To ostatnia tak dla nas dobra perspektywa finansowa. I to czy myślimy o czasie, który nastąpi po niej? Ale... Może martwię się na zapas? I tego, by te moje obawy okazały się właśnie takimi obawami "na zapas" wszystkim czytelnikom, ale też sobie, - u progu 2014 roku - gorąco życzę!
Przyznam, że wydarzenie, które sam uznaję za najważniejsze w roku 2013 jest równocześnie źródłem mojego poważnego niepokoju. Otóż za najważniejsze wydarzenie mijającego roku uznaję ostateczne przypieczętowanie nowej, unijnej perspektywy finansowej na lata 2014-2020. Te brukselskie ponad 300 miliardów złotych to jest nasz wielki sukces! Co w takim razie może mnie jednocześnie niepokoić?
Otóż w całym tym procesie niepokoją mnie dwie sprawy. Pierwsza to to, na co te pieniądze wydamy. Jeżdżąc po moim okręgu wyborczym, ale i po Polsce z niepokojem odnajduję wiele złych inwestycji za unijne pieniądze. Inwestycji mających być zaspokojeniem źle rozumianego lokalnego prestiżu czy mających być zwykłą kiełbasą wyborczą. Na zadane pytanie, czemu akurat tak je wydano coraz częściej pada niestety odpowiedź: łatwo było po nie sięgnąć to i łatwo wydałem! Wydałem bez refleksji o stałych kosztach, jakie ma późniejsze użytkowanie tej wymarzonej prestiżowej inwestycji. Bez refleksji o zadłużeniu, jakie niesie konieczność posiadania do niej tak zwanego wkładu własnego.
Druga obawa to to, na ile mamy świadomość tego, że to ostatnia tak dla nas dobra perspektywa finansowa. I to czy myślimy o czasie, który nastąpi po niej? Ale... Może martwię się na zapas? I tego, by te moje obawy okazały się właśnie takimi obawami "na zapas" wszystkim czytelnikom, ale też sobie, - u progu 2014 roku - gorąco życzę!
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (12)