Natrafiłam na dość nieprzychylny Kościołowi, ale też niezbyt profesjonalnie – przyznaję to z przykrością – napisany tekst, którego fragment przytaczam, gdyż... coś w nim jest. Jakieś ziarno prawdy, nawet jeśli oblepione frazesami i banałami:
Taki artykulik to ja bym mogła upichcić sama. Powierzchowny, nieco niechlujny, jednostronny i tendencyjny, ale czy kłamliwy? Już pan Tomasz Terlikowski narzekał na opieszałość hierarchów z Watykanu w potępieniu najazdu na Ukrainę. Czy Kościół będzie dostojnie milczeć, kiedy giną ludzie i kiedy jasnym jest, kto jest za to odpowiedzialny?
Trzeba jednak przyznać, że daleko „naszemu” Kościołowi do prawdziwego skundlenia. Co się bowiem dzieje u naszych „braci Rosjan”? Oto patriarcha Rosji i Wszechrusi Cyryl, głowa tamtejszego Kościoła prawosławnego, otwarcie popiera pana Putina i jego imperialne zakusy:
To, że część wiernych nie zgadza się ze stanowiskiem patriarchy, nie ma większego znaczenia. Ściśle współpracując z władzą, rosyjski Kościół zamyka usta niepokornym, nawet jeśli są nimi księża.
A tak przy okazji: czy opętanie walką z LGBT, jakie stało się udziałem 75-letniego duchownego, nie przypomina Wam czegoś? U nas była „tęczowa zaraza”...



Komentarze
Pokaż komentarze (58)