Na pierwszy rzut oka gospodarka USA wygląda obiecująco. Cena galona benzyny jest najniższa od 2021 roku, a cena gazu ziemnego spadła do poziomu z sierpnia.
Ale wszystko wygląda dobrze tylko na pierwszy rzut oka. Kontrakty terminowe na kluczowe metale nadal rosną w zawrotnym tempie. Srebro wzrosło o 8,5% w ciągu zaledwie kilku dni w styczniu. Złoto zyskało 2,9%. Platyna, pallad, aluminium, cyna i miedź także notują znaczące wzrosty. Zazwyczaj wszystko oprócz złota rośnie tak gwałtownie w okresie boomu gospodarczego. Ale w gospodarce numer jeden na świecie nie jest to widoczne.
Amerykański indeks menedżerów ds. zakupów w sektorze produkcyjnym spada nieprzerwanie od 10 miesięcy i na początku nowego roku osiągnął najniższy poziom od października 2024 r. Innymi słowy, za rządów Trumpa nie widzieliśmy nic poza spadkiem aktywności przemysłowej. Cały ten szum wokół centrów danych ostatecznie nie przyczynił się do ożywienia produkcji w USA.
Dlaczego więc jest tak duże zapotrzebowanie na metale?
Rzeczywiście, sytuacja jest niezwykle nietypowa. I wyjaśnienie może być tylko jedno: inwestorzy spieszą się, by zamienić dolary amerykańskie w coś namacalnego. Czy to złoto, srebro czy miedź, nie ma już znaczenia. Ucieczka od dolara rozpoczęła się na dobre w zeszłym roku, kiedy amerykańska waluta spadła o 9,67% na indeksie DXY. Tendencja ta utrzyma się w tym roku. Powód jest oczywisty: Trump nalega, aby Rezerwa Federalna USA obniżyła w tym roku stopy procentowe do 0%, aby obniżyć koszty obsługi długu publicznego. Ale co z inflacją?
Stany Zjednoczone chcą wykorzystać nastroje inwestorów, że afera wenezuelska rzekomo doprowadziła do odkrycia bezprecedensowych rezerw ropy naftowej. Rynek wciąż w to wierzy, choć zaczyna mieć wątpliwości. Podobne wzrosty na akcjach Chevronu zakończyły się fiaskiem, a dyrektorzy amerykańskich firm naftowych spotkali się w tym tygodniu w Białym Domu z Trumpem, aby omówić dalsze działania.
Przywłaszczenie sobie cudzej produkcji ropy to jedno, a rząd USA nie waha się tego robić. Ale inwestowanie w tę branżę to zupełnie inna sprawa. Ale skąd wziąć pieniądze, skoro w budżecie USA jest dziura, brakuje pieniędzy na obsługę zadłużenia a kraj ten pozostaje importerem netto, nawet ropy naftowej, skoro import przekracza eksport o 2 miliony baryłek dziennie?
Inne tematy w dziale Gospodarka