Nie sądziłam, że nastąpi to tak szybko, ale proszę, już teraz pojawiają się głosy wysoko postawionych kościelnych dygnitarzy, którzy popierają idee bliskie aktywistom LGBT:
Wbrew opinii komentatorki Ciotki Matyldy pozyskuję te informacje nie z GW czy TVN, a z prawicowego, religijnego portalu. :) Okazuje się, że przykład „antypapieża” Franciszka przynosi już swoje owoce, pchając kolejnych hierarchów do wygłaszania niesamowicie kontrowersyjnych opinii. Akceptacja aktów homoseksualnych? Brak pouczania o grzechu? Toż to prawdziwa rewolucja! Kościół naprawdę musi już być albo na skraju upadku, albo na skraju totalnej rewolucji moralnej.
Czy osobom o „nietypowych” upodobaniach seksualnych potrzebna jest aprobata Kościoła? Czy przejmują się tym, co głosi osoba dzierżąca pierścień Rybaka? Czy obchodzi ich treść Katechizmu? Tego nie wiem. Możliwe, że to samemu Kościołowi potrzebna jest akceptacja lewicowców, w związku z czym gotowy jest na ustępstwa tak poważne, że zagrażają one spójności dotychczasowego nauczania. Zwyczajni katolicy mogą się czuć nieco, hmm, skołowani, jeśli ich największy autorytet zaczyna głosić coś, co zakrawa na herezje. Albo przynajmniej takie herezje toleruje u biskupów i kardynałów.
I niech mi ktoś teraz udowodni, że moralność nie jest jak dupa. :)))



Komentarze
Pokaż komentarze (256)