38 obserwujących
416 notek
431k odsłon
  187   0

Obyś w chwili śmierci miał czyste sumienie


Dziś Dzień Wszystkich Świętych, jutro Dzień Zaduszny. Tradycyjnie w ten czas odwiedzamy i pielęgnujemy groby naszych bliskich. My byliśmy na cmentarzu wczoraj i natknęliśmy się na tłumy głównie starszych osób. Młodych było znacznie, znaaaacznie mniej. Dlaczego? Czy tradycja porządkowania miejsca pochówku chyli się ku upadkowi? Kto będzie zajmować się grobami, kiedy zabraknie wciąż jeszcze religijnej starszyzny? Czy nastanie u nas nowy zwyczaj, zwyczaj porzucania zwłok naszej rodziny na pastwę czasu?

Tak czy siak, te dni skłaniają do refleksji nad doczesnością naszego fizycznego żywota i nieuchronnością śmierci. Mijając kamienne płyty czytałam nazwiska tych, którzy już dawno odeszli i zastanawiałam się nad swoim własnym końcem. Jak Bóg da, będę żyć jeszcze długie lata. Ale przecież im jestem starsza, tym szybciej (w moim przekonaniu) biegnie czas. Ani się obejrzę, a przyjdzie moment rozliczenia się z własnym życiem. Oczywiście najpierw odejdą moi rodzice, co będzie dla mnie tragedią, gdyż jestem z nimi bardzo związana. Oby dożyli w zdrowiu i jako takiej sprawności do 90-tki, podobnie jak moje babcie, które przeszły na „tamtą stronę” w iście matuzalemowym wieku.

Rozmyślania nad wciąż odległym, lecz coraz bardziej namacalnym kresem życia potwierdzają moje przekonania, że jedną z największych wartości, jakie możemy zdobyć na tym łez padole, jest czyste sumienie. Rozumiem przez to życie według własnych zasad, a nie cudzych. Nie ma chyba większego zbydlęcenia niż naginanie własnego sumienia do reguł, które ustalił ktoś inny. W chwili śmierci chcielibyśmy przecież (jak mniemam) stwierdzić, że żyliśmy tak, jak MY uznawaliśmy za szlachetne, prawda? Co jednak, jeśli nasze zapatrywania są błędne, grzeszne, niemoralne? To też trzeba brać pod uwagę. Dlatego warto co jakiś czas weryfikować własne założenia i bezustannie szukać drogi do Prawdy, Dobra i Mądrości. Wszyscy jesteśmy omylni i możemy się przez swój upór wpakować w kłopoty, jak nie w życiu fizycznym, to tym duchowym. Ja staram się być po prostu przyzwoitym człowiekiem, aczkolwiek Bóg jeden wie, że nierzadko ulegam pokusie, by zachować się niezbyt ładnie. :/

A wracając do tych szczególnych dni... Zarówno mój Partner, jak i ja uznaliśmy, że nie chcemy katolickiego pogrzebu, i że najlepszą formą pożegnania naszych martwych ciał byłaby kremacja. Nie podoba mi się wizja umalowanego, ustrojonego truchła gnijącego w elegancko rzeźbionej trumnie. Warto umrzeć tak, jak się żyło, a my porzuciliśmy Kościół, więc msza w intencji zbawienia naszych dusz byłaby już chyba tylko czystą hipokryzją. Staram się jednak nie popadać w melancholię i nie rozmyślać zanadto o chwili odejścia. Życie jest przecież piękne, na swój osobliwy sposób, warto się cieszyć każdym dniem. Czego i Wam życzę.


Lubię to! Skomentuj38 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura