111 obserwujących
210 notek
697k odsłon
  20183   0

Jak łatwo uderzyć w twarz... cudzą. Wywiad z Free Your Mind

 

Początki na salonie24

 

Na wstępie chcę Ci gorąco podziękować za wyrażenie zgody na tę rozmowę.

Jej źródła mieszczą się w poszukiwaniu przeze mnie logiki wydarzeń ostatnich tygodni, jakie zaszły w przestrzeni formułowania hipotez smoleńskich. Musiałam się cofnąć do Twojej pierwszej notki z dnia 10.04.2010., opublikowanej na salonie24 o godzinie 13:00, a zamkniętej w zasadzie dopiero opublikowaną 9 czerwca 2012 ostatnią częścią (Aneksem-3) „Czerwonej strony Księżyca”.

Prowadząc swój blog na salonie24, uczyniłeś ten portal jednym z najważniejszych ośrodków polskiego śledztwa obywatelskiego w sprawie Smoleńska i stałeś się po 10. Kwietnia jednym z jego czołowych badaczy; jednym z najważniejszych autorytetów w tym zakresie.

Jestem przekonana, że nie można ot tak, po prostu, z dnia na dzień, skupić na swoim blogu całej czołówki blogerskiej salonu – pomimo wyjątkowości i całej niesamowitości sytuacji wywołanej tragedią narodową w tamtą dramatyczną sobotę. To nie był przypadek, że – niezależnie od pojedynczych notek pisanych na salonie przez czytywanych masowo wówczas blogerów – ci sami autorzy pozostawiali u Ciebie na blogu swoje kluczowe przemyślenia dotyczące zarówno sytuacji dnia 10.04.2010., jak i niezbędności działań, które należało przedsięwziąć celem jej dokładnego wyjaśnienia.

 I tak, próbując się zorientować, jak to się stało, że to właśnie u Ciebie skupiły się główne siły intelektualne salonu24 (niezależnie zupełnie od późniejszych podziałów), wzięłam pod lupę cały okres Twojej obecności na s24, tj. od 12.czerwca 2007.

 Wyszło mi z tej obserwacji, że od samego początku nie byłeś „typowym” blogerem, który coś tam sobie pisuje, bo ma na to ochotę – raz mniejszą, raz większą, a jego pozycja na portalu kształtuje się mozolnie, długo, bez żadnej gwarancji jakiegoś wyraźniejszego sukcesu. 

Ty rozpocząłeś blogowanie intensywnie (kilka notek dziennie, po 6 tygodniach blogowania miałeś ich 150) i z jasno sprecyzowanym planem, , z wyraźną determinacją

 

1.Co to był za plan? Jaki pomysł / ideę chciałeś zrealizować?

 

Odp.: Dzięki za miłe słowa, choć na pewno są na wyrost, stanowczo na wyrost, zarówno w stosunku do mnie, jak i do samego s24. Jeśli bowiem mówimy o śledztwie smoleńskim (ta nazwa nie jest właściwa, bo podtrzymuje oficjalną wersję wydarzeń; ale chodzi o pewien skrót myślowy), to z jednej strony s24 stanowił jakąś „instytucję” pośród innych, lecz nie można w żaden sposób zapominać o tym, co zrobiła „komisja Millera”, a także o wielu publikacjach i materiałach audiowizualnych, których autorzy starali się uporać z rekonstrukcją tego, co się mogło dziać 10-go Kwietnia, podając wiele szczegółów, uzupełnień, swoich własnych interpretacji (także skomplikowanej problematyki lotniczej). Bez tychże publikacji i materiałów śledztwo blogerskie nie posuwałoby się naprzód, wiele bowiem wskazówek do researchu można było znaleźć (paradoksalnie) w oficjalnej właśnie dokumentacji (np. w polskich „Uwagach” do raportu komisji Burdenki 2 (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/09/uwagi-do-uwag.html)).

 

Co zaś do początków mojego blogowania, to jego intensywność wynikała poniekąd z banalnego powodu: był akurat okres wakacyjny i miałem więcej czasu na publikowanie postów. Czy przyświecała temu jakaś idea? Przede wszystkim taka, by oddzielić moją wirtualną tożsamość, czyli „Free Your Mind-a” od mnie samego (naukowca, pisarza itd.), tzn. by publikacje „broniły się same”, czyli by byle komentator nie szarpał mnie zaraz, że jestem z Rzeszowa, napisałem to a to, mam takie a takie wykształcenie, związany jestem z taką a taką uczelnią itd. Oczywiście w swej głupocie zrazu podałem administracji mojego prywatnego maila (po jakimś czasie dopiero zmieniłem adres na „yurigagarin” itd.). Chciałem pisać w swoim imieniu, ale też na własny rachunek (pozanaukowy i pozapisarski). Przy okazji chciałem sam sprawdzić, jak to jest przebywać w Sieci i wygłaszać swoje opinie na różne tematy, zwłaszcza polityczne, a że okres był gorący, bo czasy „kaczyzmu”, to i moją publicystyką się zaczęto interesować, co było dla mnie miłym zaskoczeniem.

 

Z biegiem czasu jednak doświadczenie przestało być miłe i beztroskie, tj. gdy zaczęły się ataki troli, gdy pojawiły się „wędrujące dzikie stada”, czyli ludzie urządzający lincze na tych, którzy im się nie podobają (nie podobają za to, co ośmielają się głosić). Później były przeróżne mniej lub bardziej sztucznie wywoływane podziały „na salonie” i odrywanie się poszczególnych grup blogerów. Z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć (już jako medioznawca), że blogosfera nie ma aż takiej siły oddziaływania, jaką (nieco buńczucznie) deklaruje. Dopóki coś się nie pojawi jako „temat” w masowych mediach (do nich zaliczam, rzecz jasna, także te uchodzące za prawicowe – podział: mainstream contra „niezależne media” to fikcja), dopóty treści z blogów są nieobecne w świadomości społecznej. Należy mieć to na uwadze, jeśli się „siedzi w blogach”. Ujrzałem to zresztą na prostym przykładzie – mój dobry i wieloletni (bo od późnej podstawówki) przyjaciel, dziennikarz, dopiero ode mnie się dowiedział, gdy siedliśmy kiedyś w knajpie przy piwie, że się ujawniłem :). Wtedy sobie uświadomiłem, że ludzie mediów wcale nie śledzą z wypiekami na twarzy tego, co się dzieje w Sieci.

Lubię to! Skomentuj394 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale