Siedzimy rodziną wczoraj przed telewizorem o tej 20ej przełączeni na kanał pierwszy TVP. Emocje jak na pierwszej randce. Słone paluszki, kubek herbaty z cytryną i obgryzane paznokcie na zapas. I poszło. Dobrze, że mamy duży telewizor to od startu wyraźnie widzieliśmy, że estrada kosztowała więcej od pałacu kultury, a publiczność wiekiem ucieszyłaby kanały medialne ojca Rydzyka. Nie wszystkie siwe głowy spały. Było trochę ryczących pięćdziesiątek i ich rówieśników z fioletowymi nosami. JaKo garkarz legendarnego polpunk DEADLOCK z wpisem do encyklopedii muzyki rozrywkowej znam amfiteatr opolski osobiście Mam wrażenie, że znów tam coś po bokach dobudowali na ile się dało. Bo Opole jawi się kameralnym miastem z zabytkowymi murami. Wiem, bo moim przewodnikiem była swego czasu bardzo sympatyczna koleżanka. Tanecznie i muzycznie utalentowana nadprzeciętnie, bo korzeniami z krakowskiej piwnicy Grechuty i Skrzyneckiego. Gdybym dziś wiedział, że nasz rodzinny abonament pójdzie na taką artystyczną lipę, to trzymałbym kobitę na tą czarną godzinę krajowej piosenki. Festiwal pomylono z aktorsko-poetyckim klubowym wieczorem. Mdławe wspomnienia pogrzebanych jakiś czas temu uznanych przez środowisko jako wybitnych pogrążąło publiczność w oczekiwanej rozpaczy. A przy tym nowa interpretacja starych numerów mogła wstrząsnąć kartki z nutami nawet Pendereckiego, który przecież też już umarł. A w Opolu go nie wyśpiewali. Kiedy słuchałem genialnego utworu ,,Na całych jeziorach TY,, Agnieszki Osieckiej- której uwielbiałem kupować łyskacza przed naszymi radiowymi wywiadami- tym razem w wykonaniu Anny Marii Jopek to odeszła mi wiara w jej urodę. Anna Maria chyba nadal przeżywa związek z odmieńcem Kydryńskim młodym. Ale chciało się kariery z synem Haliny Kunickiej, to musiało zaboleć. Wspominana na wczorajsze otwarcie aktoka Celińska pogrzebała z kolei swoją urodę w oceanie alkoholu i jej występy po odtruciu organizmu nie miały nic wspólnego z piosenką. Podobny był powrót Piotra Szczepanika, którego talent utopił w gorzale jego kumpel od flaszki, Bogdan Łazuka. Trudno mieć struny głosowe w młodzieńczej kondycji po takich eskapadach, o których SPATIF w Sopocie kreuje bardziej ordynarne, niż śmieszne legendy. Wspominając w Opolu Magdę Umer zamiast utożsamiać ją z miłymi utworami starszych panów, w głowie miałem informacje o jej tatusiu, cenionym pracowniku resortu bezpieczeństwa publicznego za socjalistycznej komuny. Wczoraj dla bezpieczeństwa nie wypuszczałbym na estradę wykonawców plagiatu Sojki Staszka, czyli Celińskiej w męskim wydaniu. Jak wiemy wyjaśnienie zgonu tuż przed występem w Sopocie tego pieśniarza stanęło na niczym. A przynajmniej zapanowała cisza medialna. Nie musieli mi donosić dawni kumple z estrady, że Stachu grubo przebalował we wspólnym entuzjazmie z min. dziś w Opolu się produkującym teamem sław polskiej piosenki.
Idąc od tyłu, gwiazdy piłki reprezentacji Kazimierza Górskiego ucichły jak sukcesy Gierka mnożąc smutne wieści. Kazik Deyna czy Grzesiek Lato wybrali hobby zwane alkoholizmem. Tyle, że ten drugi więcej zakąszał i dożył Zibi Boniek z PZPN zrobił maszynkę niewytłumaczalnych wydatków, a dziś eksperymenty Urbana są jak szachownica bez pionów. Wspomnę Wrocław z Ukrainą i Nigerię w Warszawie. Przy nodze naszych piłka zamieniała się w poezję. Każdy trwał nad nią jakby płynąc myślami wokół Miłosza lub i Norwida. Gdyby Sannah słuchali poznaliby Szymborską. Ta miała jaja, wiec dostała Nobla. W Opolu poza kadrem. Promienna Wisława polskiej mentalności nie odczaruje.




Komentarze
Pokaż komentarze