59 obserwujących
304 notki
502k odsłony
  934   2

Po wygranej bitwie z MSW – Epilog


W pięciu wcześniejszych notkach obszernie udokumentowałem historię mojej wygranej bitwy z Urzędem Spraw Wewnętrznych PRL. Obszernie, ponieważ taka bitwa wymagała wielkiego wysiłku i trochę odwagi. Teraz pragnę opowiedzieć o historii, która się później wydarzyła i pokazuje, że z władzami USA było o wiele łatwiej wygrać.
W porozumieniu z moim partnerem współpracy naukowej z USA zaplanowałem wyjazd na jesień 1988 i wystąpiłem o wizę amerykańską. W podanym mi terminie, na tydzień przed planowanym wyjazdem, poszedłem do konsulatu w Krakowie po wizę i dowiedziałem się, że tej wizy nie otrzymam, ponieważ State Department jeszcze nie zatwierdził. Zapytałem więc kiedy mam przyjść po wizę i otrzymałem odpowiedź, że za dwa tygodnie. Przesunąłem rezerwację lotu z zapasem o trzy tygodnie i powiadomiłem mojego partnera współpracy. Gdy minął ten czas, sytuacja się powtórzyła i znowu musiałem wszystko zmieniać. W międzyczasie dowiedziałem się, że podobny problem z wizą ma nieznany mi chemik z UJ, a także mój kolega z IFJ. W tym drugim przypadku sytuacja była o wiele bardziej kłopotliwa, bo miał wyjechać na rok, a od kilku miesięcy już siedział na walizkach, sprzedał samochód i czekał beznadziejnie na tę wizę.
    Kiedy po raz trzeci dowiedziałem się, że wizy jeszcze nie ma, powróciłem myślami do moich niedawnych zmagań,  usiadłem w domu i napisałem następujący list do Konsula USA w Krakowie, który poniżej przepisałem z mojej mocno sfatygowanej kopii oryginału:





Doc. dr. hab. Rafał Broda                                                                                    Kraków, 19 October 1988
Institute of Nuclear Physics
Kraków, Radzikowskiego 152

                                                                                                            Michael Barry Esq.
                                                                                                            American Consul
                                                                                                            Consulate General of USA
                                                                                                            Kraków, Stolarska 9


Dear Sir,

    In view of uncomfortably increasing delay in the procedure of issuing the American visa for my scientific visit to Purdue University I would like to express my growing disappointment. The coinciding in time, and known to me the case of dr. K. Sokalski, as well as even more drastic one of dr. S. Sagnowski from the Institute of Nuclear Physics make impression of more general source of difficulty.
    I am not questioning the right of the US authorities to refuse the visa, or to issue it with any delay, yet I would like to be timely informed about the clear-cut decision At present, from the 5-th of October, i.e.  the date when according to most recent Consulate information I should collect the visa, I spend my time on contacting the Consulate office, changing the flight reservation and sending conflicting messages to my scientific partner in the USA. Needless to emphasize the disorganizing impact of this situation on my scientific activity and personal life.
                            Sincerely Yours

                            Rafał Broda

Nie widzę potrzeby, by ten list tłumaczyć na język polski. Podam tylko zasadniczą frazę, którą zamieściłem po lakonicznym przedstawieniu sytuacji. Jej treść jest taka: „Nie kwestionuję prawa władz USA do odmówienia mi wizy, lub wydania jej z dowolnym opóźnieniem, jednak chciałbym być w odpowiednim czasie poinformowany jaka jest decyzja. Obecnie spędzam czas na kontaktowaniu się z biurem Konsulatu, na kolejnych zmianach rezerwacji lotu i na wysyłaniu wciąż korygowanych wiadomości do mojego naukowego partnera. Nie chcę dodawać jak to wszystko dezorganizuje moją aktywność naukową i życie osobiste”.

List wysłałem rano, a w następnym dniu powiadomiono mnie telefonicznie bym nazajutrz w godzinach porannych odebrał wizę w Konsulacie.
Spotkałem tam owego kolegę fizyka, który był szczęśliwy widząc wizę wbitą wreszcie do jego paszportu, a nieznany mi chemik podobno zrezygnował z wyjazdu. Urzędniczka przekazała nam, że jeszcze konsul chciałby z nami porozmawiać i wprowadziła nas do osobnego pokoju.
 Konsul siedział za szybą w okienku i trzymając w ręku mój list, zapytał: „Kto z panów jest autorem tego listu?” Dumnie odpowiedziałem: „Ja go napisałem”, a konsul aż krzyknął: „To jest paskudny list!” (rozmawialiśmy w języku angielskim i użył sformułowania „nasty letter”). Odpowiedziałem: „To nie jest paskudny list, przecież jasno i skrótowo opisałem prawdziwy problem”. Upierał się: „List jest paskudny i ja to lepiej wiem, bo angielski to mój język ojczysty”. Odpowiedziałem więc: „Napisałem list i sprawa teraz jest pozytywnie rozwiązana, a przecież nie chciałem, by mój list był paskudny”.
Konsul zmienił ton i powiedział: „Bo wiecie panowie, wy macie takie zawody, że my musimy trochę z wami uważać. Czy oglądaliście wczoraj TV?” „Ja oglądałem, ale o co chodzi?” zapytałem. „Czy widzieliście tę bezwstydną kopię naszego wahadłowca?” Istotnie widziałem prawie kopię Challengera  przygotowanego do startu na którymś z kosmodromów. Widząc, że rozmowa ma się ku końcowi, powiedziałem że widziałem i zakończyłem: „Nie wiem na ile pan konsul zna Polaków, ale wiem, że nie ma innego kraju, w którym mielibyście tylu przyjaciół, ilu macie w Polsce”. Rozstaliśmy się w przyjaźni i na pożegnanie konsul pomachał nam ręką.
W USA mój współpracownik i przyjaciel –Irlandczyk wykształcony w Oxford University ocenił, że mój list jest „strong”, ale nie „nasty”. Dowiedziałem się też, że wstrzymanie wiz było spowodowane aferą w Los Alamos, gdzie przyłapano dwóch naukowców przekazujących ważne dane do Izraela.
Wydarzenie opisane w tym epilogu pokazuje, że w ciągu kilku dni władze USA potrafiły naprawić swój błąd i wystarczył jeden list, a w PRL trwało to trzy lata i zajęło wielu ludzi.   

Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura