zapowiedzi „naprawienia” podstaw III RP wielu ludzi traktuje, jako zapowiedź zabrania im tego, czego się przez minione 25 lat dorobili. Jako wszczynanie ciągłych awantur i robienie bałaganu, a po sprawie doktora G – jako zapowiedź sprawdzania czy aby dany obywatel, w szpitalu powiatowym w Łowiczu, gdy 40 lat temu przybył tam z rodzącą żoną – nie wręczył ordynatorowi bombonierki z Pewexu.
Jeśli więc profesor Krasnodębski pyta, czemu Polacy zobojętnieli na Smoleńsk, to moim zdaniem odpowiedź jest prosta. Jest to niechęć do permanentnej żałoby po PiSie. Po ludziach, którzy permanentnie i na różne sposoby uprzykrzają im życie. Współczuć, przejąć się dramatem, próbować pomóc w najcięższych dniach? I owszem. Ale kto z nas latami żyłby w smutku po naprawdę upierdliwym sąsiedzie?
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (60)