las birnamski las birnamski
768
BLOG

Stała baza USA w Polsce nie powstanie i nie miała nigdy powstać. Oto dlaczego

las birnamski las birnamski Polityka Obserwuj notkę 7
Tutaj się dowiesz: dlaczego odwołono wizytę szefa MON w USA, czemu to nie jest "zasługa" PiS i Nawrockiego oraz dlaczego stałej bazy USA u nas nie miało być, i nie będzie.

Czemu miało służyć to nagłe wzmożenie w kwestii rzekomej budowy stalej bazy wojskowej USA w naszym kraju i równie nagłe odwołanie już dawno zaplanowanej wizyty szefa MON, Kosiniaka-Kamysza w USA (zamiast niego polecieli przedstawiciele Polski niższej rangi). Po pierwsze: Waszyngton, a dokładniej Bialy Dom, nie jest gotowy do żadnych wiążących decyji w sprawie stałej bazy wojskowej USA w Polsce... i tak naprawdę nie był ani przez moment, bo nie temu to wszystko miało służyć.

To nie przypadek, że odwołanie wizyty szefa MON zbiegło się z wizytą przywódcy Chin, Xi Jinpinga w Waszyngtonie... czym zresztą polski MON tłumaczy decyzję Waszyngtonu, a dokladniej koniecznością obecności sekretarza wojny Pete'a Hegsetha podczas wizyty Xi. Rzecz w tym, że obie wizyty nie zostały zaplanowane wczoraj, Biały Dom więc mógł już znacznie wcześniej tak ustalić wszystko, żeby nie było żadnej rzekomej kolizji w terminach.

Jeszcze raz zatem: czemu więc to wszystko miało służyć? To oczywiste: jest to element dyplomatycznej gry między Białym Domem, Pekinem i Kremlem. Trump grzejąc nagle temat stałej bazy w Polsce chciał jedynie wyslać, głównie do Kremla, sygnał, że jak nie zaczną tam poważnie myśleć o zakończeniu konfliktu na Ukrainie to za chwilę będą mieć "pod nosem" stałą bazę wojskową USA, NATO, co przecież nie mogłoby zostać tam niezauważone... gdyby rzeczywiście miało do tego dojść. Jak widać jednak po żadnej w zasadzie reakcji na Kremlu wiedzą i rozumieją więcej, niż w Warszawie, skoro udaje się u nas jakieś zaskoczenie. Naprawdę w Warszawie myśleli, że Trump ot tak postawi u nas na złość Putinowi stałą bazę, w czasie, gdy jednocześnie usiłuje jakoś zakończyć konflikt na Ukrainie i musi nakłonić również Putina do jakichś ustępstw?

Dowodem na to są kolejne w tym samym czasie działania Trumpa: po pierwsze, dosyć ostra i jednoznaczna jak na niego krytyka Rosji i Chin wczoraj na forum ONZ bez jednocześnie żadnych negatywnych sygnałów w stronę Ukrainy i Zełenskiego; po drugie, podpisana dzień wcześniej ustawa o sankcjach na Rosję i jej największych klientów surowcowych dająca Trumpowi m.in. możliwość nałożenia 100 proc. ceł na te kraje. Trochę za dużo tego "dobrego" jak na jeden tydzień.

Następnie administracja Trumpa ni z tego, ni z owego odwołuje wizytę Kosiniaka-Kamysza zaplanowaną już dużo wcześniej, której głównym celem miały być ustalenia w kwestii stałej bazy. Wszystko jednak uklada się nagle w jedną całość, gdy uświadomimy sobie, że Trump potrzebowal jedynie stworzyć pozory chęci budowy u nas stałej bazy, żeby stworzyć sobie w ten sposób dodatkowy atut w rozmowach z Kremlem. Stałej bazy USA u nas nie będzie i nie może być dopóki rządzi Trump i dopoki jest on zależny od Putina w kwestii zakończenia wojny.

Ci, którzy uważają, że jest to "zasługa" PiS i Nawrockiego, którzy chcą sobie przypisać główną rolę w doprowadzeniu do decyzji o budowie stałej bazy USA w Polsce i dlatego doprowadzili do tak nagłego odwołania wizyty Kosiniaka-Kamysza... przeceniają znacznie możliwości PiS i Nawrockiego wpływu na Trumpa i jego administrację, i jednocześnie nie doceniają, albo nie dostrzegają, bo utrudnia im to własna megalomania, gry Trumpa, której przedmiotem, nie podmiotem, jest jedynie Polska. Gry o znacznie w myśleniu Trumpa ważniejszą stawkę, niż Ukraina i wschodnia flanka NATO, a przynajmniej nie mniej ważną, którą jest rosnąca potęga Chin na wielu strategicznych dla USA polach jak sztuczna inteligencja, technika wojskowa, no i Tajwan. Warszawa, Kijów, stała baza etc. dla niego w tej grze to tylko żetony, którymi warto grać, ale gra się o coś większego. Poza tym, Nawrocki nic szczególnego w USA nie załatwił i nie załatwi, bo nie od niego to zależy, ale od wyników rozmów Trumpa z Xi i Putinem.

Reasumując: stała baza USA nie powstanie dopóki trwa wojna na Ukrainie. Potem już nie będzie po co. Cała nadzieja w amerykańskim wyborcy, który już chyba na tyle przejrzał na oczy, żeby w listopadowych wyb. uzup. do Kongresu powiedzieć Trumpowi: wystarczy, Donald, tego blefowania. Czas oddać karty komuś, kto nie będzie tylko blefował, ale odważy się w końcu rzucić je na stół, bo tylko z takimi graczami Putin i Xi się będą tak naprawdę liczyć, i tylko wtedy będzie można coś ugrać.

Bo nikt Makbeta sił wprzódy nie skruszy, Póki birnamski las się nie poruszy - W. Szekspir, Makbet, tł. Leon Ulrich

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka