Już o tym pisałam, ale warto raz jeszcze przytoczyć ten temat: światowe marki kierują swój przekaz przede wszystkim do zakompleksionej klasy średniej i biedoty. Chcą, byś kupował/a rzeczy z widocznym logo, by w ten sposób podnieść swój status. Zupełnie jak zwierzę. Co jednak w świecie zwierząt jest normą i to słuszną, w świecie istot wyższych, jakimi są przecież ludzie, hamuje rozwój intelektualny, moralny i duchowy. Nie oznacza to, że kupowanie luksusowych rzeczy jest etycznie czy kulturowo naganne. Niemniej zafiksowanie się na tym powoduje zubożenie wewnętrzne człowieka.
Tymczasem naprawdę zamożni ludzie nie czują potrzeby ciągłego pokazywania swojego bogactwa. Poza sytuacjami typu przejście po czerwonym dywanie na jakiejś uroczystości, krezusi, gwiazdy i celebryci często zachowują umiar w wyglądzie, nie przechwalają się też stanem majątku (choć są zapewne wyjątki).
Zachęcanie ludzi uboższych do bezustannego kupowania (a tym samym i zadłużania się) jest czynnością poniekąd patriotyczną (piszę to z przekąsem), gdyż szalony konsumpcjonizm napędza gospodarkę pierwszego świata. Oszczędzanie, długotrwałe inwestycje i w ogóle rozważne wydawanie pieniędzy nie są sexy dla państwa. Ale powinny być sexy dla nas. :) Pod tym względem finansowi przeciętniacy powinni brać przykład z bogaczy: można nabyć coś drogiego, ale powinna iść za tym jakość produktu oraz wartość dodana do naszego życia. Co zwłaszcza sobie dedykuję. ;)



Komentarze
Pokaż komentarze (291)