Rodzina niejedno ma oblicze. Czasami jest to heteroseksualna para z dzieckiem/dziećmi. Czasami matka + ojczym + jej dzieci. Czasami ojciec + macocha + jego dzieci. Czasami para rodziców adopcyjnych i ich adoptowane dzieci. Różnie to bywa. Nie wolno obrażać ludzi tylko dlatego, że tworzą inną niż tradycyjna formację, to w końcu ich intymna sprawa. Każda rodzina jest wartościowa, jeśli są w niej miłość, szacunek i współpraca.
Czy to oznacza jednak, że nie należy w ogóle osądzać ludzi, którzy biorą kolejny ślub? Tutaj można by mówić o pewnym nadużyciu, gdyż jeśli chodzi o MAŁŻEŃSTWO, to każdy ma chyba swoje zdanie. Ile razy można obiecywać wierność i oddanie aż po grób? Weźmy takiego pana Michała Wiśniewskiego. Co można przeczytać o jego prywatnym życiu?
Oto chrześcijanin, który ma już piątą żonę, sześcioro dzieci z trzema z nich i który dwa razy brał ślub kościelny (według Wikipedii). I tutaj moja tolerancja zostaje wystawiona na próbę. O ile każdemu może się nie udać pierwszy związek, o tyle składanie przysięgi małżeńskiej KILKA razy świadczy o tym, że jej... nie szanujemy. Bo przecież już się parę razy rozwodziliśmy. Smutny to obraz rodziny, moim zdaniem.
Ale pan Michał Wiśniewski jest gwiazdą i pewnie dlatego wolno mu więcej. Nie prowadziłam żadnych badań, ani nie mam do takowych dostępu, wydaje mi się jednak, iż wśród celebrytów rozwody i kolejne związki są wręcz normą, podobnie jak patchworkowe rodziny. Nie zazdroszczę im jednak takiego życia. Rozumiem, że ktoś może raz, dwa razy nie trafić, ale czy ci ludzie nie rezygnują z relacji z drugą osobą, jak tylko pojawią się kłopoty? A kłopoty są przecież zawsze.
Co o tym myślicie?



Komentarze
Pokaż komentarze (37)