Zbiory United States Holocaust Memorial Museum
Zbiory United States Holocaust Memorial Museum
Klub inteligencji salonu24 Klub inteligencji salonu24
175
BLOG

80 lat od pogromu kieleckiego

Klub inteligencji salonu24 Klub inteligencji salonu24 Społeczeństwo Obserwuj notkę 27

4 lipca 1946 roku w Kielcach doszło do jednego z najbardziej wstrząsających aktów powojennej przemocy antyżydowskiej w Polsce. Pogrom kielecki stał się tragicznym symbolem tego, że zakończenie wojny i Zagłady nie oznaczało końca strachu, nienawiści ani antysemickich przesądów.


Bezpośrednim pretekstem do wybuchu przemocy była fałszywa pogłoska o rzekomym porwaniu ośmioletniego Henryka Błaszczyka przez Żydów. Chłopiec miał być — według plotki — przetrzymywany w piwnicy budynku przy ul. Planty 7/9, gdzie mieścił się m.in. Komitet Żydowski. Pogłoska ta odwoływała się do starego, antysemickiego mitu o mordzie rytualnym — jednego z najbardziej niebezpiecznych i krwawych stereotypów w historii Europy.


Choć w kamienicy nie było piwnic, a oskarżenia nie miały żadnych podstaw, milicja podjęła działania, które nie uspokoiły sytuacji, lecz ją zaogniły. Funkcjonariusze rozpowszechniali informacje o rzekomo mordowanych dzieciach, podsycając emocje zgromadzonego tłumu. 4 lipca do budynku wkroczyli milicjanci oraz żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zamiast chronić mieszkańców, część z nich uczestniczyła w przemocy: rabowano, strzelano do Żydów, bito ich i wyrzucano przez okna.

image

Do ataków dołączali także cywile, przekonani o prawdziwości tych plotek. Mechanizm był przerażająco prosty: kłamstwo, przesąd, bezkarność i przyzwolenie instytucji państwowych doprowadziły do masakry.


Pogrom trwał do około godziny 15. Zginęły co najmniej 42 osoby — w tym 39 Żydów i 3 Polaków — a 35 Żydów zostało rannych. Ocalonych, w obawie o ich bezpieczeństwo, wywieziono później do Łodzi.


Wydarzenia kieleckie pokazały, jak żywe pozostawały po wojnie antysemickie stereotypy i jak łatwo mogły zostać wykorzystane do rozpętania przemocy. Pokazały też dramatyczny współudział przedstawicieli państwowych służb, które powinny były bronić obywateli, a w wielu przypadkach stały się częścią mechanizmu terroru.


8 lipca 1946 roku na cmentarzu żydowskim w Kielcach odbył się zbiorowy pogrzeb ofiar pogromu. Zdjęcia z tej uroczystości należą dziś do najbardziej przejmujących świadectw tej tragedii.


Po 80 latach pamięć o pogromie kieleckim pozostaje nie tylko obowiązkiem historycznym. Jest także przestrogą. Bo każda przemoc zaczyna się wcześniej — od języka pogardy, od plotki, od przyzwolenia na odczłowieczanie innych. Dlatego o Kielcach trzeba mówić jasno: to była zbrodnia dokonana na ludziach, którzy przeżyli Zagładę, lecz nie znaleźli bezpieczeństwa w swoim kraju.


O roli antysemickich stereotypów oraz współudziale służb państwowych w wydarzeniach kieleckich warto przeczytać więcej w materiałach Wirtualnego Sztetla i Muzeum POLIN.

image


Fotografie przedstawiają zbiorowy pogrzeb ofiar pogromu, który odbył się 8 lipca 1946 roku na cmentarzu żydowskim w Kielcach.


 Zbiory United States Holocaust Memorial Museum, dzięki uprzejmości Lei Lahav.



    4 lipca 1946 roku w Kielcach....... Julian Kornhauser "Wiersz o zabiciu doktora Kahane".


https://www.facebook.com/reel/774567379082123


Żeby nie rozbudowywać tej notki, dalsze wypowiedzi i komentarze, przede wszystkim z Facebooka, zamieszczam poniżej w komentarzach.


Dodatek, niestety blokowany przez AI



4 lipca: Kielce i Entebbe

Dziś wiele osób wspomina pogrom kielecki z 4 lipca 1946 roku. I słusznie, bo to jedna z najciemniejszych dat w powojennej historii Polski. Zginęli wtedy Żydzi, którzy przeżyli Zagładę, wrócili do kraju po wojnie i zostali zamordowani już w czasie pokoju.


Piszę o tej rocznicy krótko, bo widzę, że wielu moich znajomych poświęciło jej dziś należne miejsce. Ale krótko nie znaczy mimochodem. Kielce pozostają raną, której nie da się zamknąć w jednym rocznicowym wpisie.


W pogromie kieleckim widać mechanizm, który historia zna aż za dobrze: plotkę, zbiorowe podejrzenie, język oskarżeń i przyzwolenie na przemoc. Wystarczyło jedno fałszywe oskarżenie, aby uruchomić lęk, nienawiść i tłum. Z plotki narodziła się zbrodnia.


Takie wydarzenia nie zaczynają się zwykle od samej przemocy. Najpierw pojawiają się język odczłowieczania, podejrzenie, przypisywanie zbiorowej winy i przekonanie, że „oni” są inni, obcy albo niebezpieczni. Dopiero potem przychodzi tłum, instytucjonalna obojętność albo bezradność państwa.


Dlatego pamięć o Kielcach nie powinna być tylko wspomnieniem historycznym. To także ostrzeżenie przed każdym językiem, który zamienia konkretnych ludzi w przedstawicieli zbiorowej winy.


W tym miejscu warto jasno powiedzieć: państwo Izrael, jak każde państwo, można krytykować. Można krytykować jego rząd, decyzje polityczne, działania wojskowe i błędy. Taka krytyka jest normalną częścią debaty publicznej.


Problem zaczyna się wtedy, gdy krytyka państwa przechodzi w obciążanie odpowiedzialnością każdego Izraelczyka, każdego Żyda, artysty, sportowca, naukowca czy człowieka kultury. Wtedy nie rozmawiamy już o polityce, lecz wracamy do starego mechanizmu zbiorowego oskarżenia.


To rozróżnienie jest szczególnie ważne właśnie przy okazji rocznicy pogromu kieleckiego. Historia XX wieku pokazała, dokąd prowadzi język, w którym człowiek przestaje być sobą, a staje się wyłącznie przedstawicielem grupy.


Ta sama data — 4 lipca — prowadzi również do innego wydarzenia: operacji Entebbe, przeprowadzonej dokładnie 30 lat później, w 1976 roku.


4 lipca 1946 roku Żydzi w Kielcach byli bezbronni wobec plotki, tłumu i państwa, które ich nie ochroniło. 4 lipca 1976 roku Izrael wysłał tysiące kilometrów od domu żołnierzy, aby ratować swoich obywateli przetrzymywanych w Ugandzie.


Między tymi dwiema datami mieści się wielka część żydowskiego doświadczenia XX wieku: od bezbronności po odpowiedzialność państwową; od oczekiwania na cudzą pomoc po decyzję, że własnych obywateli nie zostawia się samych.


Operacja Entebbe była jedną z najbardziej znanych akcji ratunkowych XX wieku. Izraelscy komandosi polecieli do Ugandy, aby odbić zakładników porwanych z samolotu Air France. Wśród porywaczy byli członkowie organizacji palestyńskich oraz niemieccy radykałowie.


Szczególnie ponury był moment selekcji zakładników. W terminalu oddzielano Żydów i Izraelczyków od pozostałych pasażerów. Trzy dekady po Zagładzie taki obraz miał wyjątkowo bolesne znaczenie symboliczne.


Izrael odpowiedział jak państwo, które rozumie własną historię i własny obowiązek. Wysłał żołnierzy po swoich obywatelach. Zakładnicy zostali uratowani, a porywacze unieszkodliwieni.


W akcji zginął ppłk Yonatan Netanyahu, dowódca izraelskiego oddziału szturmowego. Jego śmierć stała się częścią izraelskiej pamięci o cenie, jaką płaci się za decyzję, by nie zostawiać własnych obywateli bez pomocy.


Entebbe pozostaje wydarzeniem aktualnym nie dlatego, że należy je wykorzystywać do bieżących sporów, ale dlatego, że przypomina o rzeczach podstawowych: państwo istnieje między innymi po to, by chronić swoich obywateli. Zwłaszcza wtedy, gdy zostają porwani, opuszczeni albo potraktowani jako narzędzie politycznego szantażu.


Rocznica Entebbe jest więc czymś więcej niż tylko wspomnieniem spektakularnej operacji wojskowej. To przypomnienie, że po doświadczeniach XX wieku Żydzi mają dziś państwo, armię, pamięć i wolę działania.


Zestawienie Kielc i Entebbe jest dla mnie bardzo wymowne. W pierwszym przypadku widzimy ludzi pozostawionych bez ochrony. W drugim — państwo, które podejmuje ryzyko, aby ratować swoich obywateli.


Warto tę lekcję powtarzać spokojnie i bez nienawiści. Pamięć o ofiarach pogromu kieleckiego wymaga powagi. Pamięć o Entebbe przypomina natomiast, że bezbronność nie musi być losem na zawsze.


Cześć pamięci ofiar pogromu kieleckiego.


I szacunek dla tych, którzy 30 lat później pokazali, że własnych obywateli nie zostawia się samych.


Anne Goldschmid


Fotografie:


Julia Pirotte, zbiory Żydowskiego Instytutu Historycznego.


Israel Government Press Office, prawdopodobnie Moshe Milner.

Lata szczęśliwe są latami zmarnowanymi, praca postępuje tylko w cierpnieniu. Tylko w nieszczęściu poznajemy świat i samych siebie, zdobywamy się na wysiłek i pogłębienie życia, a wiec na to wszystko, dla czego najwięcej warto żyć. (…)Troska rozwija siły ducha. Marcel Proust redaguje zespół: Aspen. Basia007 Basia klika na Salonie24 dobronata Docent Stopczyk dry ehad Eternity lagriffe Lchlip Mila Nowacka Michalki m.m.w. Mr.Spock NOTAX waldburg Alpejski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo