20 obserwujących
318 notek
485k odsłon
  1922   2

W Agorowym TOK FM nie cenią polskiej muzyki?

We wczorajszej popołudniówce radia TOK FM red. Mikołaj Lizut omawiał z Tomaszem Lipińskim, muzykiem rokowym, a jednocześnie członkiem zarządu ZAIKS-u, propozycję wprowadzenia do polskich rozgłośni radiowych wymogu nadawania min. 49% polskiej muzyki. Jak dotąd nasze stacje radiowe obowiązuje wymóg grania nie mniej, niż 33% polskiej muzyki. Podobne ograniczenia w rozpowszechnianiu obcej muzyki przez rozgłośnie radiowe obowiązują również w innych krajach, wg. badaniaradiowe.pl: np. we Francji jest to obowiązek nadawania w 40% rodzimej muzyki, na Słowacji 25% wobec rozgłośni komercyjnych i 30% wobec stacji publicznych, na Węgrzech 35%, w Holandii 0% w stacjach komercyjnych, 35% w publicznych, na Słowenii podobnie, z tym, że w rozgłośniach publicznych 40%, ale są też i takie kraje, m.in. Dania, Szwecja, Niemcy, w których podobnych obostrzeń w ogóle nie ma. Polska należy jednak do tych krajów, które chcą promować rodzimą muzykę i własnych artystów, czy to złe postępowanie?

Redaktor Lizut mocno psioczył na propozycję zwiększenia limitu polskich utworów argumentując to tym, że rzekomo polscy słuchacze wcale za polskimi utworami nie tęsknią, a w przypadku ich narzucania będą uciekać od rozgłośni radiowych do szukania muzyki w internecie, co z kolei grozi odejściem wielu reklamodawców, a to już dla stacji radiowych oznaczałoby straty finansowe. Wg 202 polskich radiowców skupionych wokół czterech największych grup radiowych w Polsce, tj: Eurozetu, Grupy RMF, Grupy Radiowej Agory i Time SA, a także przedstawicieli Pakietu Niezależnych, który skupia 58 lokalnych rozgłośni, takie rozwiązania, jaki są obecnie planowane przez polski rząd, ponoć nie przyniosą nikomu z zainteresowanych wymiernych korzyści, ani muzykom, z całym ich otoczeniem, ani rozgłośniom radiowym, ani skarbowi państwa, który straci na podatkach pobieranych od rozgłośni. Rzekomo na takim rozwiązaniu zyskać mogą tylko światowe koncerny internetowe, przede wszystkim platformy streamingowe typu: Google Play Music, Apple Music, Spotify, Amazon Music, Deezer, itp. Zdania red. Lizuta, który próbował na siłę udowadniać, że takiej zmiany, o jaką zabiega rząd, nie życzą sobie sami słuchacze, nie podzielał już Tomasz Lipiński, w końcu też muzyk, kompozytor i autor tekstów. Lipiński twierdzi, że jest zupełnie odwrotnie, bo badania, jakiej muzyki słuchacze szukają na wymienionych platformach internetowych, dowodzą, że i tam często szukają muzyki polskich wykonawców. Wg Lipińskiego zwiększenie udziału polskiej muzyki na antenie polskich rozgłośni może poprawić kondycję finansową polskich muzyków, ci dostają pieniądze z tzw taniem pobieranych przez ZAIKS od nadawców, a i dowodzi zatroskania o gusta odbiorców, którzy powinni pamiętać, że istnieje też polska muzyka rozrywkowa. Tezy red. Lizuta, że polscy odbiorcy nie szukają polskich utworów na antenach naszych rozgłośni radiowych, pewnie nie potwierdziliby chociażby słuchacze „Radia Pogoda”, popularnej rozgłośni nadającej głównie polskie przeboje, a przecież jest to stacja „Agorowa”! Co jest zatem grane, panie redaktorze, z tą udawaną troską o kondycję polskich rozgłośni radiowych, którą rzekomo mają podkopywać polscy wykonawcy? Czy reklamodawcy, przysłowiowe kury znoszące złote jaja właścicielom stacji radiowych, kierują się tylko narodowością artystów prezentujących swoje utwory na poszczególnych antenach, wymagając, by byli to artyści spoza Polski? Tak chcą kształtować muzyczne gusta naszych rodaków utwierdzając ich w przekonaniu, że, co polskie nie może być dobre? Bo „polskość, to nienormalność”, jak twierdzi wielu naszych „postępowych” liberałów, a ci zagraniczni im wtórują?

Często słucham radia TOK FM, w którym reklam jest od zatrzęsienia, a muzyki, jak na lekarstwo. Za co reklamodawcy płacą tej stacji? Za fejk news’y, których na tej antenie nie brakuje? Za opinie o polskim rządzie, które na tej stacji są rządowi wyraźnie nieprzychylne? A może za szerzenie złej opinii o Polsce, jako takiej, patriotycznej, konserwatywnej, katolickiej, sprzeciwiającej się bezmyślnemu naśladowaniu wszystkiego, co z zachodu do nas płynie, z genderową ideologią na czele? Klient płaci, klient żąda, a może ….. to tylko nadgorliwość, panie L. i chęć „upieczenia własnej pieczeni przy tym ogniu”?


Lubię to! Skomentuj80 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura