32 obserwujących
346 notek
348k odsłon
  358   0

Czy powinno się leczyć dzieci z homoseksualizmu?


Wczoraj pojawiła się na Salonie notka o zakazie terapii konwersyjnej (z orientacji homo na orientację hetero), jaki został ustanowiony niedawno w Kanadzie. Moje zdanie na ten temat:

Jestem tutaj w poważnym, hmm, rozkroku. Z jednej strony posyłanie dzieci na taką terapię to zwykłe skurwysyństwo (polecam film "Złe wychowanie Cameron Post", jak można dziecku zrobić pranie mózgu) i należy zachęcać dziecko do akceptowania swojej tożsamości płciowej czy orientacji. Jak mi córka powie, że jest lesbijką, to mam ją nakłaniać do zmiany? W imię czego? Z drugiej wszakże strony, powinna istnieć możliwość przeprowadzenia takiej terapii dla osób DOROSŁYCH. Jeśli ktoś nie czuje się dobrze ze swoją orientacją, bo np. kłóci się z JEGO pojęciem moralności, naturalności czy ch... wie czego, to powinien mieć prawo iść do szamana i próbować się "wyleczyć".

Jedna z komentatorek zdecydowanie jednak opowiada się za prawem rodziców do „leczenia” swoich dzieci. Oto jej uzasadnienie:

Ludzkość, dla dobra potomstwa, wyposażona jest w instynkt rodzinny i macierzyński, który do czasu osiągnięcia dojrzałości - zdolności do rozumienia rzeczywistości i rozpoznawania zagrożeń oraz radzenia sobie z nimi – pełni rolę ochronną; na tym polega wychowanie: edukacja i dyscyplina. Szczególna miłość rodziców do własnego potomstwa każe sięgać nawet do drastycznych nieraz metod, by uchronić je przed ogromnym zagrożeniem, jakim jest sama przypadłość. Faktem jest, że zboczenie pozbawia możliwości założenia normalnej rodziny, co wiąże się z przykrymi konsekwencjami. W propagandzie h. brak jest informacji o konsekwencjach zdrowotnych praktyk homoseksualnych. O czym niegdyś (bo są zakazywane) przekonywały statystyki, homoseksualiści żyją dużo krócej niż reszta populacji i cierpią na typowy zestaw groźnych i śmiertelnych chorób fizycznych na czele z HIV, na który cierpi ok 60% aktywnych h. Do tego dochodzi zestaw problemów psychicznych. O wiele częściej popadają w alkoholizm i uzależnienie od narkotyków.

I tak oto przejęta „zboczoną” przypadłością swoich dzieci mamusia chciałaby je „nawrócić” na normalność, sprawić, by nie szukały dziesiątek partnerów i założyły rodziny. Niewątpliwie kierują nią szlachetne pobudki, pragnie w końcu dobra swojej progenitury. Nie bez znaczenia jednak jest to, iż wspomniana komentatorka, oślepiona swoimi przekonaniami o rzekomej (!) powszechnej szkodliwości homoseksualizmu, nie bierze pod uwagę, iż nie da się tak naprawdę na masową skalę (czyli poza nielicznymi wyjątkami) zmienić czyjejś orientacji seksualnej. Za to można takiego człowieka psychicznie zniszczyć.

W sytuacji, gdy zgłasza się do nich osoba, która ma trudność z zaakceptowaniem swojej homoseksualności, najczęściej podejmują próby pracy w kierunku jej zmiany, tworząc iluzję, że jest to możliwe. Mogą za tym stać niezgodne ze stanem aktualnej wiedzy stereotypy, mówiące o tym, że orientacja inna niż heteroseksualna jest formą zaburzenia „prawidłowej” orientacji wskutek na przykład wykorzystania seksualnego w dzieciństwie czy nieprawidłowo sprawowanych ról rodzicielskich (nieobecny ojciec i nadopiekuńcza matka). Iluzja, że zmiana jest możliwa, może dać początkowo złudną nadzieję na uwolnienie się od cierpienia przez zmianę orientacji na tę “powszechnie akceptowaną”. Jednak w dalszej perspektywie terapia taka będzie nieuchronnie prowadzić do pogłębienia cierpienia i braku akceptacji samego siebie czy nawet poważnych zaburzeń psychicznych. Orientacja seksualna nie podlega zmianie, a zaprzeczenie swojej orientacji i nawiązywanie związków heteroseksualnych nie wpłynie w żaden sposób na poprawę jakości życia. Może mieć za to trudne, czasem dramatyczne, konsekwencje dla osoby „konwertowanej” i jej otoczenia.

„Leczenie” homoseksualizmu jest szczególnie popularne wśród osób wierzących, które gorąco wierzą, iż takie zachowania są zwyrodniałe, grzeszne i niewłaściwe. I wydaje się, że to właśnie przez ich podejście, przez wmawianie homoseksualistom, że są nienormalni, jest tyle prób samobójczych i cierpienia wśród młodzieży LGBT. Młodzieży, która nie ma tak naprawdę zbytnich szans na „wyjście” ze swoich upodobań, za to ma ogromne szanse na powiększenie swojego cierpienia, jeśli (najczęściej za namową zatroskanych tatusiów i mamuś) skorzysta z usług nawiedzonych szarlatanów:

Jak wykazały badania amerykańskich psychologów, wśród 100 „pacjentów” poddanych wieloletniej terapii nie zaobserwowano prawie żadnych oznak zmiany orientacji seksualnej.[15](s. 151, 256) Wynika to przede wszystkim z błędnego założenia o patologicznych przyczynach homoseksualizmu. [...] Metody hormonalne opierają się na błędnym przekonaniu, że homoseksualizm spowodowany jest mniejszym poziomem hormonów płciowych. Terapia polega zatem na aplikowaniu androgenów u mężczyzn lub estrogenów u kobiet. W rzeczywistości poziom hormonów płciowych jest taki sam u osób homo- i heteroseksualnych. „Terapia” nie ma zatem wpływu na orientację seksualną. Ofiary tej homofobicznej „terapii”, np. ojciec informatyki Alan Turing, doświadczali wielu niebezpiecznych dla zdrowia skutków ubocznych, tj. stany zapalne układu moczowo-płciowego, uszkodzenie narządów wewnętrznych, przede wszystkim wątroby, począwszy od żółtaczki, a skończywszy na nowotworze, a także zanik jąder i ginekomastia. Przymusowa, niszcząca zdrowie terapia, połączona z homofobiczną nagonką i zakazem kontynuowania pracy naukowej doprowadziła Turinga do samobójstwa.

Lubię to! Skomentuj176 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale