Karolina Nowicka Karolina Nowicka
1007
BLOG

Kobieto, nie jesteś księżniczką! Daj szansę zwykłemu facetowi.

Karolina Nowicka Karolina Nowicka Styl życia Obserwuj temat Obserwuj notkę 68


Nie ma na tym świecie sprawiedliwości: kobieta starzeje się szybciej i brzydziej niż mężczyzna. Samotny 40-latek to jeszcze niezłe ciacho. Samotna 40-latka ma już raczej małe szanse na nowy związek. No chyba, że jest z natury wybitnie urodziwa. My, kobiety, musimy szukać sobie stałych partnerów jak najszybciej, najlepiej od razu jak przekroczymy dwudziestkę. Inaczej możemy zostać z ręką w nocniku, jak bohaterka poniższego tekstu:

Mam dość życia w pojedynkę. Czuję się wykluczona. Jestem tym smutnym klaunem, który daje się wciągnąć w opowiadanie szczęśliwym parom o niebezpieczeństwach randkowania — "nie uwierzycie, co ten facet robił". W gronie przyjaciół jestem ostatnią singielką. Po kolejnym ślubie, narodzinach dziecka, chrzcie, zadaję sobie pytanie. »Dlaczego ja też nie mogę mieć tego, co inni?«.

Zaskakujące, jak często czytam o dojrzałych (czyli ponad trzydziestoletnich) niewiastach, którym wymarzył się „książę na białym koniu” i które to dały się uwieść tej durnej fantazji do tego stopnia, że przeputały swój najlepszy okres życia na grymaszenie przy wyborze faceta. Oczywiście doskonale rozumiem, że nie warto obniżać zbytnio standardów, że mężczyzna musi być na poziomie i przede wszystkim – że trzeba się zakochać. Ale w pewnym momencie trzeba sobie jasno powiedzieć: Czas się kończy! Działaj! Nie ma co czekać na rozmiłowanego w tobie do białości arystokratę. :)

Swojego Lubego poznałam na serwisie Sympatia.pl. Jednak zanim się spotkaliśmy, przeżyłam co najmniej kilkadziesiąt spotkań (nie nazwę ich randkami, to zbyt mocne słowo) z tak rozmaitą męską gawiedzią, że można by o tym książkę napisać. Czasami od razu było wiadomo, że na prawdziwy związek nie ma szans. A czasami czekałam na drugi telefon, a on nie następował. Cóż, bywa. Kiedy w końcu spotkałam Marka, miałam 26 lat i prawie 7 miesięcy. Mało, dużo? Moim zdaniem – w sam raz. Byłam już dorosłą, lecz wciąż młodą panną. Trafiłam znakomicie. Niemniej żeby się spotkać z właściwym gostkiem, musiałam wykazać się cierpliwością, wytrwałością i pogodą ducha, znosząc towarzystwo wielu „porąbańców”.

Kobiety, które marzą o księciu, romantycznej miłości i Harlequinowym zniewoleniu, najwyraźniej uważają się za równe średniowiecznym księżniczkom. Pragną być pożądane i zdobywane, nawet jeśli nie grzeszą zbyt wieloma przymiotami (ciała i psychiki). Jeśli nie otrzymują tego, czego chcą, narzekają na ród męski, twierdząc, że wszyscy sensowni faceci albo zostali już zajęci, albo są gejami. I tak oto na naszej planecie pojawiają się czterdziestoparoletnie singielki, które albo nigdy nie były w autentycznej gorącej relacji, albo zostały „przemielone” przez taką, która zdecydowanie nie odpowiadała ich „ambicjom”. Nierzadko zostawione z dziećmi (pół biedy, bo to znaczy, że zaznały rodziny), a czasami zupełnie samiuteńkie, odkrywają, że nie są damami, które ktokolwiek chciałby nosić na rękach. I zostaje im jeszcze co najmniej trzydzieści lat samotności (skromnie licząc).

Mężczyzna może dłużej wybredzać, zastanawiać się i wahać. Jego atrakcyjność nie mija wraz z wybiciem piątego krzyżyka, ba, czasami jest w lepszej sytuacji niż swoja dwudziestoparoletnia wersja, która dopiero zaczynała się dorabiać. Dłużej też pozostaje płodny, może więc odwlekać poczęcie potomstwa na naprawdę dogodny moment. Kobiety tego nie mają i dobrze by zrobiły, gdyby się z tym w końcu pogodziły. Wmawianie im na początku dorosłości, że mają kupę czasu, jest równoznaczne z robieniem im jakiejś tam krzywdy. Nie, nie mają. Powinny się wziąć w garść najlepiej przed trzydziestką i albo zintensyfikować poszukiwania wartościowej drugiej połówki, albo obniżyć wymagania. Inaczej zostaną im przyjaciele, znajomi, dalsza rodzina i... koty. :)



Miłośniczka przyrody, wierząca w Boga (po swojemu) antyklerykałka, obyczajowa liberałka. Lubię słuchać audiobooków, pisać na Salonie, rozmawiać z ludźmi w Necie. W życiu realnym jestem odludkiem, nie angażuję się społecznie, właściwie to po prostu spokojnie wegetuję, starając się jakoś uprzyjemnić sobie tę swoją marną egzystencję. Mało wiem i umiem, dlatego każdego, kto pisze sensownie i merytorycznie bardzo cenię. Z kolei wirtualne mądrale, które wiedzą jeszcze mniej ode mnie, ale za to uwielbiają kłótnie i nie stronią od ad personam, traktuję tak, jak na to zasługują.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości