W notce na temat rzekomego zła antykoncepcji padają słowa:
Jest to chyba JEDYNA szkoda, jaką antykoncepcja wyrządza, gdyż co do reszty (np. ubezpładniania na lata), to ludzie są tego świadomi. A konkretnie – kobiety. Antykoncepcja NIE czyni większości z nich bardziej rozwiązłymi, co najwyżej ułamek damskiej populacji, która w wiekach przeszłych po prostu zabiłaby lub porzuciła swoje nieślubne potomstwo. Nie jest to też żaden ogólnoświatowy spisek, ot, jedno w wielu udogodnień, które wymyślili mądrzy ludzie. Dzięki antykoncepcji kobieta nie musi rodzić mężowi/partnerowi kilkanaściorga dziatek, może ograniczyć się do... no właśnie, do dowolnej liczby. I to jest dobre. Bo pozwala kobiecie kontrolować swoją płodność. Jej samej. Nie innym.
Natomiast ci, którzy upatrują zła w antykoncepcji, są pewnie zdania, że jest ona odpowiedzialna za niż demograficzny. Nie. Za ten niż jest odpowiedzialna WOLA milionów kobiet (i po trosze mężczyzn). Kobiety nie muszą już zachodzić w ciążę. A że czasami, po latach stosowania pigułek, już nie mogą? Zastanówmy się, czy taką cenę warto zapłacić. A właściwie to kobiety (każda z osobna) muszą się nad tym zastanowić.
Oczywiście to, że Kościół sprzeciwia się antykoncepcji, a Polki masowo to olewają, jest kolejnym dowodem na zanik katolicyzmu w naszym kraju. :)



Komentarze
Pokaż komentarze (20)