fot. Piotr Łysakowski
fot. Piotr Łysakowski
Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
878
BLOG

Kijowski Majdan. Dla wielu „Urodzonych w ZSRR” to dramat

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Polityka Obserwuj notkę 12

  

I to jest także jedna z odpowiedzi, co do skuteczności rosyjskich działań na Ukrainie. Bo nie tylko wielu jej mieszkańców – kiedyś obywateli ZSRR – ale i wielu Ukraińców, postrzega dziś niestety kijowski majdan, jak osobiste realne zagrożenie. Postrzegają go tak samo jak bohaterka filmu Miroszniczenki – mieszkająca w Tbilisi Rosjanka. Że ona i jej podobni nie mają racji? Niezupełnie.
 
Na Ukrainie trwa powtórka z „Pomarańczowej Rewolucji”. Czy się uda? Czy Ukraina „przechyli się” ostatecznie w stronę Europy? Na razie trudno ocenić. Pewne jest, że Polska jest znów w tej sprawie aktywna. Aktywny jest rząd, aktywna jest opozycja przez niezwykle znaczący fakt obecności na Majdanie Jarosława Kaczyńskiego. Oby wola Ukraińców – wbrew zewnętrznym naciskom – została uszanowana.
 
Wbrew zewnętrznym naciskom, czyli naciskom rosyjskim. I nie myślę tu wcale wyłącznie o naciskach politycznych. Myślę o atmosferze społecznej. I to nie tylko o opiniach rosyjskich elit. O opiniach, o których pisałem po mojej ostatniej wizycie w Kaliningradzie. O opiniach w myśl, których proeuropejska orientacji Ukrainy jest postrzegana przez Rosjan, jako prawdziwa Apokalipsa (http://jflibicki.salon24.pl/549148,budka-to-jednak-nie-rosyjska-ambasada).
 
Ale owo postrzeganie nie jest tu wyłącznie sprawą elit. To kwestia takiego patrzenia przez większość Rosjan. Dowodzi tego historia życia bohaterów filmu Siergieja Miroszniczenki, zatytułowanego właśnie „Urodzeni w ZSRR”. Filmu, który niedawno mogłem obejrzeć (http://www.filmweb.pl/film/Urodzeni+w+ZSRR%3A+Wiek+-+21+lat-2005-394292).
 
Autor sportretował w nim kilkoro uczniów jednej klasy, uczących się w ZSRR, gdy w roku jego rozpadu mieli 7 lat. A potem sukcesywnie dokręcał obrazy kolejne. Gdy mieli oni odpowiednio 14, 21 i 28 lat. Co w kontekście kijowskiego majdanu mówią nam bohaterowie tego filmu?
 
Mówią nam o tym, że jedni z nich – jak młodzi Litwini – złapali przez te lata swoją europejską szansę i są dziś obywatelami Unii, nie różniącymi się od Niemców czy Francuzów. Że są i tacy – jak żyjący w Petersburgu bliźniacy - którzy w warunkach rosyjskich się europeizują. Ale olbrzymia część jest i takich – jak jedna z bohaterek, Rosjanka mieszkająca w Tbilisi – która europejskie aspiracje Gruzinów odbiera jako realne dla siebie zagrożenie. Dlaczego? Bo spotyka się często z manifestowaną niechęcią sąsiadów. Bo ma kłopoty formalno - pobytowe. Bo przyjechawszy kiedyś swobodnie do części imperium, dziś tak swobodnie podróżować nie może. Dziś – zwyczajnie się boi. To jest dla niej, w jej perspektywie, absolutny dramat. I takich przykładów mamy w filmie Miroszniczenki przynajmniej kilka.
 
I to jest także jedna z odpowiedzi, co do skuteczności rosyjskich działań na Ukrainie. Bo nie tylko wielu jej mieszkańców – kiedyś obywateli ZSRR – ale i wielu Ukraińców, postrzega dziś niestety kijowski majdan, jak osobiste realne zagrożenie. Postrzegają go tak samo jak bohaterka filmu Miroszniczenki – mieszkająca w Tbilisi Rosjanka. Że ona i jej podobni nie mają racji? Niezupełnie. Im w wielu aspektach będzie się żyło trudniej. A że w innych lepiej? Tego nie wiedzą. Poza tym nigdzie nie napisano, że nieprzemyślane obawy nie są realną siłą społeczną. Zwykle niestety bywają…
 
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka