Tym razem z naukadlaprzyrody.pl:
Poza tym artykułem możecie jeszcze przeczytać inny o podobnej wymowie: Żywność czy środowisko naturalne?
Zmiana diety zwykle wiąże się z jakimś silnym postanowieniem. Chcę schudnąć, chcę być zdrowy/a, nie chcę uczestniczyć w holocauście zwierząt. Jednostka czuje, że dotychczasowe zwyczaje już jej nie służą, nie czuje się z nimi dobrze. Są to jednak powody bardzo osobiste. Teoretycznie jest możliwe, żeby odeszła od pochłaniania ogromnych ilości mięsa z powodów ekologicznych, ale... jakie prawdopodobieństwo?
Co musiałoby się stać, żeby lwia część populacji krajów pierwszego świata zaprzestała obżerania się mięsem? Co musiałoby się stać, żeby mniej żarcia trafiało do kosza? Jeżeli marnuje się jedna piąta mięsa oraz prawie połowa owoców i warzyw, to jak bardzo musielibyśmy się starać, żeby do tego nie dochodziło? Przecież to wymaga edukacji – indoktrynacji, psychomanipulacji, etc, etc – na globalną skalę. A i tak niektórzy się wyłamią. Mówimy o zmianie gigantycznej, o wpłynięciu na cały pierwszy świat.
Tym razem nie jestem optymistką. Skoro ludzie potrafią wzruszyć ramionami na wieść o zaśmiecaniu oceanów plastikiem, rabunkowej gospodarce lasami czy wymieraniu gatunków, to raczej nie będą skłonni poświęcić nawyków żywieniowych w imię ratowania planety. Potrzeba tutaj zdecydowanego działania rządów, które zakażą pewnych praktyk (np. hodowli powyżej ileś tam sztuk zwierząt), a zaczną dotować inne (np. gospodarstwa w pełni ekologiczne).
Przy okazji polecam notkę: https://www.salon24.pl/u/halo/944225,holokaust-europejczykow-nadal-trwa



Komentarze
Pokaż komentarze (5)