31 obserwujących
304 notki
300k odsłon
  2142   2

Świat bez Kościoła - lepszy, gorszy czy po prostu inny?


Napisałam o tym parę notek, lecz przypominania nigdy dość: Kościół w Polsce stracił młode pokolenie. Przyczyn jest wiele, dosyć trafnie podlicza je poniższy artykuł, który, rzecz jasna, trzeba przeczytać w całości:

Dziś nie ma śladu po tzw. „pokoleniu Jana Pawła”, które miało odmienić polskie życie publiczne. Jest za to rosnąca obojętność i - czasami - nawet niechęć młodego pokolenia wobec Kościoła. Jakie zatem są źródła spadku religijności - szczególnie wśród ludzi młodych? Po pierwsze, im większy stopień nowoczesności tym słabsze zaangażowanie religijne. Nie znaczy to, że nowoczesność zastępuje religię, ale sprawia, że wiara się prywatyzuje. Dobrze to widać w Polsce, gdzie wiara poddawana jest nie tylko prywatyzacji, ale jest także konstruowana poprzez osobiste przekonania człowieka. Potrzeby duchowe człowieka nie „wyparowały”, ale - skoro nie zaspakajają ich tradycyjne Kościoły i stare metody duszpasterskie - to młodzi ludzie szukają ich zaspokojenia w inny sposób.

Kiedy zadaję sobie czasem pytanie, czy to dobrze czy jednak nie do końca, muszę uczciwie stwierdzić, iż odpowiedź na to pytanie nie może brzmieć ani „tak”, ani „nie”. Owszem, mnie samą cieszy, że ludzie odchodzą od zakłamanej, zepsutej, przegniłej hipokryzją, lecz przede wszystkim głupotą i niemoralnością instytucji, która rości sobie prawo do bycia pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi. W Kościele jest mnóstwo dobrych, rozsądnych, godnych szacunku osób, lecz jako megakorporacja, jako całość, jako jedna wielka struktura – bardzo odbiega od standardów moralnych, jakie wyznaczył jej Chrystus. Nie ma sensu omawiać tutaj poszczególnych grzechów, takich jak współpraca z bezpieką w Polsce, podłe traktowanie niezamężnych matek w Irlandii, skandale pedofilskie w Chile, czy wreszcie uporczywe trzymanie się potępienia homoseksualizmu, antykoncepcji, masturbacji, etc, etc. Kościół okazał się przeżartą korupcją, kumoterstwem oraz bezmyślnością firmą i raz na zawsze, miejmy nadzieję, stracił rząd dusz, które pofrunęły...

...no właśnie, dokąd? To druga strona medalu. Artykuł, co prawda, dość pobieżnie omawia niebezpieczeństwa związane z utratą wiary czy poszukiwaniem sensu życia, lecz można łatwo się domyślić, że dopiero formujące się młode osobowości mogą łatwo wpaść w sidła groźniejszych sekt niż wzmiankowana instytucja, oddać się bożkom ultrakonsumpcji i nałogów, a nawet pogrążyć się w depresji z powodu niemożności znalezienia duchowego spełnienia. Człowiek jest bowiem istotą nie tylko cielesną, lecz i duchową, potrzebuje zaspokojenia potrzeb wyższego rzędu, poczucia, że nie jest tylko ożywionym na krótko mięsem. Kiedy religia staje się jednym z wielu dodatków do kultury, kiedy nie nęci już spotkaniem z Absolutem, pozostaje człowiekowi albo miotać się w pustce, żyjąc z dnia na dzień, albo szukać innych dróg do spirytualnej eudajmonii. A te mogą prowadzić na manowce.

Jedno jest pewne: konieczność wzięcia na siebie brzemienia odpowiedzialności za własne życie, owa przytłaczająca wolność sumienia, która i zezwala, i nakazuje zarazem, by samodzielne decydować, co jest dobre, a co złe, wyprowadza ludzi z intelektualnego i emocjonalnego dzieciństwa i zmusza do podejmowania prawdziwie dorosłych decyzji. Oczywiście człowiek zawsze ostatecznie decydował sam, jak postąpi, niemniej teraz nie ma już ochrony przed ciężarem winy, jeśli wykroczymy przeciwko własnym zasadom. Pewnie dlatego księdza tak często zastępuje dzisiaj psycholog i psychiatra. Nie można już uzyskać łatwego odpuszczenia grzechów, a to, czy Bóg nas kocha takimi, jacy jesteśmy, pozostanie do końca naszej ziemskiej egzystencji zagadką (jeśli ktoś się w ogóle nad tym zastanawia).


Lubię to! Skomentuj183 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo