Pod poprzednim wpisem pan Zakręcony usiłował sprzedać mi bujdę, jakoby to konserwatyści byli ratunkiem dla umęczonej rządami pazernych „postępowych” i „nowoczesnych” materialistów planety. Pewnie! Już widzę tych wszystkich „prawych i sprawiedliwych”, jak walczą o ochronę przyrody, wyższe kary za znęcanie się nad zwierzętami czy czystsze powietrze! Już widzę wychodzących z kościoła wiernych, jak udają się do najbliższego schroniska, wspierają organizacje ekologiczne, sadzą drzewa! Ech... Nie opowiadajcie mi bajek, towarzyszu...
Czy konserwatysta może być człowiekiem inteligentnym? Czy może kochać przyrodę i marzyć o lepszym świecie? Oczywiście! Pojedynczy konserwatyści mogą pomimo swoich przekonań zachowywać się całkiem porządnie. Problem zaczyna się w momencie, gdy konserwatyzm przeważa nad rozumem i przyzwoitością. Zachowanie status quo, o co walczą lub czego przynajmniej domagają się konserwatyści, nie sprzyja ratowaniu środowiska przed naszym własnym destrukcyjnym wpływem. Status quo to bezkarność trucicieli, śmiecących, niszczycieli, kłusowników oraz wszystkich eksploatujących niemiłosiernie przyrodę podmiotów. To, że coś w ogóle zmienia się na lepsze, nie jest zasługą konserwatystów, ci bowiem wolni są od rozterek i refleksji na takie tematy.
I oto proszę, ktoś podziela moje poglądy! Zachęcam do przeczytania poniższego artykułu:
Pan Chrabota jest nazbyt łaskaw w swojej ocenie umysłu konserwatysty. A może nie spotkał równie „błyskotliwych” przedstawicieli tego „nurtu”, co ja? Zaśniedziały, pełnego uprzedzeń umysł konserwatysty buntuje się przeciwko wszelkim zmianom, chcąc zatrzymać czas w miejscu, zamrozić na wieczność prawa i obyczaje, do jakich jest przyzwyczajony. Bytuje w świecie wiecznego dzieciństwa, bez niebezpiecznych zmian, zakrętów i wybojów, bez konieczności podejmowania trudnych wyborów, bez wiszącego nad nim miecza Damoklesa pod postacią zmniejszających się zasobów czy ginących pszczół. On tego nie chce widzieć, zatyka oczy i uszy, a jeśli coś do niego jednak dotrze, nazywa to „jazgotem mediów”. Czy z kimś takim można w ogóle dyskutować?
Z drugiej strony – czy pan Chrabota ma rację twierdząc, że lewica nas uratuje? Co mają entuzjaści skrobanek na życzenie, homoślubów czy beztroskiego otwarcia granic wspólnego z ochroną przyrody? Może należałoby raczej powiedzieć, że nadzieję stanowi pewien odłam lewicy, ukierunkowany stricte na działania prośrodowiskowe. Lewica, która entuzjazmuje się sprawami obyczajowymi, na pewno nas nie zbawi.




Komentarze
Pokaż komentarze (115)