23 obserwujących
358 notek
543k odsłony
  242   3

Merkel, Tusk, Sikorski, mataczą, czy coś wreszcie zrozumieli?

Rozbawił mnie wczorajszy poranek radia TOK FM. Oto prowadząca ten program Dominika Wielowiejska, wraz z jej gościem, byłym ministrem spraw zagranicznych i byłym marszałkiem Sejmu, Radosławem Sikorskim zaczęli dostrzegać konieczność zmiany w podejściu opozycji do sporów Polski z UE. Co więcej, oboje zauważają, że w tej sprawie też zmienia swoje stanowisko nasz były premier Donald Tusk, a pewnym stopniu i jego promotorka, ustępująca ze stanowiska kanclerza Niemiec, Angela Merkel. Pani kanclerz, składająca pożegnalną wizytę w naszym kraju zapowiedziała, że postara się łagodzić spory miedzy Polską, a KE i zainterweniuje w sprawie polskiego KPO, blokowanego w KE. Swoje stanowisko zmienia w tej sprawie również Donald Tusk, który przy okazji kreuje się na niezwykle ustosunkowanego człowieka w unijnym establishmencie, bo zapowiada, że postara się o to, by nie blokowano wypłat z unijnych funduszy wynikających z KPO. Co się stało, że to towarzystwo, a szczególnie ci „nasi”, reprezentujący poglądy polskiej totalnej opozycji, nakręcający w UE antypolska nagonkę, nagle zmieniają zdanie? Przecież pamiętamy, jak D.Tusk mówił, że doktryna „pieniądze za praworządność” spowoduje pozbawienie Polski części unijnych funduszy, „bo tak to działa”, jak pani Bieńkowska, była komisarz w KE, zapowiadała na Campusie, że „komisja musi” zabrać nam pieniądze, a pan Sikorski zawsze stał po stronie Niemców, nawołując, by europejskie sprawy brali w swoje ręce.

Stanowisko w/w, być może, zaczyna się zmieniać, bo coraz jaśniejsze jest to, że polski rząd nie ma zamiaru biernie się przyglądać, jak UE wybiórczo traktuje Polskę, w przestrzeganiu tzw „praworządności”. Nasz rząd nie godzi się na karanie Polski za postępowania, w wielu sprawach, które są wzorowane na stosowanych rozwiązaniach w innych krajach, a których Polsce stosować nie wolno. Rządzący zapowiadają też, że Polska ma w ręku narzędzia, których zastosowanie zostanie uruchomione, jeżeli w dosyć krótkim czasie KPO nie zostanie zatwierdzony, choć merytorycznych uwag KE do tego planu nie ma, a przynależne Polsce unijne fundusze nie zostaną uruchomione. Jeżeli będzie to konieczne, to wstrzymamy wpłacanie naszych składek do unijnego budżetu, rząd ma zamiar zaskarżyć postępowanie KE do TSUE, a są do tego podstawy zawarte w unijnych traktatach, a na koniec, w porozumieniu z innymi państwami, zaskarżymy postępowania niektórych unijnych komisarzy, np. pani Jurovej, którzy uparcie atakują państwa Środkowo-Wschodniej Europy za bronienie własnej niezależności. Z takiego postępowania nic dobrego dla UE nie wyniknie, ale będzie ono spowodowane tym, że unijni decydenci zaczynają traktować UE, jak prywatny folwark, w którym liczy się tylko zdanie nieformalnych jego właścicieli. A i coraz realniejszych kształtów nabierające porozumienie państw Trójmorza, którym jest też zainteresowana Wielka Brytania, może w pewnym momencie stać się konkurencją, a może i przeciwwagą dla UE. Może to wszystko zapala „czerwoną lampkę” w głowach zarządzających Unią, a nasi totalniacy, chcąc nadążać za tym trendem, też nie chcą być gorsi, bo przecież wszystko jest nagrywane, pokazywane i coraz bardziej staje się jasne, „who is who”. Mają jednak problem, ich protektorzy czasami zmieniają poglądy, ot chociażby teraz, jak donoszą dzisiejsze informacje, Niemcy stawiają znowu na węgiel, który przez najbliższe lata będzie ich podstawowym źródłem pozyskiwania energii. Wszyscy nasi krytykanci, że „Polska węglem stoi” muszą się mocno ugryźć w język, chyba, że znowu wyjdzie na to, co przystoi Niemcom, to już niekoniecznie Polska może. 

Żeby niektórych uspokoić, a innym powiedzieć, że nie jest tak dobrze, jakby się wydawało, „uprzejmie donoszę”, że w dzisiejszym „A teraz na poważnie”, też radio TOK FM, red prowadzący gościł byłego premiera i ministra finansów, Marka Belkę, który w stylu innych, byłych premierów wywodzących się z upadłej PZPR, dalej karcił Polskę, za jej rzekomo antyunijne zachowania. I przypominał, że Polska bez unijnych funduszy nie da sobie rady. No cóż, to stara śpiewka, kiedyś nie mieliśmy sobie dawać rady, bo wspomagał nas upadły ZSRR, a teraz, wg tych panów, musimy chodzić na pasku UE, zawłaszczanej bezpodstawnie przez wąską grupę decydentów, którzy nie zmieniają frontu i przypominają, że jak nie taki, to inny powód się znajdzie, znowu na topie jest „prześladowanie” LGBT+, i będzie za co Polsce wymierać kary finansowe. Jak widać, nauka pobierana w starym i nowym systemie, że „wszyscy są sobie równi, ale niektórzy jednak są równiejsi” nie poszła w las. Pocieszające jest jednak to, że może nie ci ostatnio wymienieni będą o przyszłości Unii decydować.


Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka