24 obserwujących
265 notek
257k odsłon
  735   0

"Księżniczka Mononoke", czyli konflikt pomiędzy naturą a cywilizacją

No i kolejne fajne anime za mną: wczoraj zaliczyłam „Księżniczkę Mononoke”. Wszystko za sprawą Threeme, który napisał świetną notkę o swojej pasji oraz komentarza Radeckiego pod moim dawnym tekstem o filmie „Nausicaä z Doliny Wiatru”. Ci dwaj panowie rozbudzili we mnie tęsknotę za japońską kreską oraz chęć obejrzenia konkretnej animacji. I pomyśleć, że jakieś dwadzieścia lat temu już, już miałam obejrzeć „Księżniczkę Mononoke” w dawnym lubelskim kinie Kosmos. Czekałam ponad godzinę w mżawce, łudząc się, że pomimo odwołania seansu z określonej godziny (zapewne z powodu małej ilości chętnych), następny odbędzie się bez problemu. Niestety, pani bileterka brutalnie wyprowadziła mnie z błędu: wyświetlany był już inny film. Tak, lata 90-te w Polsce nie były łaskawe dla wielbicieli mangi i anime. :(

Obecnie dzięki Internetowi można obejrzeć, co się tylko człowiekowi zamarzy. Cóż mi jednak po tym teraz, skoro jestem już – nie ukrywajmy – kobietą w mocno średnim wieku i nieco inaczej patrzę na świat? Co prawda tak do końca nie dorosłam, he he, jednak szkoda, że nie mogłam zobaczyć tych wszystkich uroczych produkcji dwie dekady temu, kiedy jeszcze byłam naprawdę naiwna i egzaltowana. Oj, żebyście mnie WTEDY mogli poznać... :)

Ale nie ma co płakać nad minionym czasem. Obejrzałam fajny filmik i postanowiłam go krótko ocenić. Jest to historia młodego i dzielnego księcia, na którego zostaje rzucona klątwa przez zabitego przezeń dzika-demona. W poszukiwaniu ratunku młodzieniec trafia do miejsca, gdzie toczy się swoista walka pomiędzy ludźmi a przyrodą. Władczyni Żelaznej Wyspy, pani Eboshi, wyrwała puszczy skrawek ziemi i założyła osadę, w której wytapia żelazo. Mały cypelek cywilizacji jest bezustannie atakowany przez sadzące drzewa małpy oraz trzy wilki, którym przewodzi tytułowa księżniczka. Pani Eboshi zamierza zabić ducha puszczy, żeby raz na zawsze ową puszczę pokonać i rozbudować swoje małe miasteczko; z kolei nienawidząca ludzi dziewczyna chce zabić panią Eboshi, żeby ochronić las i odzyskać Żelazną Wyspę dla przyrody. Książę dostrzega racje obydwu stron i stara się je pogodzić. Jak mu wychodzi, możecie obejrzeć sami.

Musze przyznać, że wolę jednak „Nausicaę”. W tamtym filmie przyroda została już pokonana, a główna bohaterka walczy zarówno o ocalenie swojego ludu przed jej niszczycielską siłą, jak i o ocalenie zatrutego lasu przed ludzką nienawiścią. W obydwu dziełach pojawiają się wątki najeźdźców, którym bohaterowie muszą stawić czoła, jednak najważniejszy jest motyw konfliktu pomiędzy ludźmi a wrogą im naturą. I tak mi się wydaje, że w „Nausicai” zostało to przedstawione w sposób nieco bardziej, hmm, wzruszający, ujmujący, piękny. Ponadto dorosłemu widzowi może nieco przeszkadzać w „Księżniczce Mononoke” nadmiar magii: film jest po prostu baśnią o duchach i demonach, w świat których wchodzi człowiek. I to nieco zakłóca ekologiczne przesłanie, które tak jasno było podkreślone w „Nausicai”. Jest to, rzecz jasna, czysto emocjonalny i bardzo subiektywny odbiór obydwu opowiastek.

Tutaj chciałabym po raz kolejny wrzucić te swoje pretensjonalne według niektórych pytania, wątpliwości, refleksje i gdybania. Czy rozwój cywilizacji musi się nieuchronnie wiązać z tragiczną eksploatacją, a czasami wręcz anihilacją natury? Czy w swojej wygodzie i rozpasaniu, będącymi owocem wychowania w niemal cieplarnianych warunkach, nie zatraciliśmy kompletnie umiejętności radzenia sobie w dziczy? Większość z nas, w tym ja, nie przeżyłoby w lesie nawet tygodnia. Niektórzy w swojej tęsknocie za przyrodą, którą już niemal całkowicie poskromiliśmy, popadają w głupawy bambinizm, idealizując faunę i postrzegając ją przez pryzmat słodkich filmików z YouTube'a.

Dwa wzmiankowane filmy również można by oskarżyć o antropomorfizację natury, a tym samym o rozbudzanie niebezpiecznych, a przynajmniej dziecinnych fantazji na jej temat. Jednak człowiek jako prawdopodobnie jedyne stworzenie na Ziemi posiada zdolność dostrzegania piękna w otaczającym go świecie. Nie tylko rozumiemy, co się dzieje z roślinami i zwierzętami (do tego akurat nie potrzeba praktycznych umiejętności przeżycia), lecz także zachwycamy się nimi, cieszymy ich obecnością, ogarniają nas silne uczucia, kiedy je obserwujemy. Mądry człowiek szanuje przyrodę, sprzeciwia się jej zatruwaniu i niszczeniu i potępia krzywdzenie zwierząt nie dlatego, że przyroda tego oczekuje czy tego odeń wymaga; poza nielicznymi wyjątkami (walenie, słonie, małpy) ani zwierzęta, ani rośliny nie są w stanie nawet wyobrazić sobie idei pomagania obcemu gatunkowi, a już na pewno nie proszą o wsparcie człowieka. Ktoś, kto angażuje się w pomoc przyrodzie, robi to albo dlatego, iż jest to dla niego moralny imperatyw, albo bez głębszego namysłu, z powodu swoich uczuć. Uczuć kompletnie nieodwzajemnionych, albowiem przedstawiciele fauny i flory nie powiedzą nam nawet najcichszego „dziękuję”. I nie muszą. Jedyną, lecz jakże słodką nagrodą jest dla miłośnika natury prawo do cieszenia się jej obecnością. Albo chociaż świadomość, że dzięki niemu jest nieco mniej zniszczona czy zanieczyszczona.

No ale zaczęliśmy od anime i na nim powinniśmy skończyć. Czy warto polecać takie filmy ludziom dorosłym i nienawykłym do japońskiej kreskówki? Tutaj można mieć wątpliwości, gdyż – przypuszczam – dla wielu osób są to niespecjalnie mądre bajeczki, którymi raczyć się mogą jedynie osoby mocno infantylne. Z drugiej strony, warto od czasu do czasu podążyć za swoim wewnętrznym dzieckiem i oddać się w pełni emocjom, które towarzyszą nam podczas obserwowania walki o słuszną sprawę. A co jest słuszną sprawą? Cóż, każdy może wierzyć w co innego. Ja w naturalny sposób zaczęłam sympatyzować z dzielnym księciem Ashitaką, któremu leży na sercu dobro obydwu stron, czyli ludu pani Eboshi oraz otaczającego osadę lasu. I dlatego właśnie obydwie strony przez dłuższy czas mu nie ufają. On jednak nie poddaje się i do końca stara się uratować jednych i drugich. Pomimo wrodzonej szlachetności nie jest to człowiek, który wyłącznie prosi i tłumaczy, widząc cudzą krzywdę. Okalecza i zabija napadających na wieśniaków samurajów, tak samo jak gigantycznego dzika-demona, który szarżował na jego własną wioskę. Mógłby stanowić wzór dla młodzieży, a nawet i dla wielu z nas, opętanych nienawiścią do swoich ideologicznych oponentów: nie bądź obojętny wobec cierpienia, staraj się je pomniejszać, ale też nie wahaj się powstrzymać agresora siłą.

I tym moralizatorskim akcentem kończę ten wpis. Miłego oglądania. :)


Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura