3 obserwujących
147 notek
138k odsłon
  1739   7

Truskawkowe Mafie

Truskawkowe Mafie
Jak co roku w Chałupach… Nie, nie,- nie o golasów tu chodzi, a wręcz przeciwnie. Chodzi o ludzi zarabiających więcej niż dobrze i to bez podatku. Chodzi o tak zwane „Truskawkowe Mafie”. Mafie, które od początku sezonu truskawkowego pojawiają się przed galeriami, super marketami, na deptakach w „dobrych miejscach” np. w nadmorskich miejscowościach... Wszędzie tam gdzie przechodzi wielu potencjalnych klientów. Jest to przeważnie namiot z napisem Truskawki, a zawiaduje nim wynajęty  pan czy pani, która od rana do nocy, niczym automat, sprzedaje dowożone na bieżąco owoce.


I tu jest problem. Rozumiał bym to, ba nawet pochwalał jeśli tym handlem zajmowali by się drobniejsi czy nawet poważni producenci truskawek czy nawet wielcy plantatorzy. Nawet bym to pochwalał bo towar był by na pewno tańszy i świeższy, ale jak już napisałem, ale tak nie jest. Plantatorzy nie mają ani czasu ani chęci, żeby się zajmować dystrybucja tych sezonowych owoców. Prawda jest taka, że od lat w naszej rzeczywistości funkcjonują wyspecjalizowane grupy przechwytujący towar ( olbrzymie jego Ilości ) i sprzedający go z więcej niż normalnym zyskiem i to bez żadnego podatku.


Mają wejścia i układy wyrobione od lat. W urzędach miejskich udostępniające pod handel najatrakcyjniejsze lokalizacje, układy z dyrektorami galerii i marketów, ba, nawet osobami zarządzającymi parkingami. Pomysłowość lokalizacyjna tych „handlowców” jest naprawdę niewyobrażalna i zasługująca na szacunek. Ale czegóż nie zrobi się i nie zorganizuje dla pieniędzy… Nie o małe tu jednak pieniądze chodzi. Powiedzmy dla potężnego szmalu, za który nawet nie planują i nie mają zamiaru odprowadzić należnego państwu podatku !!!


Przeważnie taki punkt handlowy jest w stanie dziennie sprzedać minimum 200,- 300 kobiałek. Są punkty gdzie się sprzedaje nawet 500, kobiałek truskawek dziennie. I to nie są rekordowe wyniki. Na jednej kobiałce „handlowcy zarabiają minimum 10 do 12  PLN. Mało? To jest przy najmniej 2 do 3 tyś zł dziennie. Osoba sprzedająca dostaje 100 do 150 zł dziennie za swoją prace. Oczywiście bez zarejestrowania i ubezpieczenia. Jedna taka „wyspecjalizowana grupa” ma pod swoją opieką od kilu do kilkunastu takich "punktów handlowych" zlokalizowanych nawet w dość odległych miejscowościach. Na tyle to się dobrze kręci, że zarządzające takimi grupami osoby, dysponujące kilkoma lub kilkunastymi samochodami dostawczymi, pracuje tylko kilka czy kilkanaście tygodni w roku… I to wystarcza na „skromne życie”.


Cały ten proceder odbywa się i powtarza co rok, po jakże czujnych w innych wypadkach, oczach kontrolerów Urzędów Skarbowych, które nie wykazują żadnego zainteresowania tym co dzieje się tuż pod ich nosem. „Kurza ślepota” czy panie urzędniczki także lubią pyszne i pachnące polskie truskawki? Te pytanie pozostawiam bez odpowiedzi, bo któż to może wiedzieć.

Byłem świadkiem takiej sceny. Do małego sklepiku w małej miejscowości weszły dwie panie urzędniczki i sprawdzały czy sprzedawczyni wystawia paragony na sprzedawane towary. Mają takie prawo i dobrze. Nie powinno się oszukiwać państwa czyli nas wszystkich. Podatki powinien płacić każdy. Na niewinną sugestie pani „sklepowej” że tuż obok jej sklepiku sprzedaje się setki kobiałek truskawek dziennie, beż żadnej kasy fiskalnej, bez legalizowanej wagi i przez osoby które nie koniecznie mają świadectwo zdrowia by móc taki towar sprzedawać, jedna z pani urzędniczek zauważyła przytomnie odpowiedziała ostro, „że my teraz panią kontrolujemy a nie tych sprzed pani sklepu” , a druga uśmiechnęła się.. i bezradnie rozłożyła ręce. Widocznie realizują takie polecenia.


Państwo polskie nadal jest mocne dla malutkich i słabych, korzy się zaś karnie przed mocnymi i potężnymi... Aż nie chce się wierzyć, że przed mafią Truskawkową także. Pewnie jak by powiedział pan premier, dla naszego dobra.

Lubię to! Skomentuj31 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka