My tu gadu gadu o coraz częstszej rezygnacji młodzieży z lekcji katechezy, a tymczasem odchodzi ona także z innych zajęć, czyli wychowania do życia w rodzinie. Zajęcia te są prowadzone według katolickiej nauki etycznej, co czyni je mało przekonującymi dla tych uczniów, którzy nie identyfikują się z tym, co głosi Kościół.
No tak, to zapewne pan minister Czarnek jest duchowym patronem zajęć o ludzkiej płciowości. :) Kretynizmy, jak np. wmawianie dziewczętom, że ich powołaniem jest macierzyństwo, raczej nie przysłużą się popularności tych lekcji wśród młodego pokolenia. Bo młodzi, choć niedoświadczeni, konformistyczni i podatni na manipulację, jednak głupi nie są.
Czy jednak uczniów należy pozostawiać samym sobie? Czy należy zakładać, że sami zdobędą potrzebną im wiedzę z Internetu? A może to rodzice powinni zadbać o stosowne wyedukowanie swoich dziatek w tym zakresie? Każdy może mieć swoje zdanie, no to i ja się wypowiem. :) Otóż stoimy przed unikalną szansą na stworzenie rzetelnej, uczciwej i nasyconej faktami podstawy programowej do przedmiotu o roboczej nazwie edukacja seksualna. Możemy uniknąć pokusy moralizowania, wychowywania, kształtowania sumienia i po prostu przekazywać takiemu buzującemu hormonami licealiście czystą WIEDZĘ. Żeby te zajęcia nie podpadały pod jakąkolwiek ideologię, musimy omijać zalecenia zarówno prawicy, jak i lewicy, gdyż obydwie strony są skażone propagandą, fałszem i subiektywnością. Dobra edukacja seksualna uwzględnia stopień dojrzałości ucznia, przede wszystkim jednak raczy go wiadomościami z dziedziny, która za jakiś czas stanie się częścią jego życia.
Jeśli się ze mną zgadzacie, napiszcie, co powinno się znaleźć w takiej podstawie programowej. A jeśli się nie zgadzacie, napiszcie, co zamiast tego.


Komentarze
Pokaż komentarze (95)