Dziwi się Zaremba, dlaczego pewny jest nikomu nieznany Gróbarczyk, a nie Szymański. Odpowiedź jest banalnie prosta. Bo za tym pierwszym stoi Brudziński, a za tym drugim tylko kompetencje. Jak na PiS, to jednak bardzo mało. Co będzie, jeśli Szymański nie wystartuje? Cóż w jednym aspekcie zyska. Przestanie się wreszcie męczyć wśród pisowskich troglodytów.
Na moim ukochanym portalu Piotr Zaremba prezentuje pierwsze, pisowskie przymiarki do Eurowyborów: (http://wpolityce.pl/wydarzenia/68821-ujawniamy-adam-lipinski-wojciech-jasinski-andrzej-jaworski-na-90-procent-wystartuja-z-list-pis-do-europarlamentu-czy-w-warszawie-numerem-jeden-bedzie-piotr-glinski-czy-zdzislaw-krasnodebski).
Wychodzi na to, że w tej kadencji załapie się naprawdę wielu starych, pecetowskich druhów. Czy to prezesa, czy też zmarłego Prezydenta. W tym gronie ma być też paru niezależnych ekspertów i publicystów w rodzaju profesora Krasnodębskiego. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, to zupełnie jasne okażą się źródła i motywy owej niezależności. Będą to – tak to nazwijmy – motywy brukselskie.
W jednym Zaremba ma niewątpliwie rację. Ta wstępna europejska lista PiSu absolutnie nie musi być ostateczna. Z całą pewnością taką nie będzie. Dlaczego? Bo na przykład Jarosław Kaczyński lubi testować lojalność swoich najbliższych współpracowników. I wpadnie na przykład na pomysł, by – już witających się z gąską – odsunąć. Po prostu popatrzeć sobie czy – po takim odsunięciu, utarciu nosa – będą nadal tak gorliwi w uprawianiu kultu Prezesa.
Dziwi się Zaremba, dlaczego pewny jest nikomu nieznany Gróbarczyk, a nie Szymański. Odpowiedź jest banalnie prosta. Bo za tym pierwszym stoi Brudziński, a za tym drugim tylko kompetencje. Jak na PiS, to jednak bardzo mało. Co będzie, jeśli Szymański nie wystartuje? Cóż w jednym aspekcie zyska. Przestanie się wreszcie męczyć wśród pisowskich troglodytów. Do tej pory męczył się niemiłosiernie, a męki te osładzały mu tylko brukselskie aspekty. Co się stanie, gdy ich nie będzie? Moim zdaniem nasz bohater, z uczuciem prawdziwej ulgi, pożegna się z firmą pod nazwą PiS.
Janusz Wojciechowski ma być liderem w Poznaniu. Cóż… Jako kolegę blogera go cenię, ale jego publicystyka i retoryka będzie w Poznaniu bardzo źle przyjęta. Już lepszy byłby tu Marek Jurek, ale o nim jakoś Zaremba nic nie usłyszał. Czyżby był to pierwszy sygnał czym naprawdę zakończy się owo wiekopomne porozumienie jego partii z PiSem? Bardzo to prawdopodobne…
Jak więc podsumować te spekulacje Zaremby? Jako z pewnością dość prawdopodobne, choć nie ostateczne. A skoro tak, to listę tę – z małymi wyjątkami - podsumować można, jako ekipę barbarzyńców w ogrodzie. A mówiąc precyzyjniej – barbarzyńców w Brukseli…
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (41)