21 obserwujących
233 notki
204k odsłony
399 odsłon

O aktorach po raz ostatni. Mam nadzieję.

Wykop Skomentuj25


Powoli zaczynam rozumieć, o co chodzi z tą nagonką na paniusię, co się wabi Krystyna Janda. Ja babę znam z paru ledwie co pamiętanych filmów, niemniej inni znają ją chyba znacznie lepiej i to od raczej podłej strony. Jako osobę pogardliwą wobec przeciętnych obywateli, nienawidzącą PiSu i atakującą wściekle wszelkie programy socjalne. Mylę się? Tak ją postrzegacie? Czytacie jej blog? Słuchacie wywiadów? No to gratuluję... marnowania czasu. To, co napisałam w poprzedniej notce o spojrzeniu na aktorów (i artystów w ogóle) jak na przeciętnych ludzi, nie ma w waszym przypadku zastosowania. Co powie jakaś Holland, Stuhr czy Łukaszewicz, uderza was ogromnym ciężarem. Bum! I depresyjka jak malowanie. Bo wymienione osoby nie są równie dyplomatyczne i lizusowskie wobec mas, co politycy.

Spróbujmy trochę otrzeźwieć. Czy to pani Janda et consortes mają największy wpływ na rzeczywistość? Czy to ona rozdzieliła szczepionki? Ona uchwala bądź uwala nowe ustawy? Podwyższa płacę minimalną? Ma wpływ na leczenie waszych starych rodziców bądź kształcenie dzieci? A może wierzycie w to, iż modeluje mentalność młodego pokolenia? No to pomyślcie raz jeszcze, tylko nieco intensywniej. Jeśli to możliwe.

Bardzo wiele osób wypowiada się z pozycji tego lepszego, mądrzejszego, moralniejszego, więcej widzącego; nie tylko artyści, ale i politycy, księża, biznesmeni, a nawet przeciętni internauci, którzy, dorwawszy się do Internetu, walą paluchami w klawiaturę z zaciekłością przypominającą zapewne rozszarpującego ofiarę lwa. Płodzą całe elaboraty mające na celu niesienie kagańca „wiedzy”. Nagrywają umoralniająco-pouczające filmiki na swoich vlogach. Potem ktoś to czyta, ktoś słucha czyjegoś przemówienia, rodzą się w czytaczu/oglądaczu określone emocje i... też musi się wypowiedzieć. Niby dobrze, nawet jeśli prowadzi to do wymiany opinii pomiędzy dwójką czy większą ilością idiotów; wyrażanie swojego zdania jest przyjemne samo w sobie, a często może dać komuś innemu do myślenia (czy raczej – odczuwania). Gorzej, kiedy nadajemy wypowiedziom tych wszystkich celebrytów, polityków, internautów, etc jakieś specjalne znaczenie. A one znaczenia nie mają! Co za różnica, czy Korwin-Mikke szanuje kobiety czy nie? Kogo powinno obchodzić, co pani Jachira wie o lasach państwowych? No i co z tego, że Jan Paweł II był przeciwko antykoncepcji? To tylko SŁOWA.

No tak, ale przecież słowa – podobnie jak czyny –  też zmieniają świat. Wystarczy, że motywują słuchaczy/oglądaczy do określonego działania. Tak więc za słowa też wypadałoby być odpowiedzialnym, prawda? Tylko kto rozlicza celebrytów, artystów, polityków, biznesmenów, księży tudzież zwykłych ludzi z wygłaszania swoich poglądów? Nikt. Absolutnie nikt. Co najwyżej można pozwać za obrazę, szerzenie nienawiści, podżeganie do czynów zabronionych, obrazę – tfu! – uczuć religijnych. To jednak kropla cenzury w morzu swobodnej wypowiedzi. Gros osób, które silą się na bycie „sumieniem ludzkości”, może sobie pieprzyć, co im się żywnie podoba. To MY musimy się uodpornić na ich głupoty. Najlepszym lekarstwem na samozwańczych moralistów jest zimna, okrutna OBOJĘTNOŚĆ.

No ale do tego potrzeba dystansu do ludzi i... samego siebie. Do swoich rozbuchanych emocji; swoich świętych uczuć, ranionych przez pojebów z telewizji i wirtuala. A o to cholernie trudno. Ba! Ludzie żyjący TVP, TVNem, GW czy innym medium, nie są w stanie nawet odróżnić opinii od argumentu! Nic dziwnego, że słowa pani Jandy, słuszne czy głupie, bolą ich tak samo, jak co niektórych „tęczowa zaraza” pewnego pierdolniętego staruszka. Aż chciałoby się zakrzyknąć: Zabijcie tych ludzi milczeniem, wzgardą, odrzuceniem! Nie napędzajcie im publiki, nie hodujcie popularności! Obojętność jest dla nich najgorsza.

Zamiast tego warto nagłaśniać sprawy, wydarzenia i czyny mające wymierny wpływ na rzeczywistość. Co by nie mówić o Strajku Kobiet, został on wywołany przez konkretną groźbę, która może mieć przełożenie na życie tysięcy kobiet rocznie. Podobnie owa „piątka dla zwierząt”, która tak zabolała rolników, hodowców i przemysł futrzarski. To jest prawdziwe życie. A nie poglądy jakieś gwiazdeczki, papieża, premiera czy innej znanej persony, która ma parcie na pouczanie reszty świata.

Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości