b-Lech-blo-G.
Jestem, więc myślę. Myślę, by poznać. Poznaję, aby zrozumieć. Jestem.
6 obserwujących
397 notek
113k odsłon
253 odsłony

* We władzy prostaka...*

Leonard jaszczuk Toster Pandory
Leonard jaszczuk Toster Pandory
Wykop Skomentuj3

  Sedno *królowania* prostactwa i chamstwa: wczoraj   i dzisiaj. Pierwszym sposobem na zwalczanie prostactwa i chamstwa jest uświadamianie / obnażanie owego prostactwa i  chamstwa. Oto, pro publico bono, krótki, ad hoc,  acz losowy przegląd zjawiska.

 L.G.

  (* Mowa śmieciowa*, Echo Katolickie, ks. Paweł Siedlanowski, 2016 rok, fragment artykułu)

 (...) Dziś przeklinają równo wszyscy: mężczyźni, kobiety, dzieci. Bluzgają na lewo i prawo, bez zahamowania i wstydu, cienia zażenowania, nawet gdy wiąchy lecą w przestrzeni publicznej sklepu, pociągu czy pod wiatą autobusową. Już kilkulatki w przedszkolu potrafią „nawsadzać” rówieśnikowi, pobawić się w licytowanie, kto zna więcej „brzydkich słów” - nota bene często ich znaczenia nawet nie rozumiejąc, a które usłyszeli z ust mamusi lub tatusia, starszego brata czy siostry.

Nie „zajobuj” mnie!

  Przekleństwa nie są żadnym nowym wynalazkiem. Patrząc historyczne: teren naszej diecezji od dawna był ziemią graniczącą z innymi nacjami, kulturami. Zapożyczenia z języków: ruskiego, ukraińskiego, litewskiego, tatarskiego, jidysz dawały wręcz nieograniczone możliwości komponowania długich, soczystych „wiąch”, dogłębnie wyrażających stosunek nadawcy komunikatu wobec adresata. Przeklinało się od zawsze, ale istniały sfery tabu: mężczyzna nigdy nie używał wulgaryzmów, przebywając w towarzystwie kobiety czy dzieci. Dbało się o język, pełniąc wysokie funkcje publiczne. Do tego samego zobowiązywał mundur - niezależnie od koloru i rodzaju pełnionej służby. Dla przekleństw nie było też miejsca w przestrzeni języka oficjalnego: w radiu, telewizji, podczas oficjalnych spotkań. Dziś, jak mówił prof. Jan Miodek (wykorzystujący niegdyś w prowadzonym przez siebie programie sondy uliczne), nie ma dnia, by indagowany o odpowiedź przechodzień (nagrywany przez osobę trzymającą w ręku dobrze oznaczony mikrofon TVP) nie stwierdził, że coś mu się „sp….ło” albo że nie będzie odpowiadał, ponieważ jest „wkur…ny”.

Prof. Jerzy Bralczyk zastrzega, że nie lubi mówić o wulgaryzmach. Jednak w którymś z programów telewizyjnych, komentując zjawisko, powiedział:  „Używanie brzydkich słów jest niedowładem intelektualnym”. Ostro. Ale prawdziwie.

(...) Najsmutniejsze jest to, że wulgarność wkroczyła na salony. Tzw. taśmy kelnerów otworzyły oczy przeciętnemu Polakowi - nieidealnemu przecież, ale też wyobrażającemu sobie, że ludzie znani z pierwszych stron gazet czy studiów telewizyjnych, ubrani w szyte na miarę garnitury, znający świat, protokół dyplomatyczny itp., mowę polską szanują jak mało kto. Zasłona spadła z oczu! Dla jednych to był szok. Na innych nie zrobiło to większego wrażenia. „Swoje chłopy”, żadne tam lalusie czy paniczyki! A kto tego nie ogarnia, ten kiep! (...)


   Fragmenty poezji - dwa wiersze -  ( Lech Galicki) z antologii Pieśń Strzelista naTchnienia i zaMyślenia, Polgles Multimedia, 2019

(...)Mowo polska, o ty co ponad poziomy wzbita,
Jako trzeba cię cenić tylko ten objawi,
Kto dzień po dniu wciąż słyszy jakeś w twarz jest bita,
I jak Polak z lubością swój język plugawi.
Mowo polska, tyś jak szelest skrzypu,
Jako liść szusujący w jesiennym opadaniu,
Perełek w tobie trzosy z uniesień wysypu,
I wieczna cisza krzyczy w wietrznym w polu łkaniu.
Chrząszcz brzmi w trzcinie w Lechitów krainie,
Z powyłamywanymi nogami stół,
Czas jak biczem szczuta rzeka płynie,
Zębów szkliwie szczerzy wół.
Cielę i wiekowy byk przeklina,
Chamstwu stop w mowie i trawie,
Takoż w czynie w elit sferze,
Wszędzie karczma nieobyta,
Zaś przed nami święte, polskie, czyste sprawy!
Wolność, równość i zbratanie,
Wiara i najwyższe cele,
W dni powszednie i niedziele.
Nasza bardzo wielka wina,
W Pacanowie i w Warszawie,
Matka Polska nie wybaczy,
Wierzcie jest się czego bać,
Gdy w krew weszła i tkwić będzie,
Jak trucizna w mowy pięknie,
Obca cnemu narodowi,
Jak zaraza: kurwa mać!

linea anonima

Jestem wierszem bez imienia,
Bez chrztu i bierzmowania,
Nie słyszałem nigdy łajania ni kołysanki,
Moi rodzice zawsze się śpieszyli,
Wyjechali za chlebem z tego kraju,
Nie mogli w nim żyć,
Ja zostałem i jestem,
Nie jem, nie piję,
Ja zapisany analfabeta, domokrążca,
Czytają mnie lub nie,
Wyjeżdżają lub nie, za chlebem,
Za morza i oceany,
Bo żyć tu nie chcą,
Patriotycznie zadumani,
A ja nie wiem co to znaczy,
Ja wiersz bez imienia,
Szukaj mnie czytelniku i proszę zatrzymaj,
Choćby z litości,
Nadaj mi imię, pokryj pyłem kurzu zapomnienia,
I włóż do przepastnej szuflady,
W drogocennym, dębowym biurku z czasów,
Gdy Polski nie było na mapie świata.
Ja zostałem i jestem.

Refleksja - L.G.
2013 rok
Paskudnie się czuję w tej rzeczywistości, w której prostak: prezydent, premier, minister, bizmesmen, lichwiarz, cieć..., mają złe maniery, marny język, myślą prymitywnie a nadto panoszą się wszędzie epatując przekonaniem o swej wyższości. Dominują. Już sam nie wiem czyściec to czy piekło na polskiej ziemi. Zaczynam zamykać się w swoim świecie, a na zewnątrz, gram rozmaite role. By przetrwać. I nie mogę znieść tępej gęby prostaka, który rozmnożył się jak zaraza. Może czasami tęsknię za chamem i zbirem z Peerelu: gdzie spod lady można było dostać dobrą książkę, ale także była szansa na porozmawianie o kulturze. Gdzie obowiązywały pewne wzorce zachowania. Nie! Odrzucam rzeczywistość chama i zbira, rzeczywistość prostaka. Marzę o normalności. Dobrze wychowanej, mądrej, jasnej, niespospolityzowanej prostacko normalności polskiej.

A z tych podstawowych marzeń wynika jeszcze tyle innych...
Niech "mury runą...".

Aneks

Prof. Ryszard Legutko " Esej o duszy polskiej. Z posłowiem A.D. 2012". Fragment rozdz. " We władzy prostaka".

" We władzy prostaka"

  (...)Wraz z upadkiem PRL-u znikły rządy chama i zbira. (...) Zniknął cham i zbir, lecz na ich miejsce wszedł prostak i to on właśnie został niemal niepodzielnym władcą polskiego obyczaju, arbitrem zachowań i mód, wychowawcą młodzieży i starców. Społeczeństwo Polski niepodległej przejęło wiele jego cech, i to na tyle wiele, że zaczęły one dominować nad innymi.(...) Złe maniery, złe słownictwo, marny język, prymitywność myślowa - uważane przez długi czas za rzeczy wstydliwe - stały się akceptowalne przez samą masowość swojego występowania i przez odrzucenie myślenia hierarchizującego. W tej sytuacji, gdy wszyscy jesteśmy równi i dysponujemy równymi prawami, pozycję uprzywilejowaną zdobywają ci, którzy znajdują się w większości, lub ci, którzy przyznają sobie prerogatywę reprezentowania racji większości. (...) Dobre obyczaje przetrwały jeszcze jako prywatne fanaberie w zamkniętych środowiskach, a niekiedy jako zapisane w pamięci wzorce.(...) Otóż w wolnej Polsce doszło niemal do natychmiastowej degradacji wzorców. Język, zamiast pięknieć, brzydł, choć brzydł inaczej niż w komunizmie. Ujawniająca się w nim pospolitość szybko przekształciła się w normę. W takiej formie wtargnął do reklam, mediów, polityki. Razem z językiem spospolityzowały się ludzkie zachowania. (...) Rolę wzorcotwórczą przejął więc prymityw, który zaczął sprawiać wrażenie istoty najbardziej zadomowionej w dzisiejszym świecie. cała zaś reszta społeczeństwa o ile chciała się przebić do sfery publicznej, musiała się mniej lub bardziej do niego dostosował(...)".

                                                      

Aneks 2.


https://www.ksiaznica.szczecin.pl/wydarzenia/single/id/1703

                                                                                                     

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura