Proszę przeczytać ten artykuł. Zwięźle i przystępnie wyjaśnia, o co chodzi z „15-minutowymi miastami”:
Wiecie, to nawet zrozumiałe, że ilekroć pojawia się idea mająca na celu polepszenie świata, to jeśli tylko minimalnie zahacza o nasze „święte” prawa i wygody, od razu pojawiają się głosy, że to nowy totalitaryzm, komunizm, nazizm, faszyzm i tak naprawdę samo zło pod przykrywką dobra. No cóż, taki już los tych, którzy proponują ulepszenie rzeczywistości: nie wolno im zabierać żadnej rzeczy, do której przywykli tubylcy, inaczej zostaną zmieszani z błotem.
A jak to jest faktycznie? Czy zwolennicy teorii spiskowych nie mają jednak racji? Hmm, można by się nad tym pochylić, gdyż padają konkretne zarzuty i porównania do ograniczenia ruchu podczas epidemii Covid-19. Ja jednak wolę się skupić na faktach: w świecie, w którym zaczyna brakować miejsc postojowych dla samochodów, ba, w którym wielu osób nie stać na własny wózek i – dodajmy od niechcenia – w którym ekologia staje się coraz ważniejsza, idea miejsca, skąd byłoby łatwo dostać się do najważniejszych punktów miasta, wydaje mi się dość rozsądna. Ale co, jeśli to naprawdę jest część potwornego planu „złych elit”, by uwięzić niewinny lud w dzielnicach? Wbrew sarkastycznemu tonowi biorę taką możliwość pod uwagę. Dzisiaj nie można być już pewnym absolutnie niczego. :) No więc jeśli rządy zaczną karać ludzi za próby wyjścia ze swojej dzielnicy, wówczas będzie można protestować. Ale na razie? Nie ma to, moim zdaniem, większego sensu.


Komentarze
Pokaż komentarze (110)