Blog
Plusy i Minusy Jana Filipa Libickiego
Jan Filip Libicki
Jan Filip Libicki historyk lat 46 Senator RP
28 obserwujących 1576 notek 2035278 odsłon
Jan Filip Libicki, 26 marca 2017 r.

Ziemia Święta 2017. W krainie różnorodności

175 3 0 A A A
Betania, Msza w Domu Łazarza, 10 marca 2017.
Betania, Msza w Domu Łazarza, 10 marca 2017.

Następnie przez Pustynię Judzką udajemy się nad Jordan. Przyznam szczerze, że dopiero na tej pustyni zdaję sobie sprawę z przyrodniczej różnorodności Izraela. Byliśmy przecież już podczas tej wyprawy i nad jeziorem, byliśmy w górach, pośród roślinności zielonej na nizinie, a będziemy jeszcze w depresji nad Morzem Martwym. Na tym niewielkim skrawku ziemi, liczącym – wraz z Autonomią Palestyńską - 30 000 km² mamy tak wiele stref klimatycznych, taką różnorodność ludnościową, tak wiele religii, dla których to miejsce jest fundamentalne!

Nadszedł ostatni dzień naszej pielgrzymki. Zaczynamy go Mszą świętą w miejscu wskrzeszenia Łazarza. W Betanii.  Obok kościoła drogowskaz do symbolicznego grobu brata Marty i Marii. Nie idziemy tam jednak, bo zdarzały się przypadki, gdy żądni zarobku tubylcy zamykali w jego wnętrzu pielgrzymów domagając się opłaty za ich wypuszczenie.

Po Betanii odwiedzamy Jerycho. To miasto zapamiętuję tylko z dwóch rzeczy. Pierwsza to sykomora, na którą wspinał się celnik Zacheusz, a druga to olbrzymi sklep, w którym w dobrych cenach można kupić naprawdę wszystko, od daktyli po wspaniałe tutejsze szkło czy kosmetyki.

Następnie przez Pustynię Judzką udajemy się nad Jordan. Przyznam szczerze, że dopiero na tej pustyni zdaję sobie sprawę z przyrodniczej różnorodności Izraela. Byliśmy przecież już podczas tej wyprawy i nad jeziorem, byliśmy w górach, pośród roślinności zielonej na nizinie, a będziemy jeszcze w depresji nad Morzem Martwym. Na tym niewielkim skrawku ziemi, liczącym – wraz z Autonomią Palestyńską - 30 000 km² mamy tak wiele stref klimatycznych, taką różnorodność ludnościową, tak wiele religii, dla których to miejsce jest fundamentalne! To niesamowite...

Dojeżdżamy do miejsca Chrztu Pańskiego. I tu znów rozczarowanie. Jordan wcale nie jest wielką, rwącą rzeką. W tym miejscu, gdzie kończy się pustynia i przygotowane jest zajście do wody, aby turyści mogli odwiedzić miejsce, gdzie objawił się ludowi Baranek Boży, Jordan jest zaledwie wąską rzeczką. Tu Odnawiamy przyrzeczenia chrzcielne, zakończone symbolicznym pokropieniem wodą.

Następnie kolejką linową udajemy się na Górę Kuszenia. Podróż nie obywa się bez emocji, bo okazuje się, że kolejka ta, w przeciwieństwie do zwyczajów europejskich, zawieszona jest tylko na jednej linie. Jeśli ta lina się zerwie będzie po nas myślą sobie...

Na Górze Kuszenia zjadamy ostatni w Ziemi Świętej obiad i wyruszamy nad Morze Martwe. Mnie też udaje się zejść na kamienistą plażę, ale ograniczam się do oglądanie kąpieli moich towarzyszy. Wygląd to naprawdę zabawnie. Ludzie leżą na plecach, i nie wykonując żadnych ruchów nie toną. Trudno się dziwić, skoro specyfiką Morza Martwego jest nie tylko to że leży w depresji, ponad 400 m poniżej poziomu morza, ale także to, że jest dziesięciokrotnie bardziej słone od Bałtyku. Jeden z naszych towarzyszy przekonuje się o tym naprawdę boleśnie. Postanawia bowiem, w zwyczajnym odruchu pływaka, przemyć sobie twarz. Skutek jest taki, że nie jest w stanie otworzyć oczu i dopiero akcja ratunkowa, polegająca na zaprowadzeniu go pod słodkowodny prysznic, pozwala mu odzyskać możliwość widzenia. Innym elementem charakterystycznym Morza Martwego jest nacierania ciała mułem, który znajduje się na jego dnie. Z pewnym rozbawieniem obserwuję, jak natarci nim moi towarzysze wyglądają bardziej na Afrykanów niż Europejczyków...

Wracamy do hotelu. Na kolację krótki odpoczynek. Pod wieczór spotykamy się z księdzem Łukaszem na podsumowaniu naszego pobytu. Miłym zaskoczeniem, jest dla nas fakt, że każdy z nas, od Biura Pielgrzymkowego Peregrinus, otrzymuje skromne acz miłe upominki. Certyfikaty pobytu w Ziemi Świętej i przepłynięcia Jeziora Galilejskiego oraz mały Krzyż Jerozolimski, a także dwa pamiątkowe zdjęcia naszej grupy. Ksiądz Łukasz święci wszelkie dewocjonalia, które mamy ze sobą. Wszyscy sobie dziękujemy, za dobrą atmosferę i obiecujemy kontynuować nasz pielgrzymi szlak w roku przyszłym.

Po krótkim śnie wstajemy o 1 w nocy. Są małe kłopoty z autokarem, bo okazuje się że trzeba go podmienić więc nasz wyjazd opóźnia się o godzinę. Z Jerozolimy do Tel - Avivu jest jednak tylko godzina drogi dobrą autostradą, więc o 4 w nocy jesteśmy na lotnisku. Tu poddawani jesteśmy drobiazgowej kontroli i setką najdziwniejszych, nie zadawanych w Europie pytań. Ja jestem pytany choćby o to, w jaki sposób nabyłem swój wózek inwalidzki, ile za niego zapłaciłem, czy płaciłem za niego kartą kredytową czy przelewem, czy zamawiałem go telefonicznie czy w sklepie i jak długo jestem jego właścicielem. Szczegółowe pytania o miejsca, w których byliśmy i przebieg pielgrzymki wydają się przy tym naprawdę standardowe.

W końcu wsiadamy do samolotu, i znów po trzech i pół godzinach lotu jesteśmy w Warszawie. Szok termiczny nie jest zbyt duże jakieś 10°. Odbieramy bagaże, i serdecznie żegnając się ze sobą, obiecujemy sobie kolejne eskapadę. Do zobaczenia za rok!

Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl

Poznań 2.0 - najważniejsi w jednym miejscu - bo informacja nie musi być nudna  http://miastopoznaj.pl/

Wielkopolski Portal Osób Niepełnosprawnych – www.pion.pl

www.facebook.com/flibicki

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @COŚ WYMYŚLĘ Tak.... :-)
  • @Sowiniec coś Pan pisał o alfonsie i znikło? czyżby brak odwagi... :-) cóż środowisko...
  • @autor Bardzo dziękuję za życzenia i serdecznie pozdrawiam! Również sukcesów życzę... :-)

Tematy w dziale Rozmaitości