Ten artykuł ma już kilka lat, ale wydaje mi się, że opisane w nim sytuacje wciąż można by odnaleźć w wielu polskich rodzinach. A może nie? Może jest tak tylko w przypadkach patologicznych, u zaangażowanej politycznie mniejszości? Nie wiem. Osądźcie sami:
Dla mnie to Kosmos. Coś niesamowitego, niespotykanego, nie do zaakceptowania – żeby tak się podniecać polityką, że oddala się przez nią od bliskich. W tekście opisana jest jeszcze jedna rodzina, której niezwykłe zróżnicowanie polityczne odbija się na humorach wszystkich jej członków – i to też jest dla mnie nie do przyjęcia. Po co, dlaczego, po cholerę? I czy to wina polityków, że niektórzy tak się żrą między sobą? Że powstają ideowe doły nie do zasypania, że miejsce rodzinnej życzliwości zajmuje złość, frustracja i niechęć? NIE!!! To wina samych obywateli, że dają tak się rozgrywać judzącym mediom, jątrzącym posłom, warczącym na „innych” partyjniakom, dogadującym celebrytom. Jeśli ktoś się daje podpuścić jakiejś gazecie, radiu, telewizji czy Internetowi, jeśli nie może znieść odmiennych poglądów u członków własnego klanu, to jest to oznaką kompletnego oszołomstwa, zgłupienia, intelektualnej i moralnej zapaści.
Ale może ja po prostu tego nie rozumiem? Może dla niektórych ich światopogląd jest na tyle istotny, że muszą go bronić, a nawet promować w każdej sytuacji? W moim domu nie ma zbyt wielu dyskusji o polityce. Luby i ja jesteśmy raczej apolityczni, na wymysły rządu i opozycji patrzymy drwiąco przez palce. A ktoś inny się gotuje; komuś innemu krew wrze; ktoś inny dostaje białej gorączki. Ech, ludzie, ludzie, nie szkoda wam nerwów? To życie jest takie krótkie, tak szybko mijają dni. Warto być porządnym, przyzwoitym, dobrym. Wszystko inne to drobnostki.




Komentarze
Pokaż komentarze (125)