17 obserwujących
289 notek
419k odsłon
488 odsłon

Czy wicepremier będzie nad-premierem?

Wykop Skomentuj71

Jarosław Kaczyński ponoć znowu wejdzie w skład polskiego rządu. Wejdzie, a nie wróci, bo tamta koalicja rządowa (2005-2007), była w zupełnie innej konfiguracji, niż ta, która rządzi dzisiaj. Jedno oba okresy rządów PiS łączy, w jednym i drugim J.K. był nieobecny przez długi czas w składzie ekipy rządowej. Wiemy też, czym, po wstąpieniu do rządu J.K., tamta pierwsza koalicja się skończyła, przedwczesnym jej rozpadem i oddaniem rządów ówczesnej opozycji. Czy historia może się powtórzyć?

Dosyć oczywista regułą jest zasada, że większość sejmowa powołuje rząd pod przywództwem szefa partii, która w wyborach uzyskuje największe poparcie. W pierwszym rządzie PiS tak się nie stało z przyczyn powszechnie znanych, a późniejsza zmiana ówczesnego premiera, który też był z PiS, na J.Kaczyńskiego, w niczym nie pomogła, rząd upadł, bo wcześniej rozpadła się koalicja rządząca, a PiS na długie lata utracił władzę. Być może J.K. miał na tyle mocny uraz do tamtej historii, że po długo wyczekiwanym zwycięstwie nad koalicją PO-PSL w 2015r nie zdecydował się objąć funkcji premiera rządu. I tak przeszła pierwsza kadencja rządów koalicji Zjednoczonej Prawicy, J.K. był tylko szefem PiS, a tak faktycznie, to on podejmował najważniejsze decyzje, choć formalnie, kto inny za nie odpowiadał.  

Wszyscy byli też przekonani, że tak pozostanie w drugiej kadencji koalicji ZP, która nastąpiła po trudnych, ale jednoznacznych zwycięstwach wyborczych odniesionych na przełomie lat 2019/2020. Przyszedł jednak nieoczekiwany kryzys w szeregach ZP, zaledwie w dwa i pół miesiąca zwycięskich po wyborach prezydenckich kandydata wywodzącego się z PiS, który objął swoją prezydencką II turę. Wydawało się, że już nastąpiło dla ZP trzy lata ”żyć, nie umierać”, a tu taka „draka”, która nawet groziła utratą większości parlamentarnej, a to, prędzej, czy później doprowadziłoby do wcześniejszych wyborów, ze skutkami łatwymi do przewidzenia. O samej „drace” pisać nie będę, zbyt to świeże i wszyscy wiedzą(?), o co chodzi. Z „draki” wymyślono wyjście, które wg niewiele zmienia w stosunku do tego, co było. J.K. wejdzie do rządu, jako wicepremier, a podlegać mu będą trzy resorty: obrony narodowej, spraw wewnętrznych i administracji, oraz sprawiedliwości. Tylko trzy resorty? Wydawało mi się, że J.K. ma większe ambicje, które przecież całkiem dobrze spełniał będąc zwykłym posłem i szefem PiS. Chciał oficjalnej funkcji w rządzie? OK., ale dla niego jedyna odpowiednia, to tylko funkcja premiera, której, również z wiadomych przyczyn nie powinien obejmować. Chciał kontroli nad Zbigniewem Ziobro? Przecież ją i tak miał, więc, co jest grane? 

Moim zdaniem J.K. pakuje się w kolejne kłopoty, które mogą dalej utrudniać rządzenie premierowi, a także dawać pożywkę do ośmieszania jednego i drugiego przez przeciwników koalicji ZP. No, bo jak teraz będą wyglądały posiedzenia rządu? Normalne było tak: wersja I posiedzeń rządu, członkowie rządu schodzą się do sali posiedzeń, w pozycji stojącej oczekują na przyjście premiera, ten przychodzi, wita się ze wszystkimi, siada, a po nim siadają wszyscy pozostali. A jak to teraz będzie? Wersja II posiedzeń rządu: członkowie rządu, łącznie z „tym” wicepremierem, itd.j.w., premier przychodzi, wita się ze wszystkimi, siada, a po nim siadają wszyscy pozostali? Nie, nie, to nie dla J.K., choć tak powinno być. Jak nie tak, to, jak? No to od nowa: wersja III posiedzeń rządu: członkowie rządu, łącznie z premierem, schodzą się do sali posiedzeń, w pozycji stojącej, oczekują na przyjście „tego” wicepremiera, ten przychodzi, wita się ze wszystkimi, siada, a po nim siadają wszyscy pozostali. Nie, też nie pasuje, bo gmatwa sprawę ważności stanowisk jeszcze bardziej? No to może jeszcze inaczej, wersja IV posiedzeń rządu: wersja I, ale bez obecności „tego” wicepremiera, kiedy wszyscy już siedzą, (czytać bez żadnych podtekstów), wchodzi „ten” wicepremier, wszyscy wstają, „ten” wice się wita, z kim chce, bo przecież posiedzenie już trwa, siada, wszyscy pozostali również. Uff, też tak by mogło być, ale, w końcu, to, kto jest ważniejszy, premier, czy wicepremier? Do „jasnej ciasnej”, czy to ważne, kto jest ważniejszy, jak wszyscy i tak wiedzą, kto jest nad-premierem? To, dlaczego nikt nie wpadł na ten pomysł, by powołać nową funkcję w rządzie, funkcję nadpremiera? W końcu usankcjonowano by to, co i tak obowiązuje od pięciu lat. A, że byłoby to tam niegodne z czymś tam, to „mały pikuś”. Skuteczność się liczy 

PS. Jakby komuś funkcja nadpremiera kojarzyła się z „komisarzem”, „sekretarzem”, itp. , to go uprzejmie informuję, że się bardzo myli, by nie powiedzieć, tfu, napisać, że ma złe skojarzenia, nie ten czas, ZSRR już nie ma, PRL i PZPR już nie ma, więc skąd tu sekretarze i komisarze(?), którzy, jak się w końcu okazało, byli mało skuteczni. Że może być tego wielki krzyk, nie tylko u nas? No i co z tego? Krzyk jest zawsze, jak rządzą „nie nasi”, a dla opozycji i UE PiS to „nie nasi” 

PS 2. Druga część tytułu na SG pochodzi od Redakcji


Wykop Skomentuj71
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka